Wywiad Lonely Sinners

Kategoria:

Wywiad Lonely Sinners dla Zażyj Kultury.

LonelySinners1Nika i Seb znani m.in. z zespołu Newtones założyli nowy projekt: Lonely Sinners i wydali EPkę No to Love. Znalazło się na niej 5 utworów utrzymanych w klimacie dream pop i IDM, elektronika – pokazująca niekiedy industrialnego pazura. Album powstał w USA, gdzie Nika i Seb obecnie tworzą, a masteringiem albumu zajął się Rafael Anton Irissari (Black Knoll Studio) – kompozytor i producent, który współpracował m.in. z Tycho, Telefon Tel Aviv i Michałem Jacaszkiem. Po przesłuchaniu i zrecenzowaniu EPki przyszedł czas na wywiad 🙂

– Czy w Waszym życiu był jeden taki charakterystyczny moment, w którym poczuliście, że muzyka jest tym, czemu zamierzacie się poświęcić? Czy to był przebłysk „a może by tak?”, czy stanowcze „to jest to!”?

Nika: Droga powrotna z przymusowo skróconego obozu harcerskiego, z którego wyrzucili mnie razem z przyjaciółką. Miałyśmy po 14 lat. Wracałyśmy autem z jej ojcem, malarzem, który – jak to artyści – docierał do niebanalnych wykonawców i miał kolekcję mało wtedy popularnej zagranicznej muzyki. Puszczał nam instrumentalne kawałki, pełne magicznych wówczas dla mnie dźwięków. Ekstatyczna eksplozja w mojej głowie! Muzyka która samoistnie wizualizowała mi obrazy: brzeg morza, rozpędzone chmury, galopujące konie, czasem żar słońca, kroki kogoś w antycznych szatach gdzieś na pustynnym piasku, innym razem gwar uczty, przepych, brzdęk biżuterii, chłód posadzki w królewskim przybytku. Niczym obrazy klimatem przypominające rysunki Rosińskiego z „Czarnej Galery” i innych „Thorgali”. Słuchaliśmy wtedy Andreas Vollenweider „White Winds” i „Caverna Magica” i chociaż dziś ta muzyka już mnie tak nie porywa, to wiem, że wtedy poruszyła we mnie strunę, która absolutnie rozkochała mnie w dźwiękach.

Z kolei śpiew to jeszcze wcześniejsza fascynacja: mój tata, chrzestna i babcia zawsze śpiewali w chórach kościelnych. To były ulubione momenty mszy, na które prowadzali mnie rodzice. Zakochałam się w potędze pogłosu, w magii akustyki kościołów i katedr. I w przepięknej harmonii głosów. Było w tym coś hipnotycznego i niezwykle przyjemnego. Też chciałam wytwarzać taką magię, choć w chórze nigdy nie śpiewałam.

Seb: To rodziło się we mnie powoli, ale wielu rzeczy jako nastolatek nie kumałem do końca. Ale takim punktem zwrotnym był chyba koncert zespołu Metallica w Polsce, w Katowicach w 1987 roku, kiedy zorientowałem się, że stoję nie po tej stronie sceny. Mając wtedy 17 lat uświadomiłem sobie, że to jest moja droga i moje miejsce jest na scenie. I choć różnie z tym potem bywało, muzyka stale mi towarzyszy.

– Pytanie do Seba. Jeżeli miałbyś określić jednym słowem Nikę, co by to było? I dlaczego?

S: Uczciwość. Nika we wszystkim co robi jest uczciwa i nigdy nie oszukuje.

– To samo pytanie do Niki. Jedno słowo określające Seba?

N: Lustro. Wiele nas łączy. Dobrego i złego.

– Nika, piszesz teksty piosenek. To jedyna przygoda z pisaniem, czy miałaś jakieś inne akcenty literackie? Scenariusz filmowy, powieść? Brałaś pod uwagę coś innego? Czy może była to od zawsze muzyka? Jak bardzo osobiste są treści utworów?

