Rozmowa z Danutą Ewą Skalską – polonistką, poetką i autorką opowiadań i felietonów mieszkającą w Borkowicach na Wyżynie Kielecko-Sandomierskiej, na południowych rubieżach województwa mazowieckiego.

Właśnie przeczytałem Pani wiersz o samotności. Wbrew tytułowi i tematowi nie jest to smutna poezja. Cytuję fragment:

„Czy to facet, czy niewiasta,
musi umieć piec, gotować,
intelektem, wdziękiem trzaskać
i na linie balansować.
Możesz też, ot tak dla frajdy
zaimponować dziewczynie
podyndać sobie na bungee,
dostać kręćka w czarcim młynie.
Gdy wreszcie dom swój namierzysz,
docenisz smak codzienności,
będziesz się cieszył, żeś przeżył
to „Sanatorium miłości”.

Czuje się Pani samotna czy może jest to obserwacja ludzi, którzy bardzo chcą się z samotności wyzwolić?

Nie czuję się samotna, no może czasami, ale chyba każdy tak ma.
Być samym nie znaczy czuć się samotnym, zwłaszcza kiedy życie człowieka wypełniają pasje i niegasnąca potrzeba poznawania świata bez względu na wiek. Ostrze mojej satyry godzi nie tyle w ludzi pragnących wyrwać się z kręgu samotności, ile w program telewizyjny zatytułowany „Sanatorium miłości”. Jego realizatorzy mają bowiem na celu nie dobro uczestników, lecz spektakularność widowiska. Ludzie w zaawansowanym wieku zmuszani są do desperackiego wiosłowania w rozchwianych kajakach po rwącej rzece, intymnych kontaktów z gadami, lotów wiatrakowcami. A wymarzona miłość tli się błędnym ognikiem, aż bezpowrotnie zgaśnie, bo pora wracać, a tu nie wiadomo, kto komu tak naprawdę przypadł do gustu.

Urodziła się Pani w Ninkowie, mieszka w niedalekich Borkowicach, a zawodowo związana jest Pani z Przysuchą, gdzie prowadzi Pani zajęcia teatralne dla dzieci. To wszystko małe miejscowości położone na południowych kresach województwa Mazowieckiego. Czy nigdy nie kusiła Panią możliwość zamieszkania np. w Warszawie?

Cenię sobie spokój i koloryt prowincji, ale czasem lubię się zachłysnąć tempem życia wielkiego miasta, bogactwem jego pejzażowych i kulturalnych atrakcji. Do Warszawy mam szczególny sentyment. Może dlatego, że miasto oddycha aurą patriotyzmu, emanuje światowością, zespala naród. Zawsze czuję dreszcz emocji, kiedy tu bywam, chociażby w teatrze. Ale czy zamieszkałabym na stałe w Warszawie? Tak naprawdę trudno mi odpowiedzieć. Faktem jest, że stolica mnie porywa…

Oprócz tworzenia poezji pisze Pani także opowiadania, a Pani ulubioną pisarką jest mistrzyni tej formy literackiej, kanadyjska noblistka Alice Munro. Za co konkretnie ją Pani ceni?

Alice Munro pisze w konwencji realistycznej, którą preferuję. Posługuje się świetną narracją, co sprawia, że dobrze się czyta jej książki. Pozornie zwyczajna treść opowiadań Munro intryguje i szokuje tajemnicami ludzkiej psychiki, czasami przerażającymi. Oszczędny emocjonalnie język wzmacnia siłę oddziaływania na uczucia czytelnika. Pisarka w każdym ze swych opowiadań zaskakuje odbiorcę. I w ten sposób go pozyskuje.

Alice Munro otrzymała literacką Nagrodę Nobla w 2013 r. i był to kolejny rok, w którym nie przyznano tego wyróżnienia Japończykowi Harukiemu Murakamiemu. Zresztą nie otrzymał on Nobla do dzisiaj. Czy uważa Pani, podobnie jak ja, że to najbardziej niedoceniony przez Akademię Szwedzką żyjący obecnie pisarz?

