Bioenergoterapia. Dla jednych szarlataństwo, dla innych ostatnia deska ratunku, w momencie gdy zawiodą konwencjonalne metody leczenia. Znakomita część naukowców postrzega bioenergoterapię jako pseudonaukę, zaś osoby zajmujące się takim „leczeniem” uważa za szarlatanów.

Pierwszym skojarzeniem jakie przychodzi człowiekowi na myśl w związku z bioenergoterapią jest nazwisko Rosjanina urodzonego w zachodniej Ukrainie, Anatolija Kaszpirowskiego. Tymczasem, choć Kaszpirowskij twierdził, że potrafi wyleczyć ludzi zarówno z alkoholizmu jak i nowotworu, nie był on klasycznym bioenergoterapeutą a psychoterapeutą i hipnotyzerem. Rosjanin, za sprawą swoich programów TV, zdobył dużą popularność pod koniec lat 80. XX w., i to nie tylko w Kraju Rad, ale także w NRD, Czechosłowacji, na Węgrzech a nawet i w Izraelu. To samo tyczyło się również Polski, gdzie w czasie seansów telewizyjnych przed ekranami zasiadały miliony ludzi. Miarą popularności Kaszpirowskiego nad Wisłą niech będzie fakt, że w 1990 r. zdobył on przyznaną w głosowaniu telewidzów pozaregulaminową statuetkę Wiktora dla osobowości telewizyjnej roku w Polsce.

Przed Kaszpirowskim w naszym kraju znany był zmarły w 2009 r. Anglik (według innych źródeł Kanadyjczyk) Clive Harris, który organizował seanse uzdrowicielskie w polskich kościołach. Po Rosjaninie popularnością cieszył się Pan „Ręce, Które Leczą”, czyli Łodzianin Zbigniew Nowak. Obecnie naczelnym „uzdrawiaczem” w Polsce wydaje się być… Ugandyjczyk, o. John Bashobora, na spotkanie którego potrafi przybyć nawet 60 tysięcy ludzi, tak jak to było 7 lat temu na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Pośród wymienionych wyżej mężczyzn nazwisko Stanisława Nardellego nie robi większego wrażenia. Ktoś gdzieś o nim słyszał, choć prędzej padnie pytanie o to czemu przy polskim imieniu pojawia się włosko brzmiące nazwisko. Tymczasem Stanisław Nardelli, rzeczywiście potomek Włochów, na przełomie lat 70. i 80. XX w. zaliczany był do czołówki polskich „cudotwórców”. Co ciekawe, ten urodzony w 1928 r. na Śląsku człowiek, przez pierwsze 50 lat swojego życia nie miał z bioenergoterapią za wiele wspólnego, jeśli nie liczyć drobnych epizodów, jak np. dotknięcie chorego na tężec brata, który potem szybko wyzdrowiał. Ba, sam Nardelli nie miał pojęcia o tym co może, do czasu gdy w 1978 r. dotknął ręki chorej pielęgniarki. Siostra szpitalna szybko wyzdrowiała, czego do końca nie dało się powiedzieć o samym uzdrowicielu. Bo mimo, że w latach 1978-1985 Stanisław Nardelli przeżywał najaktywniejszy czas swojego życia, stając się czołowym polskim bioenergoterapeutą, to sam siebie uzdrowić nie potrafił. Zresztą jak mawiał, nie wszystkim jego energia może pomóc w powrocie do zdrowia. Bioenergoterapeuta rozpoznaje zaburzenia energetyczne. I tu, według słów Nardellego, można było pomóc. Ale to tylko połowa zaburzeń, na wszelkie inne, mgr. Nardelli nie miał sposobu.

