XIII edycja Afrykamery za nami

Kategoria:

W sobotę w Warszawie prawie zakończył się XIII Festiwal Filmów Afrykańskich Afrykamera (w tym roku oznaczany hashtagiem #Black Films Matter). Napisałem „prawie”, gdyż rzeczywiście zasadnicza część imprezy, odbywająca się tym razem w Kinotece, dobiegła końca. Natomiast mieszkańcy stolicy będą mieli jeszcze okazję zobaczyć jeszcze cztery poniższe filmy (dodajmy że wstęp wszędzie jest darmowy):

„Pociąg soli i cukru” („Comboio de Sal e Açucar”) – Mozambik, Portugalia, Francja, RPA, Brazylia, 2016, 1h33, reż. L. Azevedo, wyk. M. de Vales Rafael, Th. Justino, M. JoaquimRestauracja Afrykasy, 22.04.2018 r. godz. 20:30

“Latający Afrykanin” (“The African Who Wanted To Fly”) – Belgia / Francja / Gabon / Chiny, 2015, reż. S. Biffot, wyst. L. BendzaStaromiejski Dom Kultury, 23.04.2018 r. godz. 19:00

„Adama” – Francja, 2015, 1h22, reż. S. RoubyCafe Sąsiad, 26.04.2018 r. godz. 20:00

„Pół roku z bosymi babciami” („No Problem! (Six Months with the Barefoot Grandmamas)”) – Indie, Tanzania, 2012, 0h57, reż. Y. KidwaiCentrum Nauki Kopernik, 28.04.2018 r. – godz. 19:00

To przed nami. Natomiast to co już się wydarzyło śmiało można uznać za sukces. Po zeszłorocznym niezbyt udanym eksperymencie w Kinie Praha, gdzie sale kinowe świeciły pustkami, sale Kinoteki na wielu „Afrykamerskich” seansach pękały w szwach. Oczywiście można tu wytknąć sprytny zabieg pokazywania niektórych filmów w małych salach (do tego często bez włączonej klimatyzacji, co uważam za jedyny minus tegorocznej Afrykamery), ale i tak frekwencja w Kinotece była o wiele wyższa niż rok temu na Pradze.
Dodatkowo ze swej strony muszę pochwalić organizatorów za kompetentne osoby, na czele z Pauliną Zając, które pracowały przy warszawskiej edycji festiwalu. Zawsze uśmiechnięte, służące pomocą, znajdujące się we właściwym czasie i miejscu.
Jeśli zaś chodzi o prezentowane filmy to poniżej wybrałem kilka, które podobały mi się najbardziej. Mam zasadę, że rzadko piszę o czymś słabym – po prostu szkoda mi na to czasu, więc nie wspomnę o nieco słabszych propozycjach filmowych Afrykamery, zresztą na szczęście nie było ich wiele.
Zatem The Best of #Black Films Matter:

sm

„Supa Modo” to film zarówno dla dzieci, jak i dla młodzieży, ale również dla osób dorosłych. Nie zaryzykowałbym jednak określenia „familijny”, gdyż to słowo kojarzy mi się z miałkimi historyjkami o psie Beethovenie czy głupkowatą serią komedii z Kevinem samym w domu lub w Nowym Jorku (niepotrzebne skreślić).
Główną bohaterką „Supa Modo” jest mieszkająca w jednej z kenijskich wiosek Joanna, zwana po prostu Jo (w tej roli bardzo dobra 10-letnia Stycie Waweru), nieuleczalnie chora dziewczynka, która uwielbia superbohaterów oraz filmy karate. Siostra Jo Mwix (Nywara Ndambia) oraz jej matka (Marrianne Nungo) robią wszystko, by dziecko dobrze spędziło ostatnie dni swego życia. Pojawia się więc pomysł nakręcenia filmu z Jo, jako superbohaterką, w roli głównej. Dzieło urodzonego w Moskwie Likariona Wainainy nie pozostawia widza bez wzruszeń, zwłaszcza w samej końcówce. Podobnie musiało być z jurorami filmowymi, bo „Supa Modo” zdobyło Kryształowego Niedźwiedzia na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Berlinie. To nagroda przyznawana przez dziecięce jury.
„Supa Modo” – Kenia / Niemcy, 2018, 1h13, reż. L. Wainaina, wyk. S. Waweru, J. Chege, N. Ndambia.
STRONA FILMU NA FB

„Ali, koza i Ibrahim” w reżyserii czterdziestoletniego Kairyczyka Sharifa al-Bindariego to nieco surrealistyczna historia dwóch młodych mężczyzn. Ali (nagrodzony za tę rolę na Festiwalu w Dubaju Ali Subhi) jest pośmiewiskiem jednego z zaułków Kairu. Chłopak mieszka z matką i z… kozą imieniem Nada, którą kocha. Na szczęście nie jest to miłość zoofilska, bo Ali wierzy, że Nada była kiedyś prawdziwą kobietą. Kilka domów dalej wraz z głuchym dziadkiem żyje Ibrahim (Ahmad Magdy) wirtuoz gry na wielu instrumentach, który od czasu do czasu słyszy dziwaczny dźwięk. Obaj młodzieńcy udają się do miejscowego znachora, by powrócić do normalności, i obaj dostają 3 kamienie z nakazem aby wrzucić je do trzech wielkich wód znajdujących się w Egipcie lub u jego brzegów: Morza Śródziemnego, Morza Czerwonego i Nilu. Ali i Ibrahim wyruszają więc razem z Nadą w obfitującą w przygody podróż.
Dodatkowym walorem tego niesztampowego filmu jest udział w nim podziwianej w Egipcie aktorki Nahed as-Sibai (gra nawróconą prostytutkę imieniem Sabah).
„Ali, koza i Ibrahim” („Ali Mizah oua Ibrahim”) – Egipt, Francja, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Niemcy, 2017, 1h32, reż. Sh. al-Bindari, wyk. A. Subhi, A. Magdy, N. as-Sibai.
FILM W WERSJI Z ANGIELSKIMI NAPISAMI

