W październiku ubiegłego roku ukazały się dwie kapitalne powieści poruszające problematykę, którą można określić jako mistycystyczną bądź religijną. Obie zostały napisane przez wybitnych pisarzy będących przedstawicielami swoich literackich pokoleń. Mam na myśli Matkę Makrynę Jacka Dehnela oraz Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, do których chcę w kilku zdaniach się odnieść. Jedna otarła się o Nike, druga ją otrzymała. W kilku, gdyż nie sposób o tej książce w tak krótkim szkicu napisać o wszystkich tematach i wątkach przez pisarkę w powieści poruszonych. Można jedynie pewne kwestie zasygnalizować. To lektura niesamowicie wymagająca oraz stanowiąca dla czytelnika intelektualne wyzwanie. Trudna i pasjonująca, co nie zawsze z sobą idzie w parze. Monumentalne literackie przedsięwzięcie, jakim są Księgi Jakubowe da się zamknąć w liczbach. Sześć lat wytężonej, twórczej pracy, dziesiątki przemierzonych kilometrów, godziny bibliotecznych kwerend, setki stron materiałów przełożyło się na ponad dziewięćsetstronicową powieść dotykającą tematu największego heretyckiego ruchu religijnego (nie licząc arian) na ziemiach I Rzeczypospolitej.

Na sam początek o kwestiach formalnych. Powieść, której akcję autorka Biegunów umieściła w drugiej połowie XVIII stulecia, przekracza konwencjonalne ramy powieści historycznej, do jakiej za sprawą Sienkiewicza czy Kraszewskiego polscy czytelnicy przywykli. Autorka podejmuje inteligentną grę z dziewiętnastowiecznym modelem powieści, skupiając się na drobiazgowym opisie, szeroko zarysowanym przestrzennym tle, jednocześnie poważnie traktując teoretyczne wskazania poststrukturalistów i prezentystów, by na nowo opowiadać historię językiem adekwatnym do czasów, w których czytelnik jest zakorzeniony. Pisarka stworzyła narrację na modłę ponowoczesną, której sens naddany uchwytny jest dla czytelnika-erudyty obeznanego z tradycjami literackimi. Ponadto „Księgi Jakubowe” stanowią uniwersalną historię, bowiem ludzie wszystkich czasów dążą różnymi drogami do ‘sacrum’ i transcendencji, także drogą herezji. A może przede wszystkim drogami herezji. Bezrefleksyjna religijność nie zgłębia w żaden sposób istoty ‘sacrum’, herezja jako kontestacja starego porządku i dekonstrukcja pierwotnego ładu jak najbardziej. Tak też było z podolskim Żydem, Jakubem Lejbowiczem Frankiem, który stanął na czele ruchu zmierzającego do religijnej odnowy. Rozważania Franka na temat ciemnej strony Boga (podejmowane przez wielu heretyków i gnostyków) wpisują jego luźny i mocno eklektyczny pod względem doktrynalnym nurt mistycystyczny w długą tradycję myślicieli zarówno heretyckich, jak i gnostyckich. Ale więcej o frankistach będzie poniżej.

Teraz jeszcze o narracji, która jest wielopoziomowa i złożona. Oprócz tradycyjnie prowadzonej opowieści Olga Tokarczuk oddaje swoim bohaterom głos w listach (korespondencje Elżbiety Drużbackiej, księdza Benedykta Chmielowskiego), poza tym historia neofickiego herezjarchy dopełniona zostaje tak zwanymi ‘Resztkami’, czyli fragmentarycznymi zapiskami rabina z Buska – Nachmana ben Lewiego, pozostającego z Frankiem w bliskim, być może także i erotycznym, związku. Bohaterowie, jak na powieść historyczną przystało, dzielą się na postaci historyczne oraz fikcyjne. Pozbawieni są oni jakiejkolwiek schematyczności czy typowości, czego nie można powiedzieć na przykład o bohaterach Sienkiewicza, jeżeli już poruszamy się po obszarze historii gatunku tego rodzaju prozy. Co warte podkreślenia, na osobną analizę zasługują postaci kobiece przez Tokarczuk wykreowane, wpisujące się w istniejącą już w polskim literaturoznawstwie feministyczną typologię heroin. Żadne to odkrycie, że jej proza pozostaje w ścisłym związku z tym nurtem intelektualnym.

