Wywiad z Barbarą Bereżańską, autorką książki „Perły rzucone przed damy”

Kategoria:

Czy Basia może zamienić się w Kasię, a Dolnoślązaczka w perłę? I owszem, nie takie rzeczy dzieją się w Internecie. Kasia Perła, autorka bloga „Perły rzucane przed damy” to tak naprawdę pochodząca ze Środy Śląskiej Barbara Bereżańska, która na swoim przykładzie postanowiła pokazać czytelnikom jak wygląda życie polskiej opiekunki osób starszych w Niemczech. Kilka miesięcy temu na rynku wydawniczym ukazała się książka o takim samym tytule jak blog, oczywiście autorstwa Barbary Bereżańskiej. Poniżej przedstawiam wywiad z autorką.

– Jak z perspektywy czasu oceniasz zmianę przez Ciebie branży pracowniczej z gastronomii na opiekę nad osobami starszymi? Weszłabyś w bycie opiekunką seniorów drugi raz czy jednak nie?

Praca w opiece pomimo licznych niepowodzeń zapewniła mi stabilizację finansową. Straciłam jednak pewność siebie. Całe życie musiałam walczyć z przeciwnościami losu. Wcześniej każda -walka dodawała mi siły. W opiece nad osobami starszymi w systemie dwadzieścia cztery godziny na dobę człowiek napotyka właściwie wciąż te same problemy. Dotyczą one zapewnienia tak podstawowych spraw, jak wyżywienie, czas wolny, czas na sen i przede wszystkim prawo decydowania o sobie samym. Człowiekowi wolnemu trudno to zrozumieć. Tymczasem taka opiekunka praktycznie staje się więźniem starszej pani. Role często są odwrócone. Osoba z demencją, która nie może decydować o sobie, dyryguje młodą, zdrową dziewczyną. Przed tym praktycznie nie można się bronić. Walczę więc o zapewnienie podstawowych potrzeb. Jednak wolności nigdy nie wywalczę. Nie w tej branży. Wcześniej nigdy bym na to nie pozwoliła, by ktoś mi odebrał moją wolność. Z czasem się poddałam. Ma to zły wpływ na poczucie własnej wartości. Od jakiegoś czasu dojrzewa we mnie decyzja, że chcę skończyć z pracą w opiece. Z pewnością jednak nie wrócę do gastronomii. Pracowałam w restauracji ponad dziesięć lat i poza doświadczeniem nic z tego nie wyniosłam. Dzięki pracy w opiece stanęłam finansowo na nogi. Jednak z wiedzą, którą obecnie posiadam, nie zdecydowałabym się ponownie zostać opiekunką. Jeszcze kilka nieprzyjemnych doświadczeń i zamknę na zawsze za sobą furtkę do świata niemieckich seniorów. Myślę, że wszystkich w tej pracy trzymają jedynie pieniądze. Jeśli ktoś mówi inaczej, to chyba nigdy nie zaznał wolności.

Czytałaś książkę autorstwa Anny Wiatr pt. „Betrojerinki. Reportaże o pracy opiekuńczej i (bez)nadziei”? Jakie są Twoje wrażenia po przeczytaniu tej publikacji? Czy tak, jak u mnie pojawiło się u Ciebie uczucie niedosytu i niewykorzystanej szansy?

Po książce spodziewałam się czegoś wielkiego. Niestety widać, że Anna Wiatr niewiele ma wspólnego z opieką nad osobami starszymi. Nie czułam tej książki. Mam wrażenie, że autorka pisząc ją, też jej nie czuła. Jako osoba związana z tematem opieki, znalazłam tam kilka ciekawych dla mnie informacji. Były to wypowiedzi ludzi, do których Ania zwracała się z prośbą o wyjaśnienie pewnych kwestii. Właściwie to tylko tyle zapamiętałam z tej książki. Dla mnie to dużo. Ale dla zwykłego czytelnika spoza branży to chyba o wiele za mało. Nie zwróciłam uwagi na żadną historię. Nie pozostała mi w pamięci żadna postać. Nawet czytając książkę, nie za bardzo wiedziałam o kim jest obecnie mowa. To ciekawy materiał, który nie został dobrze wykorzystany. Obawiam się, że informacje w książce, które są cenne dla opiekunek, nie do wszystkich trafiły. Były przedstawione w bardzo zawiły sposób.

