W czasie 20 lat Festiwalu Filmów Afrykańskich AfryKamera przewinęło się wiele filmów dokumentalnych. Ich tematyka była rozmaita, ale organizatorzy, z dyrektorem artystycznym Przemysławem Stępniem na czele, dbali, by wyświetlano głównie dzieła miejscowych twórców. To bardzo ważne, bo nikt nie pokaże lepiej Afryki niż sami Afrykanie. Dzięki temu widz nie tylko otrzymuje solidną porcję rzetelnych informacji, ale ma również możliwość obejrzenia filmu, którego nie ma szansy zobaczyć gdziekolwiek indziej (a jeżeli ta szansa istnieje, to najpierw trzeba wiedzieć, że taka produkcja w ogóle powstała). Tak właśnie było podczas zeszłorocznej, grudniowej edycji AfryKamery. Pokazano wtedy m.in. ghański film pt. „Ochroń protest” („Protect the Protest”) w reżyserii Bismarka Aryee. To krótkometrażowy dokument poświęcony bogatej historii protestów w Ghanie i ich kluczowej roli w kształtowaniu politycznej i społecznej struktury kraju. Bismark Aryee nakręcił coś w rodzaju reportażu lub bardzo długiego newsa z wiadomości. Osoby znające język angielski mogą obejrzeć film klikając na link zamieszczone na dole dzisiejszego wpisu.
Natomiast poniżej zamieszczam wywiad przeprowadzony z reżyserem „Protect the Protest” Bismarkiem Aryee.
Zacznijmy od Twojego imienia – Bismark. Zawsze chciałem zapytać osoby noszące jako imię nazwisko niekoniecznie pozytywnych osób oto, jak się z tym czują. Np. 46. prezydent Ekwadoru nazywa się Lenin Moreno, zaś jeden z najbardziej znanych wenezuelskich piłkarzy to Stalin Rivas, i nie są to ich pseudonimy, tylko autentyczne imiona nadane przez rodziców. Jak było u Ciebie z Bismarkiem i czemu w Twoim imieniu brakuje literki „c”.
(śmiech) Jeśli chodzi o imię Bismark, to nie wiem, dlaczego mój ojciec zdecydował, że chce je nadać swojemu synowi. Pytałem go o to kilka razy, ale nie potrafił mi udzielić żadnych dobrych odpowiedzi. W pewnym momencie chciałem zrezygnować z Bismarka, ponieważ reszta mojego imienia i nazwiska, czyli Nii Adamafio Aryee, również ma dużą wagę. W Ghanie każda grupa etniczna ma swój własny schemat nadawania imion i moje grupa, czyli Ga, nie jest wyjątkiem.
Nii to tytuł nadawany królowi lub władcy. Adama to imię króla, który zjednoczył ziemie zamieszkałe przez Ga-Dangbe (Nii Adama Akuredze panował w latach 1825-1856 – przyp. J.W.). Zaś Aryee to imię nadane pierwszemu synowi w mojej rodzinie. Jak więc widać, moje imię jest już dość uciążliwe.
Poza tym, byłoby mnóstwo formalności prawnych, żeby zrezygnować z jednego imienia, które już pojawiło się we wszystkich moich dokumentach, więc postanowiłem sobie to darować.
Poświęciłem czas na lekturę o Otto von Bismarcku. Choć był on postacią budzącą strach i być może niechęć, to jednak zjednoczył Niemcy i jest odpowiedzialny za politykę socjalną, która poprawiła życie. Stworzył wzór dla reszty Europy. Być może więc mojemu ojcu podobały się zalety tego człowieka i postanowił nazwać syna jego imieniem.
A co do braku „c” w moim nazwisku… powiedzmy, że to „wady” Otto von Bismarcka, więc bez „c” zostają mi tylko „zalety” tego człowieka.
Nie wiem, czy wiesz, ale kanclerz Otto von Bismarck był bardzo antypolskim politykiem, zwalczającym mówienie po polsku na terenach zamieszkałych przez Polaków.
Myślę, że w XIX wieku, epoce wczesnego nacjonalizmu, monarchii i imperiów, wielu polityków wyznawało radykalne poglądy i próbowało anektować terytoria lub narzucać swoje ideologie. To przykre, natomiast w Ghanie również mamy przykłady przywódców, którzy wykorzystywali swoją władzę do dominacji lub kontrolowania innych dla osobistych lub politycznych korzyści. Szczerze mówiąc, to właśnie ten aspekt spuścizny Bismarcka sprawił, że w pewnym momencie rozważałem porzucenie tego imienia.
