mp

Wywiad z Marią Pomianowską

Kategoria:

_images__images_mp3Jest dla muzyki folkowej w Polsce tym, czym w latach 80. był dla polskiego kina Krzysztof Kieślowski. Nie naśladuje innych, idzie swoją ścieżką. I tak, jak Kieślowski większe uznanie ma poza granicami naszego kraju, choć i dla znawców tematu w Polsce jest już ikoną. W latach 90. XX w. zrekonstruowała z pomocą fachowców sukę biłgorajską (staropolski smyczkowy instrument muzyczny) oraz fidel płocką (instrument smyczkowy wykonany z jednego kawałka drzewa). Od dwunastu lat pełni rolę dyrektora artystycznego Warszawskiego Festiwalu Skrzyżowania Kultur. Do tego nagrywa płyty z muzykami z całego świata (Chiny, Indie, Japonia, Maghreb, Afryka), będąc przy tym wspaniałą ambasadorką naszej kultury. A to tylko niewielki procent aktywności Marii Pomianowskiej, bo o niej mowa.
Poniżej zamieszczam wywiad, jakiego udzieliła mi właśnie Maria Pomianowska.

Pod koniec września zakończył się Festiwal Skrzyżowanie Kultur (FSK). Jak Pani, jako dyrektor artystyczna tego festiwalu, ocenia tegoroczną edycję?

Oceniam bardzo dobrze, bo oceniam obserwując publiczność. Trudno mi jest powiedzieć o całości, gdyż w połowie festiwalu musiałam pojechać na własną trasę koncertową do USA. Ostatni koncert na jakim byłam, to był występy w dniu „Sounds Like Poland”, więc nie widziałam ostatnich koncertów. Znam wszystkich artystów, bo część z nich widziałam na żywo, a część oglądałam na filmach z koncertów. A najbardziej zaskoczyło mnie Taksim Trio. Widziałam ich na żywo po raz pierwszy. Nie myślałam, że są tak energetyczni. Nawet po spożyciu dużej ilości alkoholu idealnie grają razem, i to jest dla mnie dosyć mocne przeżycie (śmiech).

Frapuje mnie bardzo kwestia tego, jak dobierani są artyści na FSK? Czy jest to sprawa dostępności danych wykonawców (np. ktoś ma wtedy tournee po Europie) i określonych ram finansowych, czy może chodzi o dostępność, ramy finansowe plus jedną wielką gwiazdę na rok? (np. Youssou N’Dour w 2009 r. czy Boubacar Traoré w 2012 r.)

Wszystko to jest ważne. Po pierwsze, ważna jest cena artysty. Po drugie, oczywiście dostępność, dlatego że nie wszyscy zgadzają się przyjeżdżać na jeden koncert do Warszawy, jeżeli nie są w trasie gdzieś blisko, jak nie w Europie, to chociażby na Bliskim Wschodzie czy w Północnej Afryce. Trudno jest zachęcić wielkie gwiazdy, żeby przyjechały tylko na jeden koncert, a jeśli już przyjadą to oczywiście życzą sobie bardzo dużych stawek. Natomiast ja wraz z radą programową dobieram artystów w ten sposób, że jeździmy… być może z całej rady programowej to właśnie ja jeżdżę najwięcej i obserwuję, spotykam się z ludźmi. Widzę innych artystów, i czasami trafi się właśnie taka perła, którą można potem sprowadzić na Skrzyżowanie Kultur. Poza tym bardzo dużo osób, które kochają FSK przesyła nam jakieś propozycje, jakieś informacje. Jako dyrektor artystyczny festiwalu jeżdżę na różne showcase’y. Np. teraz byłam w Izraelu, i rzeczywiście spotkałam tam kilka bardzo interesujących propozycji. Zanim zaprosimy dany zespół staramy się, jako rada programowa, najpierw zobaczyć go na żywo.

Od lat lobbuję w Internecie za tym, żeby na FSK pojawili się tzw. playback singers, czyli wokaliści i wokalistki śpiewający piosenki w filmach bollywoodzkich, tollywoodzkich czy kollywoodzkich. Wielka Lata Mangeshkar już nie wchodzi w grę, ale tacy wykonawcy jak Sukhwinder Singh, Udit Narayan, Shreya Ghoshal czy K.K. dysponują piękną barwą głosu. Zdecydowanie bardziej porwaliby festiwalową publiczność niż np. tegoroczni piątkowi wykonawcy spod znaku elektroniki czy psychodeli. Jest szansa usłyszeć kiedykolwiek playback singers w Warszawie?

Jeżeli chodzi o playback singersów w Warszawie, to poruszałam już tą kwestię na radzie programowej, ale nie spotkała się ona z jakimś pozytywnym odzewem. Rzeczywiście, jest jeden dzień poświęcony muzyce elektronicznej i psychodelicznej. Będziemy się zastanawiać jak to będzie w przyszłym roku. Być może będzie to powtórka z tego roku, a może coś innego. Ja marzę o tym, by wprowadzić jeden dzień pt. „Ginące kultury świata”. Byłam teraz w RPA i widziałam fenomenalną dziewięćdziesięciokilkuletnią artystkę grającą na łuku muzycznym, Madosini, która nadal podróżuje. Ona jest taką charyzmatyczną postacią. Pomimo podeszłego wieku cały czas robi projekty z różnymi artystami. Jest to bardzo interesujące. Dlatego marzę, żeby wprowadzić jeden dzień aby można było przedstawić ludziom taką ginącą muzykę.

