„Nawałnica Mieczy. Stal i śnieg” – George R. R. Martin

Kategoria:

Westeros zawładnęła wojna.

Nie wiadomo kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Nawet nie wiadomo kto jest królem.
Joffrey, Rob, a może Stannis? Wszystkie rody walczą między sobą, jednak wszyscy boją się najbardziej Lannisterów, słynących z okrucieństwa i nieszczerych obietnic. Natomiast rodzeństwo Starków jest oddalone od siebie wiele tysięcy mil, tylko wilkory ich chronią.
Są ich wiernymi obrońcami i czymś więcej… Gdy rody palą między sobą mosty, za Murem zbierają się dzicy. Lecz nie oni są zagrożeniem, tylko białe istoty o błękitnych oczach – Inni. Jednak to nie koniec niebezpieczeństw. Narodzone smoki rosną, a Królowa Zrodzona z Burzy, Matka Smoków zdobywa potęgę.
Obecnie „Pieśń Lodu i Ognia” zdobywa coraz większą sławę. Coraz więcej osób chce się zapoznać z kontrowersyjną twórczością Martina. Mnie jednak nie przyciągnęła sława, lecz zamki. Od dawna mam zamiłowanie do zamków, królów i średniowiecza. Poza tym bardzo lubię fantastykę, więc takie połączenie jak najbardziej mi odpowiada. „Gra o tron” zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, „Starcie królów” uważam za bardzo dobrą książkę, a „Nawałnicę mieczy”? Muszę przyznać, że trochę się rozczarowałam. Spodziewałam się czegoś „wow”, a spotkałam normalna powieść, która niczym się nie wyróżnia.
Książki Martina są typowymi „tasiemcami”. Są długie i czasami bardzo nużące. Wśród istotnych wydarzeń przewija się bardzo dużo scen, które nic nie wprowadzają do opowieści. Przynajmniej takie miałam odczucia, czytając tę część. Takie wydarzenia są potrzebne, aby stworzyć świat powieści, ale tutaj wybiegają sporo poza swoją rolę. Kolejną rzeczą jest podział książki na postacie. Mam mieszane uczucia co do tego. Z jednej strony to jest jedyne wyjście, żebyśmy mogli poznać historię z różnych stron. Dzięki temu możemy wiedzieć, co się dzieje w całym Westeros, a nawet poza jego granicami. Jednak autor często przerywa w najciekawszych momentach. Byłoby to dobre, gdyby pojawiało się od czasu do czasu, a zdarza się to prawie w każdym rozdziale. Zamiast pobudzać ciekawość, irytuje. Kolejną wadą jest zakończenie.
W poprzednich częściach bardzo mi się podobało, a tu niekoniecznie. Wygląda, jakby autor zapomniał, że to już pora skończyć i przerwał w pierwszym, lepszym momencie.
Wymieniłam wszystkie istotne wady, a teraz pora na zalety. Uwielbiam w tej powieści, że tak dobrze poznajemy bohaterów. Jest ich tak dużo, że mamy całą paletę charakterów. Są osoby, które podziwiam, nienawidzę, irytują mnie, są obojętne.
Bardzo spodobało mi się, że Martin wprowadził do rozdziałów Jaime’a Lannistera. Ta postać jest wyjątkowo barwna i fascynująca. Książka zachwyciła mnie swoją przewidywalnością, które jest nieprzewidywalna. Brzmi paradoksalnie, ale tak jest. Nigdy nie możemy przewidzieć co się stanie, jednak zawsze wiemy, że nic się nie stanie po myśli bohaterów. Tak jak w prawdziwym życiu. Nigdy nie będzie idealnie.
Książkę czyta się dobrze i w miarę szybko, jak na jej rozmiary, które wcale nie są takie wielkie, jak się wydaje. Jeśli ktoś lubi średniowiecze i baśnie, to powieść jest dla niego idealna. Wystarczy trochę czasu i chęci, żeby przenieść się w świat wojny, zamków i niespełnionej miłości.
W końcu „w grze o tron albo się wygrywa, albo ginie” – Cersei Lannister.
Nawałnica Mieczy

Tytuł: Nawałnica Mieczy. Stal i śnieg.

Autor: George R.R. Martin

Kategoria: Fantastyka

Wydawnictwo: Zysk i Spółka

Liczba stron: 736

Data wydania: 2 kwietnia 2013

Ocena:

Autor: Olga Piechota

25.11.2014