Opowiedz trochę o sobie. Przedstaw siebie polskiemu czytelnikowi.
O swoim imieniu już powiedziałem.
Od dzieciństwa moim hobby było czytanie i rysowanie, dlatego kiedy poszedłem do liceum to od razu dołączyłem do kółka teatralnego. Grałem w wielu sztukach teatralnych i wszyscy myśleli, że zostanę aktorem. Kiedy skończyłam liceum, zobaczyłem, że mój kuzyn, który właśnie jest aktorem, nie ma żadnej prywatności – zawsze ktoś czekał, żeby zrobić sobie z nim zdjęcie. Nie chciałem takiego życia, ale nadal chciałem robić to, co lubię, więc postanowiłem pójść do szkoły filmowej i nauczyć się pracy za kamerą, od strony reżysera. Dlatego poszedłem do szkoły filmowej i ukończyłam ją z tytułem licencjata sztuk pięknych w dziedzinie filmu.
W czasie nauki pracowałem również jako montażysta w firmie produkcyjnej, która zajmowała się wyłącznie filmami dokumentalnymi dla firm, więc kiedy skończyłem szkołę, pozwolili mi zająć się niektórymi małymi projektami, których nie chcieli się podjąć. Właśnie wtedy bardzo zainteresowałem się komunikacją korporacyjną, co wpłynęło na moją decyzję o powrocie na studia magisterskie z public relations i komunikacji. W 2020 r. ukończyłem studia magisterskie na Uniwersytecie Sztuk Mediów i Komunikacji Społecznej.
W 2015 r. powstał twój animowany film „Nubuke”, w którym przedstawiłeś historię malarza dotkniętego trądem Johna Ampao. Jak doszło do powstania tego filmu i co dzisiaj dzieje się z tym artystą?
„Nubuke” był moim filmem dyplomowym w szkole filmowej.
Jako studenci animacji mieliśmy 5 miesięcy na ukończenie filmu dyplomowego, ponieważ techniką, której wówczas używaliśmy, była ręcznie rysowana animacja 2D. Pracowałem nad inną historią i od 3 miesięcy byłem w trakcie realizacji tego projektu. Pewnego dnia jeden z moich znajomych powiedział mi o kościele, który miał przekazać darowiznę na rzecz leprozorium i potrzebował kogoś, kto zrobiłby im zdjęcia. Na szczęście miałem mały aparat, więc zgodziłem się im towarzyszyć. Kiedy tam dotarłem, zobaczyłem wystawione obrazy i zapytałem, kto je namalował. Tak poznałem Johna Ampao. Porozmawialiśmy, a on opowiedział mi, jak walczył z trądem i jak wszystko stracił. Po powrocie na studia postanowiłem opowiedzieć historię Johna Ampao, łącząc animację jego malarstwa z animacją jego historii. Musiałem przekonać szkołę, żeby zaakceptowała moją zmianę filmu na zaledwie 2 miesiące przed terminem, ale mój promotor się zgodził i nakręciłem film w ramach projektu dyplomowego.
„Nubuke” oznacza w języku ewe „nowy początek”. Wybrałem ten tytuł, ponieważ John Ampao pochodzi z grupy etnicznej Ewe, a odkrycie siebie na nowo po tym wszystkim, przez co przeszedł, było dla niego nowym początkiem.
Film odniósł duży sukces. Zdobył m.in. nagrodę dla najlepszego filmu w mojej szkole. Otrzymał również nagrodę dla Najlepszego Filmu Studenckiego na Festiwalu Filmów Panafrykańskich (FESPACO) w Wagadugu, w Burkina Faso, oraz nagrodę dla Najlepszego Filmu na Festiwalu Filmów Francuskojęzycznych w Ghanie.
„Nubuke” odmienił moje życie. Pieniądze, które dostałem od FESPACO, przeznaczyłem na zakup pierwszego aparatu i obiektywów, i to właśnie doprowadziło do powstania studia Filifili. Panu Ampao wiedzie się dobrze i nadal maluje. Odwiedziłem go we wrześniu zeszłego roku.