Haruki Murakami jest niewątpliwie genialnym pisarzem. Spełnia wymagania stawiane współczesnej literaturze, jak kreowanie bohatera uniwersalnego czy przekroczenie granic świata realnego, choć moim zdaniem ta „nierealność” to tylko zdeformowane, niekiedy budzące grozę obszary ludzkiego umysłu (opowiadanie „Sen”, „Zmierzch”). I nie widzę w tym nic zabawnego, jak chcą to widzieć niektórzy autorzy recenzji prozy Murakamiego. Odnoszę wrażenie, że pisarz japoński bardziej epatuje grozą niż Munro. Zgadzam się z Panem, że można go uważać za pisarza niedocenionego. Ale Nobel Alice Munro wydaje mi się uzasadniony. Jej proza wręcz magnetycznie przyciąga obrazowością świata i tajnikami osobowości na pozór nieskomplikowanych bohaterów. Murakami jest bardziej kameralny literacko, a świat Munro pulsuje esencją życia.

Wróćmy do Pani twórczości. Jest Pani autorką zbioru opowiadań, tomiku wierszy, współautorką tomu poetyckiego, laureatką licznych regionalnych nagród literackich, ale np. Pani nazwiska nie ma pośród autorów widocznych na najpopularniejszym polskim portalu dotyczącym książek – LubimyCzytac.pl. Nie smuci Panią fakt, że w obecnych czasach tak trudno jest się przebić z własną twórczością? A może w ogóle Pani o to nie zabiega?

Istotnie. Przebijanie się z własną twórczością to ciernista droga. Towarzystwa wzajemnej adoracji próbują eliminować tych bardziej prostolinijnych, z poczuciem honoru. Co do mnie, to jest jeszcze jedna sprawa, nieco żenująca. Nie mam w domu internetu, korzystam z pomocy lokalnych bibliotek. W dodatku robię to od niedawna. Nie rozejrzałam się ze stosownymi portalami. Na popularyzacji własnej twórczości bardzo mi zależy, ale nie kosztem pełzania i poniżania się, chociaż niektórzy uważają, że jeśli ktoś zostanie wyrzucony jednymi drzwiami, to powinien atakować drugie I wtedy ponoć można się przebić. Internetu nie mam, bo zawsze brakowało mi czasu, by się tą sprawą gorliwie zająć. Obecnie bardziej elastycznie dysponuję czasem, więc może wkrótce nie będę miała powodu, by się rumienić.

Co szykuje Pani w najbliższym, popandemicznym czasie? Jakieś publikacje książkowe? Powrót do zajęć teatralnych z dziećmi?

Po pandemii zamierzam zrealizować uniemożliwione wcześniej spotkania autorskie. Mam też materiał literacki na nowy zbiór opowiadań i tomik wierszy.

Jako, że na portalu ZazyjKultury.pl zajmuję się głównie tematyką muzyczną to na koniec chciałbym Panią prosić o wymienienie trzech swoich ulubionych piosenek, bądź utworów muzycznych, wszech czasów i krótkie uzasadnienie dlaczego dokonała Pani takiego wyboru.

Uwielbiam muzykę. Ludową (tę pierwotną i autentyczną), klasyczną, rockową. Wszystko mi wokół gra, jak Jankowi Muzykantowi. Co do disco polo, to toleruję je tylko na weselach. Kocham piosenki Beatlesów i Stonesów, bo tętnią radością życia, wieczną młodością. Kocham też utwór pt. „Delilah” wykonywaną przez Toma Jonesa za jej ekspresywność i mroczny klimat. Piosenka nieodżałowanego Piotra Szczepanika „Kochać” urzeka liryzmem oraz nastrojowością. A z tych bardziej współczesnych, utwór „Dawna dziewczyno” śpiewany przez Macieja Maleńczuka odsłania smutną prawdę o przemijaniu namiętności, ale mogę jej słuchać bez końca, choć ze skurczem w gardle.

Dziękuję za rozmowę.

Zdjęcie pochodzi z archiwum prywatnego Danuty Ewy Skalskiej.
Ilustracją muzyczną dzisiejszego wpisu jest utwór Piotra Szczepanika zatytułowany „Kochać”.

Danuta Ewa Skalska
Ur. 1955 r. – Ninków, woj. kieleckie (obecnie woj. mazowieckie), Polska.
Publikacje książkowe: „Ocalanie miłości” (Oficyna Wydawnicza Ston2 / Grupa Literacka „Wiklina”, 2009), „W korowodzie świateł i cieni” (Oficyna Wydawnicza Ston2, 2014), „Wzrastanie” (praca zbiorowa, Powiatowa Biblioteka Publiczna w Przysusze, 2014).
Ważniejsze nagrody literackie: I Nagroda Mazowieckiego Konkursu Małej Formy Literackiej w Warszawie (2014), Nagroda Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Bolesława Prusa w Nałęczowie (2015), I Nagroda Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Jana Pocka w Lublinie (2017).
Strona na FB: TUTAJ

Dodaj komentarz