Kim tak naprawdę jestem? Czy tą uśmiechniętą, rozbawioną dziewczyną, którą wszyscy znają? Czy tą drugą: tą smutniejszą, która wciąż się martwi i narzeka?

Życie Marty nie jest usłane różami, choć na pierwszy rzut oka takim właśnie się wydaje: mąż adwokat, dwie cudowne córki, własne mieszkanie w dużym mieście… Dlaczego więc Marta się nie uśmiecha? Czemu nie cieszy się tak jak inni? Czy to dlatego, że mąż wciąż chodzi podenerwowany i wszystko wskazuje na to, że został zwolniony z pracy? Marta czuje, że coraz bardziej oddala się od niego, choć jednocześnie zależy jej na rodzinie. Co stanie się, gdy na jej drodze pojawi się przystojny, zabiegający o jej względy policjant? Czy pozwoli mu wziąć się za rękę i poprowadzić w nieznane? I co wspólnego ma z tą opowieścią tajemnicze zaginięcie jej ojca? Choć od tej tragicznej historii minęło już kilka dobrych lat, a ojciec został pochowany na cmentarzu, to ponownie pojawi się w życiu Marty. I on, i siostra Stella, pracująca na co dzień w szpitalu, który sama żartobliwie nazywa Hotelem Wszystkich Świętych.

~*~*~*~

„Ważki na kostce lodu” Łucji Wilewskiej to moje pierwsze spotkanie z tą autorką. W powieści przedstawia ona losy Marty Sroki, żony Mariusza, i matki uroczych dwóch córek — Julii i Wiktorii.

Marta, dziewczyna ze wsi, jak często dogryza jej mąż, zupełnie jakby miejsce z którego pochodzi definiowało człowieka. Kobieta żyje w nieszczęśliwym związku, jednak wychowana w konserwatywnej rodzinie, nie widzi dla siebie wyjścia z sytuacji. A jednak, pewnego dnia, postanawia zdradzić męża, by choć przez moment poczuć się dobrze. Udaje jej się na chwilę zapomnieć o jałowym związku.

„Wstydzę się sama siebie, swojego wzroku, który widział to, co ja. Wstydzę się również tego, co zaszło, a jeszcze bardziej tego, że to mi się bardzo podobało. Nie potrafię się do tego ustosunkować. Z jednej strony pojawia się wstyd, poczucie winy, grzechu, zażenowania… z drugiej — silna, przemożna chęć pójścia dalej w nieznane.”

Gdy jednak po kolejnej kłótni, Marta zostaje skatowana przez męża, postanawia od niego uciec. Zatrzymuje się u swojej matki razem z dziećmi, jednak jej wolność nie trwa jednak długo. Mariusz pojawia się nagle w domu teściowej i zabiera dziewczynki, zaś Marta, próbując je odzyskać, prawie traci życie. Wszystko ulega zmianie, gdy trafia do szpitala. Tam  spotyka niezwykłą pielęgniarkę, która stara się jej pomóc podjąć ważne decyzje. W tym samym miejscu zawiązuje też znajomość z Adamem, policjantem, który ją uratował i sprawił, że znów zaświeciło w jej życiu słońce.

„To dziwne, ale kiedy byłam z Mariuszem, wciąż widziałam same problemy, niedociągnięcia, zagrożenia. Przy Adamie wszystko jest inne: prostsze, łatwiejsze. Coraz bardziej skupiam się na tym, co mogę osiągnąć, na przyjemnościach życia, problemy stają się jedynie wyzwaniami losu, zadaniami do rozwiązania. Łamigłówkami, które życie zsyła nam dla zabawy i comiesięcznej dawki rozrywki.”

Nie tylko z własnymi problemami musi się zmierzyć główna bohaterka. Na jej życiu kładzie się cieniem nierozwiązana sprawa z przeszłości dotycząca zaginięcia jej ojca. Po tym jak trafiła do szpitala, Marta doznaje halucynacji, które sprawiają, że podejmuje trudne do wyjaśnienia decyzje i stara się odkryć tajemnice, które wciąż ciążą na sercu jej i najbliższych. Czy jednak drążenie w przeszłości ma zawsze sens?