Mniej więcej w tym samym czasie powstało Filifili Studios. Opowiedz jak do tego doszło, co oznacza nazwa i w czym specjalizuje się to studio.
Zaraz po ukończeniu szkoły ogłoszono przetarg na produkcję filmów dokumentalnych. Zarejestrowałem firmę, aby wziąć w nim udział. Nie dostałem jednak zlecenia, lecz mimo wszystko postanowiłem kontynuować działalność.
Filifili w języku ga oznacza „zobaczyć na żywo”. Czym się zajmujemy? Zaczynaliśmy od tworzenia filmów korporacyjnych; filmów dokumentalnych, relacji z wydarzeń, teledysków, a nawet filmów ślubnych.
Wraz z rozwojem zespołu, dodaliśmy wsparcie ekipy przy produkcjach lokalnych i zagranicznych, postprodukcję, transmisje na żywo z wielu kamer, a na końcu public relations, wykorzystując nasze doświadczenie w produkcji video, aby pomóc markom skutecznie komunikować się za pomocą materiałów wizualnych.
Filifili studios to kompleksowa agencja, która pomaga markom, firmom i instytucjom wcielić ich pomysły w życie. Nasza misja jest prosta: myślimy, tworzymy i realizujemy. Dziś możemy pochwalić się współpracą z Ambasadą Francji w Ghanie, APM Terminals Liberia, Amnesty International, Cargill Coca-Cola and Chocolate oraz UNFPA (United Nations Population Fund).
To właśnie z Filifili Studios pochodzi film zatytułowany „Protect the Protest” pokazywany podczas grudniowej edycji Festiwalu Filmów Afrykańskich AfryKamera. Ale opisu tego filmu nie ma na IMDB. Zastanawiałeś się dlaczego tak jest?
Trochę wstyd mi to mówić, ale zawsze odkładałem założenie konta na IMDb na później. Może to jest ten dzwonek alarmowy, żeby się tym zająć?
Pewnie tego nie wiesz, ale w przeszłości w ramach AfryKamery pokazywano już ghańskie filmy, które stały się kultowe dla oglądających ich widzów, w tym dla mnie. Chodzi mi konkretnie o dwa tytuły: „Coz Ov Moni” z 2010 r. i „Aloe Vera” z 2020 r. Myślę, że Ghana może być dumna z tych oryginalnych, niesztampowych produkcji. A jak Ty odbierasz te dzieła?
„Coz Ov Moni” to prawdziwy klasyk. To pierwszy musical w języku pidgin z Ghany [połączenie angielskiego z miejscowymi językami – przyp. JW]. Naprawdę podziwiam to, że dwóch muzyków odważyło się stworzyć coś, czego filmowcy się bali. Niestety, film nie przyniósł zysku, co odzwierciedla smutną rzeczywistość tworzenia niekonwencjonalnych filmów w tym kraju. Jeśli film nie ma dużego zasięgu kinowego, to festiwale często pozostają jedyną realną platformą do prezentacji takich dzieł. To nie zmienia faktu, że „Cos Ov Moni” to klasyka.
Jeśli chodzi o „Aloe Vera”, to reżyser Peter Sedufia, który jest moim przyjacielem ze szkoły filmowej, wykorzystał film, aby poruszyć niektóre stereotypy panujące w Ghanie. Nasz kraj ma ponad 70 grup etnicznych, a jego historia pokazuje, że niektóre z nich toczyły ze sobą wojny. Dziś, choć małżeństwa międzyetniczne są powszechne, nadal istnieją społeczności, które zniechęcają do zawierania związków między niektórymi grupami. Podejmowanie takich tematów za pomocą filmu jest więc niezwykle odważne, i dlatego tak bardzo cenię tę pracę.
Wracając do Filifili Studios i ciebie. Jakie macie plany na najbliższą przyszłość
Mój cel dla Filifili Studios jest prosty: zrównoważony rozwój poprzez pogłębianie współpracy z obecnymi klientami, pozyskiwanie nowych, wzmacnianie marki i poszerzanie portfolio kreatywnego. W tej części świata pozyskanie finansowania na opowiadanie historii, które mnie pasjonują, nie zawsze jest łatwe. Dlatego rozwijając się i dostarczając naszym klientom większą wartość, budujemy zasoby i wiarygodność, aby realizować te projekty i tworzyć bardziej oryginalne, poruszające historie.
