Decyzją jury najlepszymi filmami 15. odsłony Festiwalu Filmów Afrykańskich AfryKamera zostały „Noc Królów” (w kategorii film pełnometrażowy) oraz „Przyjęcie henny” (w kategorii film krótkometrażowy). Jury postanowiło ponadto wyróżnić filmy: „Klimatyzacja”, „W innym życiu”, „Poppie Nongena” oraz „Kiedy zabraknie ryb”.


„Noc królów” („La Nuit des rois”) w reżyserii Iworyjczyka Philippe’a Lacôte’a to opowieść o młodym chłopaku trafiającym do owianego złą sławą więzienia MACA w peryferyjnej dzielnicy Abidżanu Yopougon. Aby przeżyć nowo osadzony zaczyna snuć wymyśloną przez siebie historię. Film niewątpliwie dobry, ale wg mnie nie najlepszy jeśli chodzi o tegoroczne pełne metraże na AfryKamerze. Tu niekwestionowanym numerem jeden był w mojej ocenie ruandyjsko-ugandyjski obraz „Smak naszej ziemi” („A Taste of Our Land”) który wyreżyserował młody, urodzony w Kigali twórca Yuhi Amuli. W swoim filmie Amuli przedstawił historię starszego człowieka, Yohaniego (rewelacyjnie zagranego przez znanego m.in. „Ostatniego króla Szkocji” Michaela Wuwuyo Sr.), który przez lata bezskutecznie domagał się zapłaty za swą ziemię przywłaszczoną przez kopalnię prowadzoną przez Chińczyków, a gdy to mu się nie udało, doprowadzony do ostateczności, zabrał z rejonu kopalni grudkę złota. Co prawda nie wszyscy aktorzy dorównali Wuwuyo Seniorowi poziomem swojej gry, ale sama historia i sposób jej przedstawienia jak najbardziej zasługują na uznanie.

Kolejnym filmem lepszym moim zdaniem od nagrodzonej „Nocy królów” była „Maria Panna Nilu” („Notre-Dame du Nil”) w reżyserii Afgańczyka mieszkającego w Paryżu, Atiqa Rahimiego. Jest to adaptacja, dostępnej także w polskim przekładzie, książki Scholastique Mukasongi przedstawiająca życie w katolickiej szkole dla dziewcząt prowadzonej przez zakonnice w przeddzień czystek etnicznych w Ruandzie, które miały miejsce w 1973 r. Wydawałoby się, że wątek walki Hutu vs Tutsi (a poprawniej Bahutu vs Watusi) został już w kinematografii przerobiony do znudzenia, niemniej reżyserowi udało się stworzyć film nienużący, nieepatujący pouczeniami i nierażący ilością stereotypów. I za to wielki brawa.

Jeśli chodzi o tegoroczny krótki metraż na AfryKamerze, to zwycięzca wygrał jak najbardziej zasłużenie. Bardzo dobry film „Przyjęcie henny” („Hanat Ward”) w reżyserii 32-letniego Kairczyka Morada Mostafy to opowieść o Sudance Halimie, która wraz z córeczką Ward przybywa do jednego z egipskich domów, by ubarwić przyszłej pannie młodej (Marina Victor) henną dłonie i stopy. Nie wszystko jednak idzie tak, jak miało iść, dzięki czemu możemy zobaczyć, że kolor skóry nadal definiuje daną osobę, i to bez względu na rejon świata.

Z pewnością do wyróżniających się filmów krótkometrażowych w tym roku należały także produkcje „Twoje dziecko” („Timoun Aw”) oraz „Rockabye” („Ibihozo”).

Pierwsza z nich to historia drobnego dilera z Gwadelupy (Sloan Decombes), który znajduje w torbie pod swoimi drzwiami dziecko. Patent znany m.in. z wielokrotnie nagradzanego filmu „Tsotsi”, niemniej widz nie ma wrażenia wsteczności i tego, że już gdzieś to widział. „Twoje dziecko” to kolejna na AfryKamerze propozycja pochodząca nie z samej Afryki a z dwóch francuskich departamentów zamorskich, czyli Gwadelupy i Martyniki, gdzie większość mieszkańców ma pochodzenie afrykańskie.

Z kolei pokazywany w ramach bloku „Kraina 1000 opowieści: Rwanda” film „Rockabye”, w reżyserii Mutikandy wa Nkundy, opowiada o młodej kobiecie o imieniu Sacha (Colombe Mukeshimana), która aby zapewnić byt synkowi (Cedric Gisubizo) pracuje jako prostytutka. Czy ma inną drogę wyboru? Czy może robić coś innego, „legalnego”, jak to określił jeden z jej klientów (Joshua Simparingabo). Na to niełatwe pytanie widz musi odpowiedzieć sobie sam.

Miniona już edycja Festiwalu Filmów Afrykańskich AfryKamera, mimo tego, że przez pandemię zaprezentowana została online (znikł więc klimat filmu oglądanego w kinie), pokazała, że impreza ta nadal trzyma wysoki poziom i jest w mojej ocenie najlepszym, obok Watch Docs, festiwalem filmowym stolicy. Oby ten zaczynający się dopiero rok pozwolił na powrót widzów na sale kinowe i dał możliwość oglądania propozycji z Afryki na dużym ekranie. Zresztą jeśli się tak stanie to filmy pokazywane w ramach ostatnie AfryKamery zaprezentowane zostaną w kinach w ramach festiwalu stacjonarnego.

Ilustracją muzyczną dzisiejszego wpisu jest utwór gambijskiej formacji ST Gambian Dreams pt. „Fuwareyaa” wykorzystany w pokazywanym w ramach bloku „W polskim obiektywie” wyróżnionym przez jury filmie Gosi JuszczakKiedy zabraknie ryb”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Test AntySPAMowy *