„To” (2017) – reż. Andres Muschietti

Kategoria:

To naprawdę dobry czas dla horrorów. Piszę te słowa z wielką radością jako fan gatunku i jednocześnie z ogromnym zaskoczeniem, zahaczającym wręcz o niedowierzanie. W końcu co jak co, ale w ostatnich latach kino grozy raczej nas nie rozpieszczało. Nie rozpieszczały nas również adaptacje powieści Stephena Kinga, bo tych dobrych, a przynajmniej przyzwoitych, (no może poza paroma wyjątkami) szukać należy w latach 80. i 90., kiedy to powstały takie filmy jak „Skazani na Shawshank”, „Zielona mila” czy „Misery” z genialną Kathy Bates w roli głównej. Tymczasem To szturmem zdobyło światowe kina, bijąc, ba, wręcz miażdżąc rekordy box office’u wśród horrorów i zgarniając mnóstwo pozytywnych recenzji. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, ponieważ film Andresa Muschietti’ego sprawnie łącząc naprawdę straszne elementy grozy z nostalgicznym charakterem Kina Nowej Przygody oraz charakterystycznym dla powieści Mistrza Grozy niepokojem i wątkami obyczajowymi, na te wszystkie laury i zachwyty najnormalniej w świecie zasłużył…

To (2017)

Jest rok 1988 roku. Podobnie jak w książce wszystko zaczyna się, gdy młodszy brat Billa, Georgie, przepada bez śladu porwany przez mieszkającego w kanałach przerażającego klauna. W miasteczku Derry, w którym rozgrywa się akcja filmu, zaginięcia dzieci nie są jednak niczym nowym, czym nikt oprócz wciąż mającego nadzieję na odnalezienie braciszka Billy’ego i grupy jego najlepszych przyjaciół, czyli szkolnych wyrzutków nazywających siebie „Klubem frajerów”, zdaje się nie przejmować. Dzieciaki postanawiają więc wziąć sprawy w swoje ręce i przeprowadzają śledztwo, podczas którego odkrywają legendę demonicznego klauna Pennywise.

 

Sukces filmu Muschetti’ego opiera się przede wszystkim na doskonałym wyważeniu między miejscami naprawdę brutalnym kinem grozy, a przepełnioną nostalgią, humorem i To (2017)nawiązaniami do takich tytułów jak „Stand by me” czy „Stranger Things”, opowieścią o grupce dzieciaków na rowerach. Dzieciaków dla których dodajmy, traumatyczne wydarzenia i spotkanie z Pennywise jest czymś na kształt inicjacji, zmierzeniem się z dorastaniem, oraz własnymi lękami, za którymi zazwyczaj stoją błędy i bierność dorosłych.

Ten balans między tym, co straszne, co wzbudza w nas niepokój, a takim ciepłem wypływającym z przygodowego klimatu i doskonale wygranej relacji między młodymi bohaterami, sprawia, że To jest dziełem uniwersalnym i jednocześnie doskonale oddającym charakter dzieł Stephena Kinga gdzie codzienność szła w parze z niepokojem i poczuciem beznadziei, a rozładowujący napięcie humor, stoi za lękiem, grozą i dziwacznością.

 

Nie byłoby bowiem sukcesu To bez doskonałych bohaterów dziecięcych. Między młodymi aktorami panuje niesamowita chemia i naturalność. Każdego z bohaterów da się lubić i każdy z nich ma odpowiednio zarysTo (2017)owane tło. Znany z roli Mike’a w „Stranger Things” (o którym z racji na podobieństwo obu produkcji wspomnę jeszcze kilka razy) Finn Wolfhard, jako Richie sypie sprośne żarty i jest tym najbardziej wygadanym z całego towarzystwa. Mająca przed sobą świetlaną przyszłość Sophia Lillis jako rudowłosa Beverly, doskonale oddaje charakter silnej dziewczyny na co dzień zmierzającej się w domu z maltretującym ją psychicznie ojcem (nie jest powiedziane czy tylko psychicznie).

 

Również ogniskujący wokół siebie pozostałych bohaterów Billy, w którego rolę wciela się Jaeden Lieberher, to autentyczna postać, której misji odnalezienia brata chcemy kibicować, mimo iż wiemy, że biedny Georgie już od dawna nie żyje. Pojawia się również postać cierpiącego na natręctwa i zdominowanego przez nadopiekuńczą matkę Eddiego, czarnoskórego Mike muszącego radzić sobie z uprzedzeniami na tle rasowym, czy To (2017)otyłego Bena pełnionego rolę worka treningowego dla grupy szkolnych chuliganów. Jak widać, każdy z bohaterów ma własną historię i własny bagaż doświadczeń, z którym musi stawić czoła.

 

Jestem osobą, która może nie panicznie, ale boi się klaunów, dlatego każda scena, w której pojawiał się Pennywise wywoływała u mnie co najmniej gęsią skórkę, a niektóre sprawiały nawet, że mocno ścisnąłem poręczy kinowego fotela. Nie jest jednak tak, że Pennywise straszy tylko dlatego, że jest klaunem. Twórcy wykazali się bowiem sporą sprawnością i każdy kolejny jumpscare jest popisem kreatywności. Pennywise wywija się, odkręca, wykręca, wyskakuje i szczerzy kły, ale nie tylko on jest źródłem scen grozy. Stach przybiera różne formy, czym unikamy pewnej monotonności, ale to właśnie przy postaci demonicznegoTo (2017) klauna ma największe oczy. Bill Skarsgård poszedł nieco inną drogą niż Tim Curry w miniserialu z 1990 roku, czym w swojej roli wypadł naprawdę dobrze, choć nie doskonale. Jego Pennywise potrafi przestraszyć samym wyglądem i demonicznym charakterem. Ja jednak przychylam się w stronę opinii tych, którzy twierdzą, że zabrakło mu trochę komizmu, scen w których za zwykłym dowcipem kryją się mordercze zapędy i za którego barwną warstwą makijażu, ukrywa się bezwzględnych psychopata.

To jest dziełem niemalże spełnionym. Doskonale gra na emocjach, potrafi przestraszyć i tak jak „Stranger Things” sprawdza się jako nostalgiczna podróż do lat 80. Nie jest to jednak nostalgia dla samej nostalgii, bo najważniejsze w całym filmie pozostają bohaterowie, ich przeżycia i obyczajowy charakter produkcji. Wiadomo już, że powstanie sequel, w którym będziemy śledzić losy tych samych bohaterów, ale 27 lat później. I super. Ta część była jednak tak dobra, że ja chyba wolałbym spotkać się z dzieciakami z „Klubu Frajerów” raz jeszcze…

źródło zdjęć: imbd.com
 Za seans serdecznie dziękuję: 
Iluzja 2 recenzja Iluzja 2 recenzja
To recenzja filmu

Tytuł: To

Autor: Andy Muschietti

Kategoria: Horror

Data wydania: 8 września 2017 (Polska) 29 sierpnia 2017 (świat)

Produkcja: USA

Czas trwania: 2 godz. 15 min.

Autor: Filmoholik

13.09.2017