– W swojej książce, a wcześniej na blogu, o polskich opiekunkach mówisz „perły”, na szczęście nie używając koszmarnego zwrotu obecnego u Anny Wiatr „betrojerinki”. Też Ci to słowo nie przechodzi przez gardło?

Faktycznie spolszczona nazwa brzmi dziwnie. Nawet trudno mi to wymówić. Jednak słowo Betreuerin jest jak najbardziej poprawne. Tak się nazywa wykonywany przez nas zawód. Moim zdaniem żadne słowo w języku polskim nie oddaje w stu procentach znaczenia słowa Betreuerin. Powszechnie używane słowo opiekunka jest błędnie interpretowane, ponieważ w Polsce wiążą się z nim inne obowiązki, niż w Niemczech. Ludzie wpadają ze skrajności w skrajność. Jedni myślą, że są tylko do opieki nad ludźmi starszymi, drudzy, że mamy zajmować się jedynie ich domem. A my jesteśmy kimś po środku. Przy czym prace związane bezpośrednio z podopiecznym, jak pielęgnacja, czy aktywizacja nie mogą stanowić większej części naszych obowiązków. Natomiast jeśli chodzi o czynności medyczne, to nie mamy prawa ich wykonywać. Być może właśnie dlatego to słowo zostało użyte przez autorkę.

– Duże zainteresowanie czytelników Twoim blogiem „Perły rzucone przed damy” spowodowało to, że napisałaś książkę pod tym samym tytułem. Zrobiłaś to korzystając z systemu wydawniczego Fortunet. Żadne popularne wydawnictwo nie było zainteresowane wydaniem „Pereł” czy po prostu nawet tego nie sprawdzałaś?

Postanowiłam wydać książkę. Skoro jest taka możliwość, że można zrobić to samemu, dlaczego miałabym miesiącami chodzić od jednego wydawnictwa do drugiego i szukać kogoś, kto będzie zainteresowany moją książką? Nawet nie brałam takiej ewentualności pod uwagę. Wysłałam materiał na książkę do wyceny do dwóch wydawnictw. Jedno odpowiadało ospale i brak było konkretów. Wydawnictwo Poligraf udzielało mi szybko wyczerpujących odpowiedzi i nie wahałam się ani chwili. Książka była gotowa w ciągu czterech miesięcy. Jedyne czego żałuję, to że nie mogę się zająć sama dystrybucją. Pracując za granicą, co rusz w innych miejscach, nie za bardzo mogę się tym zająć osobiście.

– Demencja to słowo-klucz napisanej przez Ciebie książki. Poznałaś wiele podopiecznych cierpiących na tę chorobę. Czy wzrósł przez to u Ciebie poziom strachu, że być może też będziesz musiała się zmagać na starość z demencją?

Demencja jest trudniejsza dla otoczenia niż dla osoby nią dotkniętej. W początkowej fazie, gdy człowiek zdaje sobie sprawę, że dotyka go otępienie starcze, faktycznie bardzo cierpi. Później żyje w swoim świecie. Bardzo często demencja przychodzi w krytycznych momentach naszego życia – po przejściu ciężkiej choroby, straty osoby bliskiej. Człowiek zapomina o tym, czego nie może znieść. W pewnym sensie jest więc szczęśliwszy. To jest tak, jakby był to mechanizm obronny człowieka. Bardziej boję się kalectwa, cierpienia i bycia świadomą tego wszystkiego. Może dlatego chętnie pracuję z ludźmi chorymi na otępienie starcze. Nie przeraża mnie ta choroba. Często żałuję, że ktoś nie stworzył mi dobrych warunków pracy. Zostawiam ludzi, z którymi tak naprawdę chętnie bym pracowała, gdybym miała odpowiednie warunki.

Twoją książkę czytało mi się bardzo dobrze. Jeśli miałbym doszukiwać się minusów, a nie byłbym sobą gdybym tego nie zrobił, to z pewnością byłaby to kwestia imion. Twoje niemieckie podopieczne mają w książce najczęściej polskie imiona, czyli Katarzyna, Elżbieta etc. Nie sądzę, aby były to osoby polskiego pochodzenia. Rozumiem więc, że zmiana była celowa, by czytelnik miał łatwiej, prawda?

