Witajcie, agenci! Czyż nie marzyliście kiedyś, by choć na jeden dzień zamienić się w prawdziwego, niezawodnego szpiega, który znałby niejeden sekret bez pytania go o Was? Czy wy, dziewczyny, nie chciałyście być kiedyś niczym Odlotowe Agentki? Mogę się tylko domyślać, że przynajmniej połowa z Was w dzieciństwie czy przeszłości myślała o szpiegach, tajnych organizacjach zajmujących się naborem nowych agentów. Ja sama dawno, dawno temu miałam takowe marzenie, a niedawno po części je spełniłam. Trafiłam prosto do szkoły dla szpiegów, ucząc się niezawodnych sztuczek, pojmując wiedzę potrzebną dla takiego zawodu, poznając własną pamięć i ćwicząc ją dość zaciekle. Przedstawiam wszystkim rosyjski bestseller, czyli „Szkołę szpiegów”!

Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie zabiegałam o tę powieść. Przypuszczałam, że to jakiś thriller czy kryminał, ale na pewno nie książka, która rzeczywiście da czytelnikowi wgląd w życie i pracę prawdziwego rosyjskiego szpiega, książka, dzięki której lepiej poznamy chociażby pojemność naszej pamięci, nauczymy się sprawniej oraz szybciej zapamiętywać przeróżne informacje, a jeśli jesteście w fazie edukacji, ta powieść potrafi być dobrą pomocą, jak skuteczniej się uczyć. Czasami na zasadzie kojarzenia, czasami wizualizując sobie coś. Najprostszy przykład z powieści to cyfra 8 kojarzona z puszystą kobietą, z symbolem nieskończoności. Takie skojarzenie jest pomocne, kiedy chodzi o zapamiętywanie długich kodów, których na kartce nie wypada zapisać, gdyż mogłoby to być zbyt niebezpieczne dla takiego szpiega. Mimo wszystko, kiedy „Szkoła szpiegów” trafiła w moje ręce, troszkę zwlekałam z przeczytaniem. Oczywiście, kiedyś marzyłam o byciu tajniakiem, jednak wiedziałam, że tym razem spotkam się z autentycznymi faktami czy poradami. Bałam się, iż książka zanudzi mnie na śmierć, będzie czymś w rodzaju krótkiej, usypiającej dobranocki. Teraz przyznaję się, że wcale tak nie było. Od początku powieść nieźle wciąga, zabierając czytelnika w dwa małe światy. Jeden ten bardziej fabularny, z bohaterem, jego myślami, retrospekcjami, wspomnieniami, i drugi czyli ten jakoby poradnik, który zawiera niesamowicie wiele praktycznych ćwiczeń. Ćwiczenia te można śmiało wykonywać w domu, osobiście ogromnie je polecam, gdyż rzeczywiście poprawiają koncentrację oraz pamięć. Jestem osobą strasznie zapominalską, ciągle coś mi umyka z głowy, jednak zauważyłam, że po przeczytaniu „Szkoły szpiegów” coś się poprawiło. Skupiałam uwagę na szczegółach, lepiej i sprawniej zapamiętywałam wiele istotnych faktów, nie musiałam sobie niczego zapisywać dzięki temu, że regularnie ćwiczyłam według zadań z książki.

Czytając tę pozycję przekonałam się, iż agenci to nie tylko mięśnie oraz siła, ale przede wszystkim umysł. Agentem nie zostaje się ot tak, za machnięciem magicznej różdżki. Potrzeba mnóstwa czasu i praktyki, by móc stać się jednym z najlepszych, dlatego po raz kolejny potwierdzam pozytywne skutki ćwiczeń zawartych w książce.

„Nasze wspomnienia powiązane są z miejscem i okolicznościami, w jakich powstały. Gdybyś chciał przypomnieć sobie wydarzenia ze swoich szkolnych lat, znacznie łatwiej przyszłoby ci to w twojej dawnej klasie, w której spędziłeś wiele lat, niż w biurze, w którym obecnie pracujesz. Miejsca, odczucia, dźwięki i zapachy wywołują w nas skojarzenia, które mogą pomóc w wydobywaniu wspomnień z zakamarków pamięci”

W „Szkole szpiegów” podobało mi się łączenie fabuły, czyli historii mężczyzny, który został zwerbowany do KGB. Jest to historia w formie dziennika i chociaż czcionka bardzo drażniła moje oczy, to sam pomysł na połączenie tego z tematami pamięci, zagadnień związanych z agentami, ich zadaniami oraz ćwiczeniami, było naprawdę strzałem w dziesiątkę. Czytelnik dostaje oprócz możliwości praktycznego sprawdzenia swoich umiejętności związanych właśnie z pamięcią, może potem oderwać się od tego, wczytując się w dziennik agenta.

Myślę, że do tej książki z pewnością wrócę nieraz. Niekoniecznie, by ponownie przeczytać ją w całości, ale do pewnych fragmentów, które będą pomocne przy dalszych ćwiczeniu mojej koncentracji czy pamięci. Miło było też dowiedzieć się wreszcie, ile wynosi pojemność mojej pamięci roboczej. Porady, które znalazły się w „Szkole szpiegów” były ciekawe i doprawdy interesujące, dlatego czytałam je z miłą chęcią oraz zaciekawieniem. Wcześniej aż tak nie wkręcałam się w tematykę szpiegów czy agentów, jednak w trakcie lektury podobało mi się to, czego stopniowo się dowiadywałam. Przyznam szczerze, że zaciekawiła mnie historia agenta KGB, dlatego spodziewałam się trochę więcej jego notatek z dziennika, mimo wszystko na książkę nie mogę narzekać, gdyż była świetną odskocznią od literatury, w której zwykle namiętnie się zaczytuję. Mogę śmiało polecić ją zainteresowanym tematem, ale i tym, którzy wcześniej nie czuli pociągu do tego działu. Może akurat ta pozycja zaskoczy i zainteresuje Was do tego stopnia, że ruszycie dalej w kwestii szkoleń na szpiega! Ja wciąż będę kontynuować moją edukację, używając ćwiczeń z książki, a może za kilka lat, nawet nie będziecie wiedzieć kiedy i gdzie, będę siedziała na ławce, patrząc na Was jako pełnoprawna agentka. Miejcie się na baczności!

Do poczytania,
Arystokratka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Test AntySPAMowy *