Obserwuję Pani działalność od ładnych paru lat i jestem naprawdę pod wrażeniem Pani pracowitości i szerokiego spectrum zainteresowań. Weźmy np. czerwiec 2014 r.: 12-ego czerwca wprowadza Pani publiczność zgromadzoną w Studiu im. Agnieszki Osieckiej w Radiowej Trójce w klimat muzyki mających za chwilę wystąpić indyjskich braci, mistrzów gry na skrzypcach, Ganesha i Kumaresha, a już kilka dni później występuje Pani wraz z zespołem oraz artystami Baletu Dworskiego Cracovia Danza w niezwykłym przedstawieniu na krakowskim Rynku. Byłem i w Warszawie, i w Krakowie. Pełen profesjonalizm – to najlepsze określenie. Lubi Pani taką intensywność pracy?

Powiem szczerze, że zawsze się tak dziwnie się składa, że pierwsza część roku jest mniej intensywna, a druga część bywa zabójczo intensywna. Choćby w tym roku. W lipcu byłam na koncertach w USA, z kolei w sierpniu miałam tutaj projekt, który w zeszłym roku zainicjowałam w Chinach, i Chińczycy tu przyjechali. Potem we wrześniu ruszyłam w trzy trasy koncertowe, później w październiku była Kanada, a w listopadzie Izrael i RPA. No i teraz jadę do Chin i do Japonii. Wszystko się kończy 28. grudnia. Muszę powiedzieć, że czuję się już trochę zmęczona, nawet nie tyle intensywnością, bo ja lubię grać, komponować, co zmianami stref czasowych. Nieźle znoszę jet lag, ale jednak ciało ma swoje ograniczenia. Lubię intensywność, inaczej bym tego nie robiła.

Patrząc z boku wydaje się, że praca Panią pozytywnie nakręca. Mam rację?

Tak, praca mnie pozytywnie nakręca. Daje mi olbrzymią pozytywną energię. Najwięcej sił zabierają mi działania organizacyjne, praca papierkowa, pisanie wniosków do ministerstwa, odpisywanie na maile. To wszystko trzeba jakoś skoordynować. Ja tę pracę przenoszę na ludzi, którzy ze mną współpracują, bo jest to bardzo męczące.

Ma Pani głowę pełną pomysłów (chodzi mi o życie zawodowe). Część z nich jest realizowana, ale czy wszystkie? Którego niezrealizowanego pomysłu żałowała Pani najbardziej i dlaczego nie doszedł on do skutku?

Hm… czy ja czegoś nie zrealizowałam? Spełniało się większość tego, o czym marzyłam. Nie zrealizowałam jednej sprawy… Kiedy Yo-Yo Ma zaproponował mi żebym skomponowała mu kilka utworów, zrobiłam to. Potem zaproponował mi udział w monumentalnej trasie Silk Road. Było to na przełomie lat 1999/2000. Ale ponieważ urodził mi się syn, który w tej chwili ma 18 lat, to stało się tak, że nie mogłam pojechać w trasę. Generalnie nie żałuję tego, że nie mogłam pojechać, bo syn jest rewelacyjny (śmiech). Żałuję jedynie tego, że potem nie „wskoczyłam” w te trasy i nie dopytywałam się, czy dalej mogę realizować projekty z Yo-Yo Mą. Zabrakło mi takiego rozpędu. Ale po latach spotkałam Kayhana Kalhora, z którym robiłam projekt w Krakowie. A przecież kiedyś Kalhor był jednym z uczestników Silk Road. Czyli jakoś to wszystko powraca.

A jakie są Pani plany na przyszłość? Tę bliższą i dalszą. Czym znowu nas Pani zaskoczy?

Właśnie jadę do Chin i Japonii. W przyszłym roku chcę zrealizować projekt z Hosseinem Alizadehem. To wspaniały artysta irański, a przy tym purysta. Nie nagrywa płyt z zachodnimi muzykami, a ze mną chce to zrobić. I to będzie coś nowego. A czym zaskoczę? Nagram płytę z muzyką Bacha na sukach, więc będzie to zaskoczenie, że Bach spotyka suki. Mam jeszcze różne inne plany, tylko trzeba robić to z rozwagą, żeby starczyło siły i zdrowia.

Dziękuję za rozmowę.

(jako ilustrację dzisiejszego wpisu zamieszczam utwór pt. „Mongolskie łzy”, pochodzący z płyty Marii Pomianowskiej zatytułowanej „Suita Jedwabnego Szlaku” z 2003 r.)

Maria Pomianowska
Ur. 26.06.1961 r. – Warszawa, Polska.
Wybrane płyty: „Kolędy znane i zapomniane” z Zespołem Polskim (2001), „Chopin na 5 kontynentach” (2010), „Z Kolbergiem po Afryce i Azji” (2014), „Warszawa – Dakar” z Groupe Gaindé (2015), „The Voice of Suka” (2016).
Wybrane utwory: „Chopin w Persji” z Mohammadem Rasoulim i Roozbehem Asadianem (2010), „Modlitwa dziewicy” (Tekli Bądarzewskiej) (2011), „Szepty i łzy” z Anną Marią Jopek i Dimą Gorelikiem (2015), „Hula gąski” z Groupe Gaindé (2015), „Wind” (2016).
Strona internetowa: www.pomianowska.art.pl

Autor: Jacek Wojciechowski

10.12.2017