N: Piszę wiersze. Wcielam się w ich w role, których nie odważyłabym się odgrywać w rzeczywistości. Jestem demonem, sadystą, alkoholikiem, prostytutką. Piszę też erotyki, najczęściej humorystyczne. No i oczywiście moje lamenty, kiedy przeżywam swoje małe śmierci.

W dzieciństwie (miałam chyba z 8 lat) razem z koleżanką napisałyśmy „książkę” o uzależnionej od heroiny dziewczynie w ciąży, no straszny dół, ale chyba chodziło nam o bezpieczne dotykanie zakazanych sfer, jakimi wówczas były dla nas seks i narkotyki. Razem też ilustrowałyśmy to nasze nieudolne dziełko i była przy tym masa ekscytacji.

Potem spróbowałam swoich sił jako autorka kryminału, ale nigdy go nie skończyłam, bo do tego trzeba ogarniać gry logiczne. Zamknęłam więc ten rozdział uznaniem, że Agatha Christie jest tylko jedna 🙂

W międzyczasie skleciłam kilkanaście opowiadań, mniej lub bardziej udanych, jak na tamten czas.

Manifesty artystyczne piszę regularnie od późnej podstawówki. Zawsze jestem zakłopotana, kiedy odczytuję je po jakimś czasie. Rozumiem, że sztuka oczekuje komentarza odbiorcy, ale komentarz artysty jest bolesnie żenujący. Mimo to je piszę. Patetycznie.

Z kolei z Sebą stworzyliśmy scenariusz muzycznego filmu dokumentalnego „Człowiek Ucho”, o legendarnym nauczycielu śpiewu Tadeuszu Konadorze, (który współpracował m.in. z Korą, Kayah, siostrami Przybysz) i którego pokaz odbył się w czerwcu tego roku w warszawskim kinie Luna. Pomysł na film wyszedł od Seba, a scenariusz tworzyliśmy wspólnie w trakcie postprodukcji, więc nie było to typowe „pisanie”. Przyjęcie filmu było za to bardzo dobre, więc chyba ta sztuka nam wyszła przyzwoicie.

Odpowiadając z kolei o treści moich utworów: są osobiste. Piszę o tym, co w danej chwili podsuwa mi muzyka.

– Jakie było największe poświęcenie, na jakie musieliście się zdobyć dla muzyki?

N: Żyję z osobą, z którą tworzę, więc nie ma w moim życiu poświęceń partnera czy rodziny. Ale rozumiem, że muzyka może być dla kogoś tak ważna, że dzielenie życia z kimś, kto tego nie czuję, nie ma sensu.

S: Musiałem popracować na budowie, żeby kupić pierwszego Marshalla full stacka do grania metalu. Było ciężko, ale dało mi to pojęcie o rasowym brzmieniu i wreszcie wiedziałem, co gram 🙂

– Wsparcie rodziny i przyjaciół to jedna z najważniejszych rzeczy, której potrzebuje artysta. Czy wasze rodziny i przyjaciele w tej kwestii są niezawodni, czy może wręcz przeciwnie, chcieliby mieć was jedynie i całkowicie dla siebie?

N: Powiem tak: Wsparcie rodziny rośnie z biegiem lat 🙂 Znajomi dopingują. Zaskakująca i pokrzepiająca była obecność-niespodzianka mojej przyjaciółki Angeliny, która z Warszawy przyjechała na nasz koncert w Toruniu. Wtedy poczułam, co to jest wsparcie. I przyjaźń.

S: Doceniłem to dopiero na emigracji, jakie jest to ważne, żeby mieć bezpośredni kontakt z rodziną i przyjaciółmi. To jeden z powodów, dla kórego chyba nie jestem do końca stworzony do emigracji.

– Wasz projekt, cała twórczość, to niemal jedna wielka wędrówka po świecie. Jak to jest żyć na walizkach? Poznawać nowych ludzi, zwiedzać nowe miejsca. Czy czasem czujecie zmęczenie i potrzebujecie naładować gdzieś w samotności akumulatory?

