Ilu z nas mignęła przed oczami w Internecie reklama Desy czy innego domu aukcyjnego zachęcająca do kupna obrazów nieznanej osoby. Nieznanej nam, laikom. Podobnie rzecz ma się z prasą. Np. tygodnik „Angora” w niemal każdym numerze prezentuje jakąś pracę plastyczną mało znanego, najczęściej młodego, autora z informacją gdzie można nabyć obraz.

Przyznam się, że te „zachęcenia” nie są w moim przypadku skutecznym wabikiem, tzn. nie wchodzę w link i nie wyrażam chęci brania udziału w aukcji lub bezpośrednim zakupie, ale wynika to po prostu z zasobności mojego portfela. Nawet dzieło wyceniane na 1000 zł przerosłoby moje możliwości finansowe. Z tego samego, trywialnego powodu nie czytam nic o autorkach i autorach prac: po co sprawdzać skoro i tak nic nie kupię.

A gdyby jednak zainteresować się choćby jedną z tych osób? Gdyby tak zapytać ją/jego o kilka rzeczy związanych ze sztuką? Jednym zdaniem: gdyby tak uczłowieczyć nazwisko z linka z reklamy?

Proszę bardzo. Zapraszam do przeczytania mojego wywiadu z Karoliną Kucharską.

Wiesz, jaki jest mój ulubiony ptak? Tukan. To pewnie już się domyślasz do czego zamierzam nawiązać. Czy zaczynając przygodę z malarstwem spodziewałaś się, że Twój obraz zostanie sprzedany poprzez Desę za 3200 zł? Bo właśnie za tyle poszedł „Pan Tukan”.

Nigdy nie sądziłam, że będę sprzedawać kiedyś swoje obrazy, że ktoś zechce je kupić. Kiedy zaczynałam przygodę z malarstwem byłam matką siedmiolatki. Kiedy ona była w szkole, ja malowałam u niej w pokoju na ścianie różne postacie z bajek, np. z „Pory na przygodę!”, „Gdzie jest Nemo?”, LEGO Ninjago czy portrety laleczek „Monster High”. Uczyłam się obserwacji, proporcji, łączenia farb. Pewnego dnia udałam się do Galerii Mokotów i weszłam do Desy. Pani podpowiedziała, żebym wyslała swoje prace i tak zrobiłam. Przyjęli mnie na aukcję.

Jak długo powstawał „Pan Tukan” i czy był to porównywalny czas do powstania dzieła pt. „Orange Flamingo”, który sprzedał się za największą kwotę, 4500 zł.

Nie maluje długo swoich prac. Może tydzień. Farbami akrylowymi, więc tak nie śmierdzi w domu. Natchnienie mam zazwyczaj w nocy, chociaż czasami przychodzi w ciągu dnia. Ta myśl jest bardzo intensywna. Wtedy podchodzę do płótna i rysuje sobie szkic. Flaming powstał w miarę szybko, może trzy dni. To wszystko zależy od czasu, który mam przeznaczony na malowanie.

Czy w Polsce można żyć z samego malowania obrazów?

Myślę, że tak. Jest na rynku wielu świetnych malarzy utrzymujących się z malarstwa. Ja postawiłam na mój zawód, jestem nauczycielem. Pracuje w szkole. Myślę, że wrócę kiedyś do tej formy zarobku. Może na emeryturze?

Studiowałaś na ASP w Warszawie. Jako modela, wiele razy pozującego do aktów na Wydziale Grafiki tej szkoły, zawsze zastanawiało mnie, co myśli sobie młody człowiek oglądający przez kilka godzin np. nagiego gościa z nadwagą stojącego w tej samej pozycji. Traktowałaś takie malowanie/rysowanie jako stricte wykonanie zadania czy jednak interesował Cię choć trochę model/modelka jako człowiek?

Wiele osób zadawało mi to pytanie. Rysując akt nie zastanawiałam się nad wyglądem danej osoby. Nie oceniałam jej w kontekście obiektu seksualnego. Nigdy również nie czułam się zażenowana w towarzystwie nagiej osoby. Wiedziałam, że jestem tu z określonego powodu. Miałam poznać ludzkie ciało i nauczyć się je rysować.

A co masz wspólnego z Tybetem? Pytam o to, bo jesteś autorką jednego z murali w Galerii Tybetańskiej na warszawskiej Woli. Dodajmy, że ta galeria, to filary wiaduktu nad ul. Kasprzaka na wolnym powietrzu.

To była fajna przygoda. Zapisałam się na warsztaty malowania murali, prowadzone przez Dariusza Paczkowskiego. Warsztaty odbywały się w Galerii Tybetańskiej na Woli. Spodobała mi się ta forma ekspresji i wysłałam swój projekt. Został zaakceptowany i tyle. Po raz pierwszy mogłam doświadczyć malowania na wysokości.

Twoje dzieła pojawiały się m.in. w Desie, w ursynowskim Domu Kultury Imielin, w ArtBistro na Stalowej, ale obecnie można na nie trafić jedynie na kilku internetowych portalach aukcyjnych poświęconych sztuce. Co się stało, że już nie wystawiasz?

„Dorosłam”. Poszłam do zwykłej pracy z ubezpieczeniem społecznym i składkami na emeryturę. Miałam dwie małe córki, więc potrzebowałam czegoś stałego. A z aukcjami jest różnie. Albo sprzedasz albo nie. Teraz widzę, że malować mogę tylko w formie hobby. Mam stała prace i nie potrzebuję zarabiać malując. To jest bardzo odprężające dla mnie, po prostu to uwielbiam.

Wiem, że obecnie spełniasz się w pływaniu, osiągając bardzo dobre wyniki. Na ile to jeszcze pasja i fun a na ile już rodzaj rywalizacji, że musisz być najlepsza?

Rywalizacji nauczyłam się w dzieciństwie. Mam siostrę bliźniaczkę, z którą rywalizowałam o wszystko. Pływanie to rzeczywiście moja pasja. Nie wiem czy w moim wieku mogę mówić o jakiejś rywalizacji. Pływam dopiero od dwóch lat, ale już jeżdżę na zawody. Największą rywalką jestem chyba sama dla siebie (śmiech).

Na koniec prośba, z którą zwracam się do każdej przepytywanej osoby: wymień swoje 3 ulubione utwory muzyczne wszechczasów i krótko uzasadnij wybór.

Podam dwa.
Na bank będzie to „November Rain” zespołu Guns N’Roses. To hicior z mojego dzieciństwa. Kojarzy mi się z wolnością, beztroską, z ludźmi, których już nie ma.
A drugi utwór to „You Are Always on My Mind” Elvisa Presleya. To piosenka moja i mojego męża. Zawsze będzie mi się z nim kojarzyła. On Elvis, ja Priscilla. Dużo razem przeżyliśmy i ta piosenka mi o tym przypomina.

Dziękuję za rozmowę.

Karolina Kucharska
Karolina Agnieszka Kucharska
Ur. 1980 r. – Warszawa, Polska
Edukacja: Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Informatyczna w Warszawie (intergacja europejska), Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie (malarstwo).
Stan cywilny: zamężna, 2 dzieci.
Wybrane wystawy indywidualne: Służewiecki Dom Kultury w Warszawie (2013), DK Imielin (Warszawa, 2013), Artbistro (Warszawa, 2014).
Strona z obrazami na IG: TUTAJ

Dodaj komentarz