Książka Amy Harmon okazała się w mojej opinii wielkim zaskoczeniem. Pod przepiękną okładką skrywa się istna perełka. Miałam ogromną przyjemność czytać tę książkę. Nieraz zdarzyło mi się uronić łzę lub morze łez. Często jednak z zapartym tchem pochłaniałam strony tekstu, aby dowiedzieć się, co czeka dwójkę bohaterów, których losy przedstawiła Autorka. Współczułam im, ale również wspierałam całą sobą i czekałam na finał ich historii trzymając z całych sił kciuki.

Josie Jo Jensen poznajemy jako młodą dziewczynę, osieroconą przez matkę, bardzo dojrzałą jak na swój wiek. Gdy pojawia się w książce ma trzynaście lat, mieszka z czworgiem braci i ojcem, stara się podołać sytuacji, w której znalazła się po śmierci mamy. Właśnie to ukształtowało jej postać na bystrą, spokojną, bardzo dojrzałą osobę, ponad wszystko kochającą muzykę. Wówczas w szkolnym autobusie Josie poznaje Samuela, pół biały, pół Nawaho. Chłopak ma w sobie wiele agresji, wiele negatywnych uczuć, czuje się odrzucony przez społeczeństwo ze względu na kolor jego skóry. Jednak w szkolnym autobusie nawiązuje się między nimi przyjaźń. Różnica wieku nie pozwoliła im na dłuższą znajomość – Samuel po ukończeniu szkoły, zaciągnął się do Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Josie z kolei została w Levan, małym miasteczku w Utah, nie przestawała tęsknić za przyjacielem.

Nie wiem, co jest piękniejsze – powieść, w której wzruszyłam się niezliczoną ilość razy (dosłownie wyłam jak bóbr) czy fakt, że Amy Harmon stworzyła historię w mieście, które naprawdę istnieje, w którym sama się wychowała i zna od przysłowiowej podszewki. Każde miejsce, a przynajmniej większość, opisane przez nią w książce, istnieje naprawdę. To piękne, stworzyć historię tak tkliwą, cudowną tam, gdzie się wychowało.

Josie i Samuel to wyjątkowe osoby, targane naprawdę skrajnymi emocjami. Ona młoda, lecz już niemłoda, dojrzała bardzo szybko, gdy straciła matkę. Zajęła jej miejsce. Dzięki temu patrzyła na życie, muzykę w sposób szczególny, ukształtowany. Samuel z kolei ze względu na swoje pochodzenie, odrzucony przez białych i przez Nawahów, mieszaniec, który nie mógł znaleźć swojego miejsca, miał w sobie dużo gniewu, reagował impulsywnie. Byli jak ogień i woda. Gdy poznajemy ich po latach rozłąki, Sam bardzo się zmienia, Josie zresztą też. Pasja między nimi, zrozumienie muzyki klasycznej, tęsknota, to ciągnie ich do siebie i naprawdę kibicuje się im od początku do końca.

Amy Harmon jest mistrzynią, moją osobistą mistrzynią. Jedną książką, jedną historią wywołała u mnie tak skrajne emocje, intensywne, nieczęsto niezrozumiałe. Będę czytać i wychwalać jej książki, a jeśli tu jesteś, Ciebie zachęcam do tego samego.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Test AntySPAMowy *