Za życia Stanisława Nardellego nie ukazała się żadna książka mówiąca o jego działalności. Wprawdzie uzdrowiciel zaczął pisać o sobie i przypadkach, które udało mu się wyleczyć (bądź nie), ale publikacja „W kręgu biopola” ukazała się drukiem osiem miesięcy po śmierci autora. Dziś książkę tę można kupić za grosze, z jej dostępnością nie ma problemu. A czy warto ją przeczytać? W pewnym sensie jest to interesująca lektura, zwłaszcza w nielicznych momentach, w których autor mówi o własnym życiu. Ciekawe mogłyby być także poszczególne przypadki wyleczonych osób, jednak poprzez brak nazwisk i konkretnych danych trudno zweryfikować to, czy są to informacje prawdziwe. Minusem jest też brak jakichkolwiek zdjęć, czy to zdjęć osób chorych/wyleczonych, czy nawet fotorelacji z seansów, a np. w czasie spotkania Rybniczanina w Tomaszowie Mazowieckim na miejscowy stadion przybyło prawie 30 tysięcy ludzi. Tego na fotografiach nie można zobaczyć, bo tych zdjęć w publikacji po prostu brakuje. Myślę, że wydanie maksimum 3 zł (+ ew. koszty wysyłki) nie jest jakimś dużym ryzykiem i można spróbować sięgnąć po tę książkę, pamiętając wszelako, że wydano ją w 1986 r., a więc 35 lat temu.

Poniżej zamieszczam kilka fragmentów „W kręgu biopola”. Natomiast ilustracją muzyczną dzisiejszego wpisu jest utwór o wymownym tytule „Bio-Energy Meditation” w wykonaniu kolektywu Japanese Traditional Music Ensemble.

O momencie zwrotnym w życiu autora:

„W stanie beznadziejnym wypisano mnie z kliniki chorób wewnętrznych z rozpoznaniem marskości wątroby – cirrhosis hepatis activa. W moim przypadku medycyna nie miała już nic do powiedzenia. Codziennie przychodziła do mnie pani Wanda K., siostra oddziałowa ze Szpitala Wojewódzkiego, aby zrobić zastrzyk. Tego dnia pokazała mi bardzo opuchniętą rękę: zsiniałe ciało, powykrzywiane palce – wynik infekcji niewiadomego pochodzenia. Odruchem współczucia pogłaskałem ją. Dotknąłem opuchlizny najcieplej jak potrafiłem. W dwie godziny po owej wizycie rozległo się energiczne pukanie do drzwi. Podekscytowana Wanda K. wbiegła do pokoju: infekcja ustąpiła, opuchlizna zeszła!”

O swoich właściwościach paranormalnych:

„Uważam, że człowiek obdarzony paranormalnymi właściwościami może widzieć aurę, ale że zdarza się to przy wyjątkowym zbiegu okoliczności związanych z otoczeniem, stanem psychofizycznym człowieka badanego oraz jasnowidza. Między tymi dwoma ludźmi zachodzi relacja, której nie potrafię określić. Wiem natomiast, że widzenie aury kosztuje mnie nieprawdopodobną ilość energii, dlatego też, jak gdyby odruchowo, mój organizm broni się przed takimi widzeniami”.

Zapis jednego z przypadków wyleczenia:

„Pacjent J.M. (lat 44) – Wybitna impotencja pierwotna. Przez wiele lat leczony u wielu znanych seksuologów bez jakiegokolwiek efektu.
Już po pierwszym zabiegu nastąpiła pełna sprawność seksualna, utrzymująca się do chwili obecnej mimo upływu z góry pół roku. U pacjenta zabieg wykonano trzykrotnie. W ostatnich tygodniach pacjent ożenił się (przez wiele lat z powodu impotencji nosił się z zamiarami samobójczymi)”.

Stanisław Nardelli
Ur. 1928 r. – Rybnik, woj. śląskie, Polska.
Zm. VII 1985 r. – Polska.
Żona: Wanda, 3 dzieci, w tym córka Marietta (ur. 1953).
Edukacja: magister ekonomii.
Wybrane seanse bioenergoterapeutyczne: Katowice – hala Baildon (27.11.1982 r.), Gdańsk – hala Oliwia (30.12.1982 r.), Wolbrom (10.02.1983 r. – 800 uczestników), Krosno (23.04.1983 r. – 10 tys. uczestników), Tomaszów Mazowiecki (08.10.1983 r. – 27 tys. uczestników).
Publikacje książkowe: „W kręgu biopola” (KAW, 1986).
Więcej o Nardellim: TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Test AntySPAMowy *