Śpiewaj ogrody – Paweł Huelle

Kategoria:

Już na samym początku muszę wyrazić swój zachwyt nad tą książką. Powiem szczerze, iż czekałam długo na nową fabularną propozycję gdańskiego pisarza. Powieści Śpiewaj ogrody nie można nic zarzucić, no może tylko mały flirt Pawła Huellego z literaturą popularną. W swojej najnowszej fabule, autor znakomitego pod względem literackim Weisera Dawidka, a zarazem piewca dawnego, nieistniejącego już Gdańska po raz kolejny zabiera czytelnika w nostalgiczną podróż do tego niesamowitego, wielokulturowego miasta. Miasta, które II wojna światowa i zajęcie go przez Armię Czerwoną kompletnie unicestwiły. Wydarzenia z lat 1939-45 stały się w opisywanej przez Huellego przestrzeni zmierzchem pewnego okresu, końcem jego etniczno-kulturowej różnorodności. Wątek dotyczący wkroczenia do miasta sowieckich żołnierzy przez autora został bardzo szczegółowo przedstawiony. „Wyzwolenie” Gdańska stanowiło dramatyczny moment szczególnie dla młodej i pięknej wówczas Grety, która podobnie jak wiele niemieckich kobiet, narażona została na seksualną przemoc ze strony radzieckich sołdatów, urządzających w jej mieszkaniu kwaterę dla wojska oraz prowadzących pijackie i rozwiązłe życie. Przypomina mi się w tym miejscu tragizm filmowej bohaterki Róży Wojtka Smarzowskiego.

Po nie do końca udanej współczesnej Ostatniej wieczerzy gdański pisarz sięga po sprawdzony w literaturze, nie tylko ostatnich lat, kostium historyczny, w tym wypadku z ostatnich lat międzywojnia oraz czasów wojny, kiedy w Wolnym Mieście Gdańsku kiełkowała powoli, by później wybuchnąć, nazistowska ideologia, budząc najpierw niepokój, a w miarę rozwoju sytuacji uzasadnione obawy o swoją przyszłość wśród Polaków tam mieszkających.

Justyna Sobolewska recenzując Śpiewaj ogrody, napisała w „Polityce”, że ­Huelle tworzy panoramę powikłanych losów: pojawiają się Niemcy przeciwni Hitlerowi, Kaszubi siłą wcielani do Wehrmachtu, Niemcy, którzy po wojnie zostają w Gdańsku. Chciałabym krótko odnieść się do słów tej przenikliwej w ocenach współczesnej polskiej prozy krytyczki. O Niemcu, który po wojnie zdecydował się pozostać w swoim mieście, powieść już powstała, Stefan Chwin napisał w połowie lat dziewięćdziesiątych genialnego pod wieloma względami Hanemanna. Podobnie jak tytułowy bohater Chwina, po wojnie w Gdańsku pozostaje Greta. Autor Panny Ferbelin, analogicznie jak Paweł Huelle, również portretuje Gdańsk, dzięki czemu ocala to wielokulturowe kiedyś miasto przed zapomnieniem.

Huelle konstruując literacką fikcję ukonstytuowaną w przeszłości, podobnie jak inni polscy pisarze unika generalizowania i tworzenia uproszczonych, a zarazem negatywnie wartościujących wzorców czytania przeszłości. Pozwala taki literacki zabieg spojrzeć na nią bez ideologicznego balastu. Jest jednak pisarz na tym gruncie bardzo ostrożny, bo ma z pewnością świadomość uwikłania tekstu literackiego w polityczny dyskurs. Takiego rodzaju książka nie posiada wówczas żadnych wartości artystycznych. Mówi nam bardzo dyskretnie autor, że nie wszyscy Niemcy dali się zmanipulować doktrynie nazizmu tak, jak Kaszubi nie mieli prawa wyrażać sprzeciwu, kiedy jako mniejszość narodowa byli siłą wcielani do oddziałów Wehrmachtu. Tylko historyczny ignorant nie jest w stanie pojąć tego typu skomplikowań. W literaturze polskiej ostatnich lat (ten tekst również to potwierdza) historia zostaje poddawana rewizji, co nie wszystkim się podoba. Mnie akurat tak, bo świadczy to o dojrzałości literatury, jeżeli potrafi ona mówić o kwestiach trudnych i niezbyt chlubnych nie w sposób strywializowany, zideologizowany i szablonowy, lecz usiłuje stwarzać poważny i pozbawiony jednowymiarowości dyskurs na temat przeszłości. Amerykański historyk i teoretyk literatury Hayden White, podważając naukowość historii w książce Poetyka pisarstwa historycznego jasno dał do zrozumienia, że nie jest historia niczym innym jak jednym z wariantów mówienia na temat tego, co było. Wersji jednego wydarzenia historycznego może być kilka. Historia to zatem nic innego jak narracja, opowieść.