Olga Tokarczuk na tle zdarzeń historycznych osiemnastowiecznej Rzeczypospolitej (rządy Augusta III, śmierć króla, elekcja Stanisława Augusta Poniatowskiego, konfederacja barska, zabory) opisuje ekspansję nowego ruchu religijnego. Jakub Frank krzewił swą herezję, zaczerpniętą od żyjącego wcześniej żydowskiego herezjarchy – Sabataja Cwiego, wędrując wraz ze swymi wiernymi, od Salonik, przez Smyrnę, Rohatyn, Warszawę, Częstochowę, Wiedeń aż po Offenbach nad Menem. Wierni Franka żyli w bezpośrednim podporządkowaniu swemu duchowemu przywódcy, tworząc dziwną wspólnotę, którą dzisiaj określilibyśmy mianem sekty z obyczajowością charakterystyczną dla hipisowskiej komuny w czasie rewolucji seksualnej lat sześćdziesiątych. Relacje wewnątrzgrupowe regulowała seksualna wolność, by nie użyć określenia rozpasanie, co jak twierdził ojciec duchowy, zacieśniało więzi pomiędzy prawowiernymi. Sam patriarcha do późnej starości korzystał z przywileju sypiania z wieloma kobietami, im był starszy, z coraz młodszymi. Ruch frankistowski ponadto zakładał zespolenie dogmatów zaczerpniętych z różnych innych religii (islam, chrześcijaństwo oraz judaizm) w imię duchowej odnowy, będąc wrogo nastawionym do Talmudu i żydowskiej ortodoksji.

Autorka „Prawieku…” stworzyła pasjonującą, kilkuwarstwową i wielowątkową opowieść o wielokulturowości i tolerancji, wyrażając jednocześnie przekonanie, że każdy ruch społeczny oddolnie kształtowany jest przez myślenie religijne, bądź pseudoreligijne. Nie ma ona również wątpliwości, że religii towarzyszy arbitralność i przemoc. Ludzie nadal pozostają poznawczo bezradni, a postmodernizm przyniósł na to dowód w postaci rozpoznania wyrażającego brak istnienia jednej zwartej teorii wyjaśnienia świata i rzeczywistości człowieka otaczającej. Zauważmy, że akcja powieści usytuowana została na tle raczkującego polskiego Oświecenia, a więc nurtu, który uwalniał człowieka od myślenia w kategoriach mito-religijnych, emancypował go, uwznioślał poznanie racjonalistyczne. Ludziom tamtych czasów również towarzyszył brak takiej jedynej, ogarniającej całość uniwersum doktryny. Stąd ucieczka w myślenie quasi-religijne, powoli przez oświeceniowe nurty filozoficzne wypierane. To również książka, która wpisuje się w dyskurs nad istotą poznania. Postać zawieszonej pomiędzy życiem a śmiercią Jenty podkreśla tylko wielowymiarowość najnowszej powieści pisarki z Sulechowa, wpuszczając powiew metafizyki, która wypełnia wcześniejsze teksty Olgi Tokarczuk. „Księgami Jakubowami” dopełnia ona uprzednio rozwijane wątki myślowe i tematy. Oby takiej prozy w polskiej literaturze było więcej. Wypada zgodzić się z zapowiedziami wydawcy (Wydawnictwo Literackie), które poza funkcją czysto marketingową jest trafną oceną najnowszej powieści Tokarczuk. Rzeczywiście, ta książka to najbardziej oczekiwana premiera poprzedniej jesieni. Bez dwóch zdań.

Nike-2015-Ksiegi-Jakubowe-Olgi-Tokarczuk_img56118ea36a815

Dodaj komentarz