Nie myślałam w ten sposób nadając imiona moim bohaterom. Są to spolszczone niemieckie imiona. Katharina – Katarzyna, Elisabeth – Elżbieta. Może faktycznie zrobiłam to dla polskojęzycznego czytelnika, ale raczej zupełnie nieświadomie. Pisząc książkę po niemiecku z pewnością bym tego nie zrobiła. Opiekunki przedstawiając się w Niemczech zniemczają czasami swoje imię. Dla mnie to naturalne i działa w dwie strony. Jeśli chodzi o pochodzenie moich podopiecznych to opiekowałam się kobietą, która pochodziła z Czechosłowacji. Rodzice Elżbiety przybyli do Niemiec z Polski. Ponoć uczyła się ona w szkole języka polskiego. Jednak nie miała polskiego imienia. Gdy ją poznałam, mówiła już niewiele nawet w języku niemieckim. Pani Kowalski w rzeczywistości również miała polskie nazwisko. Kto wie, ilu z moich podopiecznych tak naprawdę było rodowitymi Niemcami.

W książce kilka razy wspomniałaś, że spotkałaś się u Niemców z weightyzmem, czyli dyskryminacją ze względu na wagę ciała. W Polsce też jest z tym niewesoło. Gdzie jest pod tym względem gorzej, u naszych zachodnich sąsiadów czy nad Wisłą? Pytam jako osoba nieszczupła, realnie zainteresowana problemem.

Właściwie w Niemczech to dopiero w opiece boleśnie to odczułam. Myślę, że Niemcy po drugiej wojnie światowej bardzo obawiają się posądzenia o dyskryminację na jakimkolwiek tle. Być może myślą swoje, ale nigdy nie powiedzą tego głośno. Dopiero na starość, w obliczu choroby, gdy puszczają hamulce, można spotkać się z dyskryminacją pod różnymi względami. Osoby takie, szukają czułych punktów. U mnie za taką słabość postrzegali moja wagę. U innej opiekunki może to być zupełnie coś innego. W Polsce jest chyba gorzej pod tym względem. Człowiek doświadcza tego nawet w sklepie na zakupach, gdzie rozmiary ubrań jeszcze całkiem niedawno kończyły się na numerze 42. W Niemczech duże rozmiary są niemal w każdym sklepie, a kończą się chyba na rozmiarze 56, czy nawet 58.

Od wydania „Pereł” minęło kilka miesięcy. Czy masz jakiekolwiek sygnały, że z lekturą zapoznali się sami Niemcy? Pewnie brak przekładu jest tutaj przeszkodą numer jeden.

Osoby, które dowiedziały się, że napisałam książkę, pytały, czy jest dostępna w języku niemieckim. Pewnie z chęcią by ją przeczytały. Natomiast ja nie jestem pewna, czy są oni gotowi na to, by dowiedzieć się, co przeżywa polska opiekunka w ich domach. Rodziny, u których bywam, sprawiają zazwyczaj wrażenie nieświadomych, że ich zachowanie jest nie takie, jak powinno być.

– Pewnie za szybko pytam, ale czy masz w planach kolejną książkę? Jeśli tak, to czy będzie to przebieg Twoich kolejnych zleceń, a może połknęłaś bakcyla pisania i myślisz nad zupełnie innym tematem?

Jeszcze zanim „Perły rzucone przed damy” weszły do sprzedaży, napisałam poradnik dla opiekunek „(Bez)silna opiekunka”. Dałam go nawet do wyceny. W ostatniej chwili postanowiłam się jednak wstrzymać z jego wydaniem. Myślę, że zostanie w szufladzie. Jeśli coś napiszę, to tematyka będzie zupełnie inna. Po co komuś dwie takie same książki. Ale nie sądzę, by nastąpiło to w najbliższym czasie.

Na koniec, wiem, że to banalne pytanie, ale ja zajmuję się głównie tematami muzycznymi, więc… trzy Twoje ulubione piosenki?

1. „Wiem, że jesteś tam”Ania Wyszkoni, 2. „What About Us”Pink, 3. „Mensch”Herbert Grönemeyer.

Dziękuję za wywiad.

(jako ilustrację muzyczną zamieszczam trzecią propozycję autorki, utwór „Mensch” w wykonaniu Herberta Grönemeyera; zdjęcia pochodzą ze zbiorów autorki)

Barbara Bereżańska
Pseudonim blogerski: Kasia Perła.
Ur. 1978 r. – Środa Śląska, woj, wrocławskie (obecnie woj. dolnośląskie), Polska.
Publikacje książkowe: „(Bez)silna opiekunka” (niewydana), „Perły rzucone przed damy” (Wydawnictwo Poligraf, 2018).
Adres bloga: http://kasiaperla.blogspot.com

Autor: Jacek Wojciechowski

12.11.2018