Kosmos, Układ Słoneczny, planety i cały fizyczno-astronomiczny świat to coś, co interesowało mnie od najmłodszych lat. Jako dziewczynka biegałam z lornetką na balkon, by obserwować gwiazdy oraz, jak wtedy myślałam, z pewnością Plutona! Cóż, fascynacja tą dziedziną nie zniknęła, a w późniejszym czasie mocno się nasiliła, dzięki czemu zgłębiałam wiedzę, robiłam własne notatki, oglądałam filmy dokumentalne, aż wreszcie zaczęłam czytać. Wszechświat i jego elementy to coś, czego nie jesteśmy w stanie pojąć za jednym zamachem, a takie książki jak chociażby „Astrofizyka dla zabieganych” czy „Kosmiczne zachwyty” pomagają w zrozumieniu wielu aspektów naukowej sfery. Obie pozycje pochodzą od jednego, naprawdę świetnego autora, jakim jest Neil deGrasse Tyson, astrofizyk, absolwent Bronx High School of Science, Uniwersytetu Columbia oraz Uniwersytetu Harvarda. Zdobył licencjat nauk fizycznych oraz doktora astrofizyki. Mamy więc do czynienia z bardzo mądrym, inteligentnym, charyzmatycznym człowiekiem z pasją i zamiłowaniem do dziedzin, którymi się zajmuje.

„Wszechświat nie wydaje mi się zbiorem obiektów, teorii i zjawisk, ale przedstawieniem teatralnym, w którym aktorzy poddają się wymyślnym zwrotom akcji”

„Kosmiczne zachwyty” to zbiór osiemnastu rozdziałów, z czego każdy z nich opowiada o czymś zupełnie innym, łącząc książkę w jedną całość. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać na temat początków nauki, najważniejszych naukowców, twórców wszelakich praw, działań czy wzorów, znajdzie takowy rozdział. Jeśli ktoś woli skupić się na planetach, Układzie Słonecznym, prędkości światła, asteroid, materii lub antymaterii, również znajdzie coś dla siebie. Książkę wyróżnia specyfika ujęcia tych tematów. Czytelnik nie ma do czynienia z ciągłym naukowym żargonem, gdyż pan Tyson posługuje się takim językiem, by w jak najprostszy sposób wyjaśnić odbiorcy trudne do pojęcia zagadnienia. Jako osoba, która na ogół nie zna się zbyt dobrze na chemii czy fizyce, byłam w stanie pojąć o wiele więcej, niż na początku zakładałam. W końcu powrót do wzorów, do praw Newtona, do liczenia odległości między jedną planetą a Słońcem, to niekoniecznie coś, na czym się znam i lubię. Mimo wszystko autor sprawił, że z przyjemnością odkrywałam tajemnice fizyki oraz całego naszego wspaniałego, wciąż niezbadanego kosmosu.

„W dzisiejszych czasach ocenianie rzeczywistości wyłącznie na podstawie tego, co możemy zarejestrować za pomocą pięciu zmysłów, jest bardzo ryzykowne”

Neil opowiada w swoich tekstach o bardzo interesujących, niekiedy zaskakujących kwestiach dotyczących kosmosu, jak również naukowców (tych dawnych oraz tych współczesnych). Łatwość czytania tej książki zawdzięcza się przede wszystkim temu, w jaki sposób autor podchodzi do tematu, jak potrafi rozbawić, przedstawić dane zagadnienie. Nie jest to poważny, typowo naukowy zbiór, gdyż pojawiają się również myśli Neila, jakiś zabawny komentarz czy uwaga. Przyznam szczerze, że chociaż pojawiały się rozdziały, przez które było mi ciężko przebrnąć z uwagi na nadmiar naukowej sfery, i które niekoniecznie w pełni rozumiałam, były ciekawą lekcją na przyszłość. Oczywistym jest to, iż nie wszystko co z kosmosem związane, zawsze będzie interesujące i wręcz pochłaniające. Kiedy mowa o gęstościach czy odległościach, o wzorach, danych i tym podobne może to przerażać, jednak gdy naszą celebrytką jest planeta typu Mars lub Wenus, włączamy swoją ciekawość. Książka Neila była o tyle lepsza od innych popularno-naukowych pozycji, że nawet, gdy właśnie pojawił się trudniejszy wątek, autor znakomicie w nim brnął, używając ironii czy zabawniejszych komentarzy, co, jak dla mnie, było sporym ułatwieniem.

Myślę, że „Kosmiczne zachwyty” nie będą pozycją dla każdego. Jeśli jako czytelnik nie przepadasz za taką tematyką, jaką porusza w swoim dziele Neil deGrasse Tyson, nie wciągniesz się w tę lekturę. Jeśli jednak uwielbiasz rozprawiać nad kosmosem, gwiazdami, asteroidami, planetami oraz całą tą otoczką, a odkrywanie nowych faktów to coś, co naprawdę cię fascynuje, z pewnością to książka dla ciebie. Nie trzeba zdobyć magistra z fizyki, by móc przeczytać „Kosmiczne zachwyty”. To książka, którą zrozumieją ci, co nie są orłami z tego przedmiotu, lecz pragną dowiedzieć się czegoś więcej o wciąż niepojętym Wszechświecie. Ciekawostki, interesujący powrót do przeszłości, do początków zarówno nauki, tak i kosmosu. Myślenie, że ta dziedzina już niczym nas nie zaskoczy, to bardzo złe myślenie, ale dlaczego, skąd ten wniosek? No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcenie was do zapoznania się z „Kosmicznymi zachwytami”, które szczerze mówiąc, naprawdę zachwycają. Nie chcę za dużo zdradzać, co pojawia się w środku książki oprócz tego, co już wymieniłam, ale wierzcie, jest do czego wracać! Jako czytelniczka, która (ze wstydem się przyznaję!) nie czytała poprzedniej pozycji Neila czyli „Astrofizyka dla zabieganych”, po przeczytaniu „Kosmicznych zachwytów” na pewno tego nie odpuszczę. Muszę mieć obie perełki w swojej biblioteczce. Ta piękna, barwna okładka zawiera równie barwne, świetne, ciekawe treści, a ja z całego kosmicznego serca mogę śmiało polecić tę lekturkę nawet dla osób, które zajmują się tą dziedziną raczej amatorsko.

„Coś niedobrego musiało się zdarzyć zarówno na Marsie, jak i na Wenus. Czy Ziemi też grozi podobne niebezpieczeństwo? Jako gatunek coraz ryzykowniej korzystamy ze środowiska naturalnego, nie bacząc na długofalowe skutki naszych poczynań. Kto by pomyślał, że badania naszych najbliższych kosmicznych sąsiadów – Marsa i Wenus – zmuszą nas do autorefleksji?”.

Do poczytania, kosmiczni przyjaciele!
Arystokratka A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Test AntySPAMowy *