N: Aż tak dużo nie podróżujemy, ale można powiedzieć, że Florydę i Kalifornię poznaliśmy bliżej. Na pewno jest to inspirujące, ale nie dlatego, że zachwycasz się kulturową odmiennością, bo w ten sposób fascynuje się turysta. Żyjąc tu, pracując, szukając „swoich” dróg w obcym świecie, zauważasz zmiany w sobie. Widzisz jaki wpływ na ciebie ma konfrontacja z nieznaną Ci rzeczywistością. Wiele rzeczy Cię przerasta, wiele wydaje się niedoścignionych, ale ty rośniesz w siłę, bo poznajesz siebie przez ten nowy kontekst. Obserwujesz swoje reakcje, odruchy i zaczynasz definiować siebie na nowo. I ta przemiana jest bardzo inspirująca.

S: Chyba kiedyś wolałem życie w trasie, teraz zdecydowanie wolę być w jednym miejscu, w swoim studio, a przemieszczać się tylko na koncerty, lub ewentualnie promocje.

– Dużo podróży, wiele nowych miejsc, czy jest na świecie jakiś zakątek, do którego z pewnością chcielibyście wrócić?

N: Warszawa, bo to nasze miasto. A będąc tam zapewne zatęsknimy do kalifornijskiego słońca, które jest źródłem uśmiechniętych twarzy, tolerancji, wolności, muzyki i pięknych kwiecistych drzew. Z pewnością zatęsknimy do kolorytu tego pozytywnego miejsca.

S: Warszawa, Mazury i Hawaje 🙂 To chyba te miejsca do których chciałbym wracać… jednak moje  serce zawsze jest z Warszawą.

– W całej swojej karierze oboje mieliście na pewno do czynienia z wieloma osobami związanymi z muzyką, ale i nie tylko. Czy jest w tej branży ktoś, kto szczególnie zapadł wam w serce?

N: Każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Dla mnie taką postacią jest Tadeusz Konador, muzyk i nauczyciel głosu (o nim ten w.w. film). Jest przewodnikiem po walce z własnymi psychicznymi barierami. Łamie je miłością do ucznia. W ten sposób uczy wolności. Prawdziwy hipis.

S: Robert Sadowski, nie żyjący już gitarzysta formacji Houk, Kobong, Robot. Wizjoner, niesamowicie zdolny facet. Sporo się od niego  nauczyłem o emocjach gitary.

– Niko, pisząc, śpiewając, otwierasz się na doznania, dajesz ludziom inspiracje, dajesz coś, co budzi w nich radość, fascynuje. Jak to jest mieć świadomość, że karmisz pozytywną energią tysiące ludzi?

N: Ha ha! Zapytaj mnie o to, jak tak będzie 🙂 Ja jestem wciąż na początku i nie mam jeszcze takiego wpływ na ludzi. Mogę jedynie wyobrażać sobie, że taki odbiór zobowiązuje do artystycznej szczerości. Ściema na dużą skalę jest zbiorową zbrodnią.

– Pytanie do Seba. (Wiem, że pozostawiasz Nice udzielania odpowiedzi, lecz znana jestem z dręczenia ludzi, a na to pytanie bardzo chciałabym poznać twoją odpowiedź). Masz możliwość wybrać sobie osobę, z którą przeprowadzisz wywiad. Kogokolwiek. Może to być ktoś, kto żyje współcześnie, ale masz też możliwość dowiedzieć się czegoś od osób, które nie dożyły powstania No to love. Jimi Hendrix, Aleister Crowley, a może Kleopatra? Kogo wybierasz i o co pytasz? Jedno najistotniejsze pytanie.

S: Ughh… Nie dajesz mi szerokiego pola manewru, jestem wielordzeniowy, wiec takich osób jest sporo, ale gdybym miał wybrać tę jedyną…  chciałbym pogadać z Arturem C. Clarkiem i chyba z ze Stanleyem Kubrickiem. To dwie osoby, które rozpaliły moja miłość do SF i filmu.

A zapytałbym… to nic górnolotnego  „dlaczego tak to zrobili?”

– Niko, teraz wywiad przeprowadzasz Ty. James Dean, czy Jim Morrison? Kogo wybierasz i o co pytasz?