Osobliwy portret Gdańska z początku XX stulecia zawarł Paweł Huelle wcześniej w powieści Castorp, która stanowi intertekstualną wariację na temat Czarodziejskiej Góry Tomasza Manna. Wróćmy jednak do ostatniej powieści autora Weisera Dawidka. Rację ma krytyczka z „Polityki”, bowiem na tle nieistniejącego już w sensie historyczno-kulturowym Gdańska rozgrywają się niezwykle pogmatwane w znaczeniu społeczno-politycznym losy bohaterów. Ich zawiłe koleje pisarz spaja wątkiem sensacyjnym dotyczącym zagadkowych osiemnastowiecznych rękopisów ukrytych w metalowych skrzyniach. Ów wątek nasunął mi być może dziwne skojarzenie z postacią markiza de Sade’a. Wydaje mi się, że podobną historię do tej, którą poznajemy z pamiętnika, mógłby opisać najsłynniejszy libertyn, ale rzecz jasna, w bardziej perwersyjnej formie. Czym są owe pamiętniki i jaka wynaturzona opowieść się za nimi kryje, tego Czytelnikom nie zdradzę. Powiem tylko, że dotyczy ona wspomnianego przeze mnie na początku Francuza noszącego nazwisko François de Venancourt, którego arystokratyczny ród przez stulecia zarządzał domem przy ulicy Polanki. Okazuje się i w tej książce, że stare domy mają swoje niezwykle mroczne historie (sięgnięcie przez Huellego po elementy z gatunku powieści grozy).

W Śpiewaj ogrody, urzekło mnie także wprowadzenie na różnych zasadach (najczęściej jest to aluzja) przez pisarza do tekstu postaci związanych z kulturą wysoką. W różnych kontekstach przywołani bywają: Wagner, Nietzsche, Rilke, Sartre, Camus czy Lou Salomé – tragiczna postać kobiety przeklętej, niszczącej mężczyzn, rosyjskiej arystokratki, kochanki Rilkego i Paula Rée, kobiety, w której zadurzony był również Nietzsche.

Dość enigmatyczny tytuł powieści prozaik zaczerpnął z wiersza niemieckiego modernistycznego poety Rainera Marii Rilkego. – Śpiewaj ogrody. Singe die Gärten. To zdanie z Rilkego, które oczarowało Ernesta Teodora. Paweł Huelle skonstruował wciągającą opowieść o mieszkańcach domu na wspomnianej już ulicy Polanki, łącząc z sobą losy wybitnego kompozytora Ernesta Teodora Hoffmana pracującego nad dokończeniem muzyki do jednej z oper Wagnera (która to opera w pewnym sensie stanie się jego przekleństwem i wpłynie na całokształt relacji pomiędzy Ernestem a Gretą), jego żony, śpiewaczki Grety (szczęśliwe małżeństwo pomimo dzielącej ich sporej różnicy wieku), Kaszubów i Polaków. Barwnie odtworzył on także kulturowe zróżnicowanie miasta. Konstrukcja kaszubskiego bohatera – pana Bieszka nadaje tej powieści niezwykłego kolorytu, który jeszcze mocniej podkreśla wielokulturowość dawnego Gdańska. Na poziomie stylistycznym, ogromne wrażenie na czytelniku wyczulonym na warstwę językową może wywołać wprowadzenie do powieści dialektu kaszubskiego. Wszystkie partie dialogu wspomnianego już pana Bieszka są zapisane w tej regionalnej odmianie języka.
Nie możemy więc tutaj mówić o prostej stylizacji na gwarę kaszubską.

Huelle opowiada o kilku losach i o kilku historiach jednocześnie, a tak naprawdę wszystkie są godne głębszego namysłu.
Namysłu nad nieprzewidywalnością i przypadkowością życia, nad incydentalnością historii, która nikogo nie oszczędza i niszczy życie jednostki, niosąc często destrukcję, nie tylko w sensie fizycznym, lecz przede wszystkim kaleczącą ludzkie wnętrze. Gretę i jej męża rozdziela właśnie II wojna światowa. To wiekowa już pani Greta (którą matka narratora nazywa Niemrą) w tej książce jest mistrzynią opowiadania, będąc jednocześnie łącznikiem pomiędzy dawnym Gdańskiem a całkowicie od niego odmienną współczesnością. W moim odczuciu przede wszystkim jest to powieść o kultywowaniu pamięci, ale także o sile relacji międzyludzkich, które potrafią przełamać obcość, uprzedzenia oraz kulturowe bariery. Na koniec dodam, iż jest to proza bardzo bogata w odniesienia, nie tylko literackie, ale także muzyczne. Nieprzypadkowo bowiem Jarosław Czyżykiewicz nazwał tę powieść „literacką partyturą”.

210809-352x500

 

Tytuł: Śpiewaj ogrody

Autor: Paweł Huelle

Kategoria: Najnowsza proza polska

Wydawnictwo: Znak

Liczba stron: 300

Data wydania: 16.01.2014

Autor: VenusInFur

13.10.2015