Holly jest wyjątkową osobą, która wprowadza do ludzkiego życie radość.

Pewnego dnia dowiaduje się, że ma magiczne dary i musi udać się do specjalnej szkoły, gdzie nauczy się nad nimi panować.
Holly trudno 
przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Z dnia na dzień musiała opuścić swój dom, przyjaciół, szkołę i przenieść się do nowej
rzeczywistości, gdzie wszystko jest inne. Czy nastolatka zaakceptuje swoje nowe życie? Jakie są jej dary? I o co chodzi z tajemniczą
przepowiednią?

Zanim przeczytałam „Szkołę talentów”, słyszałam o niej wiele dobrego. Wtedy poczułam, że koniecznie muszę przeczytać tę książkę.
Nie chodziło nawet o same pozytywne oceny. Ta powieść przyciągała mnie do siebie, wręcz hipnotyzowała.
Czułam, że jest mi przeznaczone ją przeczytać. Czy się zawiodłam? Nie, na pewno się nie zawiodłam, ale było to też coś innego, niż
się spodziewałam.

Książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem, który nie wymaga nadmiernej koncentracji, ale pozwala się zrelaksować.
Właśnie ten styl sprawił, że nie mogłam oderwać się od powieści. Nawet, gdy nie działy się wyjątkowo ciekawe wydarzenia, chciałam czytać ją dalej. Duża ilość zwykłych, codziennych sytuacji sprawiła, że czułam się jak w domu. Mogłam obserwować rozmowy przyjaciół, kłótnie z chłopakiem, czy naukę w szkole, choć dość nietypową naukę… To było naturalne i rzeczywiste. Opowieść nie była dla mnie opowieścią z innego świata, tylko niesamowitą historią, która mimo magicznych nawiązań, mogłaby wydarzyć się w naszej rzeczywistości.
Na początku zastanawiałam się, czy nie jest to wada, ponieważ książka powinna nam pokazywać coś, co jest rzadko spotykane lub niemożliwe. Jednak doszłam do wniosku, że to nie jest wada, lecz duża zaleta, która nadała powieści niepowtarzalną atmosferę.
Ta historia nie ma prawa wydarzyć się w naszym świecie, ale możemy poczuć się tak, jakbyśmy brali w niej udział.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała, był wątek romantyczny. Tak, dobrze przeczytaliście. Też jestem zdziwiona, bo jeśli już jakiś czas czytacie moje recenzje, to wiecie, że właśnie takie wątki najbardziej mnie irytują. Często są źle przeprowadzane i spłycają znaczenie
miłości lub pojawiają się tam, gdzie nie powinno ich być. Tutaj nic takiego nie miało miejsca. Jak to w młodzieżówkach, pojawił się i był bardzo przyjemny. Nie był przesadnie naiwny, ale nie był też wyidealizowany. Bohaterowie kłócili się, ale również wspierali i pomagali sobie
nawzajem. Taki powinien być związek. Przypadł mi do gustu również dlatego, że w pewnym momencie postąpiłabym dokładnie tak samo jak Holly, co sprawiło, że zaczęłam się z nią utożsamiać, choć nie zawsze się z nią zgadzałam. Jednakże ta jedna decyzja spotkała się z moją
aprobatą, dzięki której bohaterka zyskała moją sympatię.

Niestety wystąpiła też rzucająca się w oczy wada – przeskok czasowy. Czasami gubiłam się w czasie. Nie wiedziałam, czy jest to kontynuacja tej rozmowy, czy już nowy wątek. Nie było wyraźnych podziałek, które informowałaby, że jest to nowy wątek, dzień, czy inna sytuacja.
Dlatego bardzo trudno było mi dane wydarzenie umiejscowić w czasie, a to irytowało i nie pozwalało do końca cieszyć się opowieścią.

Książka ma wiele wątków, gdzie nie wszystkie zostały rozwiązane. Ja z niecierpliwością czekam na kolejny tom, by poznać wszystkie tajemnice. Polecam ją fanom fantastyki, choć ostrzegam, że nie jest to powieść, która każdemu się spodoba. Jest to obecnie popularne paranormal
romance, lecz nie jest naiwną książeczką, która poza wątkiem romantycznym nie ma nic więcej w sobie. Dlatego zachęcam, żebyście się
zapoznali ze „Szkołą talentów”. Można z nią spędzić wiele miłych chwil.

szkoła talantów

 

Dodaj komentarz