Natomiast na poziomie osobistym stale rozwijam się jako filmowiec, doskonaląc tożsamość twórczą, budując silniejsze partnerstwa lokalne i międzynarodowe oraz przygotowując studio do podejmowania większych, bardziej ambitnych projektów, które mogą dotrzeć do odbiorców spoza Ghany.
Ghana kojarzy się w Polsce z dwoma rzeczami: ziarnem kakaowca (Polacy kochają czekoladę!) i dobrymi piłkarzami. Awansowaliście na mistrzostwa świata, ale Ghany nie było na Pucharze Narodów Afryki w Maroku. Jak ten brak drużyny narodowej na najważniejszej imprezie sezonu odbierali zwykli mieszkańcy?
Mieszkańcy Ghany kochają piłkę nożną. Jestem pewien, że czterech na pięciu Ghańczyków, z którymi porozmawiasz, powie, że trener i prezes związku piłki nożnej powinni zostać zwolnieni, ponieważ nieobecność na Pucharze Narodów Afryki jest dość kompromitująca.
Osobiście uważam, że my, Ghańczycy, żyjemy minioną chwałą. Mamy talent, lecz rzecz jasna talent to za mało. Piłka nożna wyszła poza sam talent i być może dopóki się nie opamiętamy i nie wdrożymy lepszych systemów, aby zmaksymalizować potencjał, jaki mamy, nie dojdziemy do niczego.
Na koniec moja standardowa prośba, z którą zwracam się do wszystkich: wymień 3 swoje ulubione piosenki wszechczasów i podaj krótkie uzasadnienie wyboru.)
Tak naprawdę to jestem fanem muzyki klasycznej, więc moje ulubione utwory to hymny. Moją ulubioną muzyką na co dzień jest utwór „The Lord’s My Shepherd” szkockiej kompozytorki Jessie Seymour Irvine.
Oprócz muzyki klasycznej słucham właściwie wszystkiego, a trzy poniższe utwory najbardziej się wyróżniają.
1. „Nail Pon Cross” – Damien Marley. Ta piosenka nieustannie przypomina, że każdy jest omylny i powinniśmy być gotowi na to, by sobie nawzajem wybaczać. Powtarzany wers „Uważaj, kogo przybijasz do krzyża”, będący grą słów nawiązującą do idei ukrzyżowania, jest metaforą tego, jak społeczeństwo często ocenia ludzi na podstawie wyglądu, stereotypów lub założeń, zamiast zrozumieć ich historię.
2. „No Shortcut to Heaven” – M.anifest feat. Obrafour. Tytuł utworu mówi wszystko: nie ma szybkich dróg do prawdziwego sukcesu, spełnienia ani spokoju. Trzeba włożyć w to pracę, stawić czoła trudnościom i pozostać wiernym sobie, zamiast podążać łatwymi lub nieuczciwymi ścieżkami.
3. „Wash the Tears” – Gramps Morgan. To przesłanie nadziei i wytrwałości. Tekst mówi o przetrwaniu życiowych burz i wierze, że „Jah obmyje wszystkie łzy”. To duchowe zapewnienie, że ból nie będzie trwał wiecznie, że przetrwamy i przezwyciężymy trudności.
Dziękuję za rozmowę.
(zdj. pochodzi ze zbiorów B. Aryee)
Bismark Aryee
Pełne nazwisko: Bismark Nii Adamafio Aryee
Ur. Ghana
Grupa etniczna: Ga (Ga-Dangbe)
Edukacja: National Film and Television Institute (NAFTI) w Akrze (animacja i montaż), Uniwersytet Sztuk Mediów i Komunikacji Społecznej w Akrze.
Zawody i funkcje: twórca filmów dokumentalnych, założyciel i dyrektor kreatywny Filifili Studios, wizualny storyteller, twórca animacji, specjalista ds. szkoleń dot. tworzenia filmów.
Nagrody: Najlepszy Film Ghana Francophone Film Festival 2016 („Nubuke”), Najlepszy Film Studencki FESPACO 2017 („Nubuke”).
Strona na FB: TUTAJ
Strona Filifili Studios: TUTAJ
FILMY:
🔹„Protect the Protest” (ang.)
🔹 „Nubuke” (ang.)