N: Wybieram przedstawiciela początku cywilizacji ziemskiej i pytam ”skąd się wziął człowiek?”
A jeśli mam wybrać między Deanem i Morrisonem, to pytam Jima, jakby opisał życie po śmierci.

– Powyższe pytanie i te, to moje standardowe. Zadaję je każdemu i chyba najbardziej je lubię. Seba, tym razem masz możliwość na jeden dzień stać się kimkolwiek i również, jak w poprzednim pytaniu, wybór jest nieograniczony. Obojętnie czy osoba ta żyje współcześnie, czy umarła dawno temu. Kim stajesz się na dwadzieścia cztery godziny? I dlaczego wybierasz właśnie tę osobę?

S: Chyba wcieliłbym się w Steve’a Jobsa i przeniósł do tego garażu w Krzemowej Dolinie, gdzie powstawał pierwszy komputer Apple. Chciałbym być w tym momencie, kiedy Steve mówi do drugiego Steva (Wożniaka – współzałożyciela Apple) “odpalaj zobaczymy czy zadziała”… No i ten moment po, kiedy właśnie narodziła się legenda, która zmieniała nasz obecny świat.

– Niko, teraz to samo pytanie do Ciebie. Kim stajesz się na jeden dzień?

N: Mężczyzną, żeby poczuć tę różnicę 🙂 I najlepiej jakimś filozofem, bo pewnie napisałabym przy okazji kilka dobrych tekstów.

– Kto lub co jest Waszą największą inspiracją?

N: Muzycznie: Lisa Gerrard za monumentalizm, FSOL, Leftfield, Orbital za dźwiękowe pejzaże, Portishead, Tricky, Massive Attack, Tab Two za bardzo dobry vibe, Sade za spójne piękno, Stephen Bodzin i Jon Hopkins za nowatorstwo muzyki poważnej, Eva Cassidy za mistrzowską interpretację, Billy Holiday za prostolinijność.

Inspiruje mnie również współczesne malarstwo abstrakcyjne. Być może dlatego, że często są to ilustracje myśli prowadzonej przez muzykę, wielu artystów tak tworzy. Henryk Stażewski jest moim numerem jeden. Lubię też takich popaprańców, jak Jean Marc Calvet i wielu wielu innych, ale to temat szeroki, na osobną rozmowę.

S: Nine Inch Nails za klimat i doły, King Crimson za polirytmię, Pink Floyd za loty, Peter Gabriel za serce i wizje, Massive Attack za trans…

– Czy można liczyć na to, że kolejne utwory utrzymane będą w takim samym klimacie?

N: Będzie momentami mrocznie, momentami lirycznie, a ogólnie chyba trochę ciężej (co nie oznacza, że ostrzej). Dużo tym razem wnosi Seb, więc będzie na pewno ciekawie 🙂

S: Myślę że będzie dużo mroczniej i ciężej, nasza pierwsza EP to zbiór bardziej Dramowej elektroniki, która powstała jeszcze na Żoliborzu :), a Kalifornia zobowiązuje hahaha do robienia bardziej mrocznej muzy. Na przekór ogólnego mainstreamowego wizerunku Kalifornii i wszechobecnegu bounce’u, to dość psychodeliczne i mroczne miejsce na ziemi. Wystarczy wyjść na zaplecze… z przodu jest piękna reklamowa fasada, a z tylu jest prawda.

– Czy jesteście wobec siebie krytyczni?

N: (Jeśli chodzi o to czy jesteśmy krytyczni wobec siebie nawzajem): Ja jestem. Mam potem wyrzuty sumienia, ale i poczucie, że tak trzeba. Seb jest wobec mnie delikatny.

(Jeśli chodzi o bycie krytycznym wobec samego siebie): Jestem. Podobno za bardzo.

S: (Jeśli chodzi o to czy jesteśmy krytyczni wobec siebie nawzajem): Myślę, że jesteśmy, nie mam oporów powiedzieć Nice, co myślę na dany temat.

(Jeśli chodzi o bycie krytycznym wobec samego siebie): Staram się być, nigdy nie miałem rozrośniętego ego, odpuszczam dla dobra sztuki.