Zupełnie innym egipskim filmem jest dramat w reżyserii Khaleda Diaba „Poród indukowany”. Hussein (Majid al-Kidwani) i jego żona Heba (Houria Farghali) po raz kolejny starają się dostać amerykańską wizę. Niestety, i tym razem decyzja jest odmowna. Jednak mężczyzna nie daje za wygraną i wciela w życie plan B. Heba jest w mocno zaawansowanej ciąży, a gdyby poród nastąpił w placówce dyplomatycznej dziecko automatycznie byłoby Amerykaninem. Wystarczy więc urodzić. Ba, ale czy można urodzić na zawołanie? Zdesperowany Hussein chwyta za broń i bierze zakładników, ciągle licząc, że żona jednak urodzi tu i teraz.
Obraz Khaleda Diaba ma pewne niedociągnięcia, jak choćby momenty kiedy Hussein nachyla się do leżącej na ziemi żony niemalże odkładając broń, a nikt z zakładników nie próbuje go wtedy zaskoczyć, jednak całościowo jest bardzo dobry, trzymający w napięciu. Na uwagę zasługują ciekawie zagrane role drugoplanowe oraz bardzo dobra muzyka autorstwa Tareka Karawana.
„Poród indukowany” („Talq Sanai”) – Egipt, 2017, 1h30, reż. Kh. Diab, wyk. M. al-Kidwani, H. Farghali, S. Ragab.
FILM W WERSJI ORYGINALNEJ

Rzadko mamy okazję oglądać na ekranach polskich kin (w normalnej, pozafestiwalowej, dystrybucji) film z Afryki subsaharyjskiej. Tym bardziej należy docenić fakt wejścia na afisze kinowe obrazu „Nie jestem czarownicą”. Co prawda film wyprodukowano dzięki pomocy Francuzów i Brytyjczyków, ale sami aktorzy są już rdzennymi Zambijczykami mówiącymi językiem bempa, zaś reżyserką dzieła jest debiutująca przy długim metrażu Zambijka Rungano Nyoni.
Kilkuletnia dziewczynka (Maggie Mulubwa) zostaje przez lokalną społeczność nazwana czarownicą i wysłana do wioski, którą zamieszkują starsze kobiety oskarżane o czary. Jednocześnie dzieckiem, w wymiarze komercyjnym, interesuje się niejaki Banda (bardzo dobra rola Henry’ego B.J. Phiriego), który po prostu postanawia na biedaczce zarobić. Shula, bo tak dziewczynkę nazwały w osadzie starsze kobiety, staje się kimś w rodzaju człowieka-słonia (cierpiącego na słoniowaciznę Josepha Merricka, którego pokazywano ludziom za opłatą), ale musi także dostosować się do warunków panujących w osadzie czarownic.
„Nie jestem czarownicą” to film, którego żaden szanujący się kinoman w Polsce przeoczyć nie może. Nie jest to arcydzieło, ale i tak bije na głowę większość amerykańskich produkcji pokazywanych w naszych multipleksach.
„Nie jestem czarownicą” („I Am Not a Witch”) – Francja, UK, Zambia, 2017, 1h33, reż. R. Nyoni, wyk. M. Mulubwa, H.B.J. Phiri, R. Mubanga
POLSKI ZWIASTUN FILMU

Ciekawy pomysł na zrobienie filmu dokumentalnego miała Brazylijka pochodzenia koreańskiego, obecna na Afrykamerze Iara Lee. Otóż przedstawiła ona współczesną Burkinę Faso, państwo leżące w Afryce Zachodniej, za pomocą bardzo krótkich rozmów z ludźmi reprezentującymi miejscową kulturę i sztukę, ale także i działaczami społecznymi. Na ekranie pokazali się, a raczej mignęli, m.in. rzeźbiarz tworzący tradycyjne maski Konaté Bomavé, znany tancerz i choreograf z grupy Foso Dance Serge Aimé Coulibaly, Sahab Kouanda, egzystujący jako Mr. Poubelle, artysta tworzący swoje dzieła ze śmieci i odpadków, pochodzący z miasta Pô wokalista Bil Aka Kora, inny piosenkarz Alif Naaba (Noura Mohamed Kaboré), kolektyw slam-poetycki z Wagadugu Qu’on Sonne et Voix-Ailes czy rapper Joey Le Soldat. Osób tych było prawie 50, natomiast sam film trwał zaledwie 72 minut, wg mnie o wiele za krótko.
Na dole dzisiejszego wpisu zamieszczam utwór jednej z bohaterek filmu – Malika Le Slameuse „Je Ne Cesserai”.
„Burkinabè Rising” – Burkina Faso / USA / Bułgaria, 2018, 1h12, reż. I. Lee, wyk. S.A. Coulibaly, Ou. Tiendrébéogo, Malika La Slameuse.
STRONA FILMU

Autor: Jacek Wojciechowski

22.04.2018