„Ważki na kostce lodu” to powieść poruszająca poważne problemy społeczne, jak między innymi, przemoc domowa, znęcanie psychiczne i fizyczne, alkoholizm, uzależnienie od swojego oprawcy. Główna bohaterka musi walczyć nie tylko z mężem, ale i z samą sobą. Między innymi zmaga się z niskim poczuciem wartości, które jest jeszcze pogłębiane przez Mariusza, który się nad nią znęca. Nic więc dziwnego, że kobieta usiłuje znaleźć choć skrawek szczęścia wdając się w romans. Czy możemy ją za to winić?

„Ręce mi drżą, kolana stają się miękkie. Chciałabym wejść na parapet i rozłożyć ręce. Dać się ponieść wiatrowi, niech zaniesie mnie tam, skąd pochodzę. Skąd naprawdę przyszłam.

To tutaj to nie jest moje miejsce.”

Jeżeli chodzi o narrację, niestety poczułam zawód. Choć nie mam określonych preferencji, co to jej typu, to akurat w tym wypadku narracja pierwszoosobowa nie wyszła najlepiej. Brak płynności w niektórych momentach pomiędzy zdaniami, utrudniał mi nieco lekturę. Na szczęście, nie zaważyło to na całokształcie powieści, która się wybroniła dobrze skonstruowaną historią i przesłaniem, jakie ze sobą niesie.

Przyznam też, że początkowo główna bohaterka strasznie mnie irytowała. Wciąż myślałam — weź się dziewczyno w garść, zabieraj dzieci i zostaw drania! Czy to jednak takie proste? Odpowiedź jest, jak to w życiu, skomplikowana. Idealnie sprawdza się tu powiedzenie, iż punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. I tak jest w tym przypadku. Nie chodzi bowiem o to, by usprawiedliwiać główną bohaterkę, czy też ją napiętnować, ale by zrozumieć, że nikt nie ma prawa nas gnębić, czy to psychicznie, czy fizycznie, a my z kolei, mamy prawo do życia bez strachu. Lecz, do tego by wyrwać się z takiego związku, wymaga dużej odwagi, bo zawsze będzie pojawiała się myśl — czy dam sobie sama radę? Strach paraliżuje, odbiera oddech, jednak jeżeli nie będziemy w stanie zawalczyć, pewnego dnia może się okazać, że więcej tak nam potrzebnego do życia oddechu nie nabierzemy.

„Teraz to ja muszę założyć spodnie, przywdziać męski, policyjny uniform i dokonać bardzo precyzyjnych i konkretnych ruchów w moim życiu.”

Ta książka powoduje, że czytelnik zaczyna zastanawiać się, czy naprawdę warto w imię wbijanych nam za młodu do głowy, często wyimaginowanych i średniowiecznych wręcz, tradycji niszczyć samych siebie, kawałek po kawałku, aż nie zostanie z nas kompletnie nic — tylko pusta skorupa. Przerażające są też powtarzane przez nas wzorce zachowań które wchłanialiśmy niczym gąbka wodę w rodzinnym domu. Marta, choć również wpada w małżeństwo przepełnione przemocą, jak jej matka, to jednak rozwiązuje swój problem w nieco inny sposób. Ukazuje to także, jaką desperację mogą czuć osoby, nad którymi się wiele lat znęcano i które czują się bezsilne wobec swego oprawcy, nie widząc znikąd pomocy.

„Byłam zdesperowana. Miałam już tak dość życia, że jeszcze jeden dzień z tym parszywym człowiekiem, a zwariowałabym, zostawiając cię samą na świecie…”

Mam nadzieję, że ta powieść da kobietom, które znajdują się w podobnej sytuacji co Marta, siłę do tego, by wyrwać się z piekła w którym żyją, i że „wytrzymywanie” w takim związku, w imię dobra dzieci, nie jest wcale najlepszym wyjściem. Dorośli mają zwyczaj uważania, iż dzieci niewiele rozumieją i nie widzą, jeśli coś jest w domu nie tak. Owszem, widzą, czują i z pewnością „pełna” rodzina nie zapełni otchłani jaka się otwiera poprzez lęk o to czy ojciec znów uderzy matkę, czy znów będzie kolejna awantura, czy dożyją kolejnego dnia w tym samym składzie…

„Ważki na kostce lodu” to lektura z morałem i nadzieją na lepsze jutro, którą polecam przeczytać nie tylko kobietom, gdyż historia Marty może przydarzyć się każdemu.

Lilianna Garden

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Test AntySPAMowy *