– Jakie są dla was różnice między życiem w Polsce a życiem w USA? Czy jest coś, za czym tęsknicie, mieszkając w Kalifornii i coś czego wam brakuje, gdy wracacie do Polski?

N: Różnice są diametralne, ale ta główna to inna mentalność, bo inny bagaż kulturowy. Bez ogródek powiem, że życzyłabym Polakom wielu cech typowego Kalifornijczyka. Żyje się tu łatwiej, bo można być sobą. Im jesteś większym indywiduum, tym większe wzbudzasz zainteresowanie. Kult wolności określa to, co i jak robisz. Kultura zwracania uwagi na obecność innych, jest powszechna: żeby nie przeszkadzać, nie trącać w tłumie, otwierać drzwi poczty komuś, kto w obu rękach niesie paczki do wysłania, nie drzeć się na osiedlowym basenie, przepuszczać i pozdrawiać w ruchu drogowym, pytać czy wszystko ok, jeśli ktoś obok wygląda niewyraźnie, zaczepiać pozytywnym tekstem, gdy zauważysz u kogoś coś fajnego, mówić sobie „cześć”, gdy podczas spaceru w lesie spotykasz jedynego oprócz siebie człowieka. To wszystko daje Ci wrażenie, że jako człowiek żyjesz we właściwym miejscu. W cywilizowanym świecie. W godności.

Za tym wszystkim będziemy bezwzględnie tęsknić, jeśli wrócimy do Polski.

A będąc w Kalifornii tęsknimy na pewno za rodzinami i przyjaciółmi, bo to są tacy „swoi” ludzie. I rozłąka z nimi zaczyna na poważnie doskwierać po kilku latach rozłąki. Brakuje nam też polskiego jedzenia 🙂

S: Zdecydowanie brakuje mi przyjaciół, rodziny i swojskiego jedzenia oraz pięknej czystej mazurskiej wody 🙂

– Dlaczego właśnie Stany i Kalifornia? Mogliście przecież wybrać Francję, Kanadę, Meksyk. Co było powodem tej decyzji?

N: Bardzo chcieliśmy ruszyć się z kraju, żeby zobaczyć kawałek innego świata. Tak na dłużej. Zobaczyć jak można żyć inaczej. Myśleliśmy o Kanadzie, bo Stany były trochę mało osiągalne przez ten cały wizowy system. I zdarzyło się tak, że Seba totalnie na wariata zgłosił nas do loterii na zieloną kartę. I wygrał! 🙂 No więc pojechaliśmy. Okazało się, że kolega Seba, też muzyk, mieszka na Florydzie i pozwolił nam się u siebie zatrzymać. Po kilku miesiącach spędzonych na rajskim lecz zbyt dla nas leniwym Key West, postanowiliśmy ruszyć po więcej wrażeń, bliżej muzyki, nie rezygnując ze słońca. Tak trafiliśmy do Kalifornii i póki co nie planujemy się nigdzie przenosić.

S: Chyba Nika powiedziała to perfekcyjnie, w kilku słowach, choć zawsze od małego fascynowałem się amerykańskimi militariami oraz gadżetami wojskowymi i widocznie ta biała gwiazda była mi pisana 🙂

– Jakie są wasze dalsze plany zawodowe i kiedy można spodziewać się kolejnego materiału?

N: Plany to głównie koncerty. Nowy materiał powstaje i fajnie, gdyby udało nam się wydać go jeszcze w tym roku lub najpóźniej na wiosnę przyszłego.

S: Chcemy go zrobić, a przynajmniej zamknąć temat aranży jeszcze w tym roku. Mamy już około 10-11 kompozycji wstępnie zaaranżowanych. Teraz je układam i  będziemy pewnie – online i nie tylko – dogrywać niektóre elementy nowej muzyki, a Nika pisze teksty i układa linie wokali.

Dziękuję za wywiad i życzę wielu sukcesów.

N: Dzięki i wzajemnie.

S: My również dziękujemy i pozdrawiamy 🙂

Pytania opracowała le_mante

Autor: redakcja

15.08.2018