„Słupnik” – Jakub Bielawski

Kategoria:

Jakub Bielawski powieściowo zadebiutował „Ćmą”, ale wcześniej wydał też zbiór opowiadań „Słupnik” – pokazując kunszt słowa i weird fiction najwyższej klasy.

Z zasady podchodzę ostrożnie do zachwytów nad „nowym odkryciem” i „nową jakością” w odniesieniu do jakiegoś pisarza; dodatkowo miałem małą przerwę od weird, więc nie spieszyłem się w zaopatrzeniem w zbiór, który potencjalnie czekałby na półce. Po „Ćmie” zachwyty się nasiliły i zaciekawiony sięgnąłem po ten mroczny tomik. Oj, mogłem to zrobić szybciej!

Opowiadania grozy osadzone u stóp Gór Sowich przenoszą nas w świat pełen tajemnic przeszłości, zawieruch historii i skomplikowanych losów ludzi i ziem, do ponurych i zaniedbanych miejskich oficyn, nawet w postapokaliptyczny świat którego ważnym elementem staje się  tytułowy Słupnik. Dodatkowo między odrębnymi historiami przewija się FENOMENALNY koncept czarnej waty.

Autor pięknie operuje słowem. Nie są to zdawkowe, pospieszne opisy, nie ucieka jednak w nużące tyrady budujące tło. Z wyczuciem przenosi nas w mroczne krajobrazy, realistycznie i poetycko zarazem odmalowuje przyrodę (i nie czuć tu jakieś ponuractwa, usilnego tworzenia określonej atmosfery, bliżej tu autorowi do obserwatora bardzo skupionego na tym, co widzi), ludzi, budynki. Nie przytłacza rozwlekłością, nieraz pozostawiając bardzo działające na wyobraźnię niedopowiedzenia – i tu właśnie widzę jego siłę. To, co sami sobie „dopisujemy” głęboko osadza w nas grozę, nie ma tu jednak jakiejś szalonej dowolności. Czarna wata oplata wszystko z przerażającą zachłannością, odmieniając rzeczywistość na wiele sposobów. Są tu tez odniesienia do motywów z klasyki grozy (cichosza, bez spoilerów), ale nie jawią się jako kalka, mają w sobie świeżość i są przemyślane. Samo to wyciągnięcie grozy z Gór Sowich jest tak silne i szeroko zakrojone (od waty, przez Wielką wodę, genialny „Ciemny dom wśród modrzewi”, aż po rozwinięcie tematu w powieści „Ćma”), że o ile straszna wydawała mi się Nowa Anglia po Lovecrafcie, to Sowie Góry są po Bielawskim stokroć mroczniejsze.
Jedynym opowiadaniem które mniej mi podeszło była Żertwa – i to nie tylko ze względu na martwe psy i odniesienia religijne, ale też „gęstość” wizji, chyba za mocno skondensowane jak dla mnie.

Krajobrazy i opisy to jedno, ale trzeba też zwrócić uwagę na dobre podejście do postaci, z dużym wyczuciem oddające emocje, strach i niepewność – co jeszcze lepiej widać w „Ćmie”, również ze względu na skupienie na kilku postaciach przy większej objętości treści.
Ponure i pozbawione nadziei podnóże Gór Sowich skazuje ludzi na egzystencję pełną szarości i drapieżnych cieni zarówno ich własnej historii, jak i tajemnic skrytych wśród lasów. Bielawski przenosi nas tam tak umiejętnie, że niemal sami oddychamy miejscowym kurzem i odwracamy głowy od sylwetki masywu na horyzoncie. Szczególnie cenię tu (gdyby użyć odniesienia rodem z fantasy – niemal krasnoludzkie) przywiązanie do ziemi i historii, burze dziejowe tchną tu niemal z każdej strony.

Zaskakujące, jak świetny może się okazać debiut – i mimo tego że mogłaby to być pułapka postawienia sobie poprzeczki zbyt wysoko, Bielawski wychodzi z tego obronną ręką: jestem w trakcie lektury „Ćmy” i choć inaczej są położone akcenty, tego czystego weirdu jakby mniej, to stopniowe narastanie grozy i koncentracja na bohaterach pokazują rozwój autora i dają nadzieję na kolejne równie dobre pozycje.

Mimo że rzadko czytam na bieżąco i często przekopuję się przez starsze pozycje, to „Słupnik” wraz z „Ćmą” i „Sitkiem” Marka Zychli wskakują na podium tegorocznych (ba, żeby tylko) publikacji i nie wiem czy ktoś będzie w stanie je przebić. Szczerze wątpię.
(Tym bardziej dziękuję Kubie za dedykacje na obu książkach, takie skarby!)

Tytuł: "Słupnik"

Autor: Jakub Bielawski

Kategoria: Horror

Wydawnictwo: Phantom Books Horror

Liczba stron: 194

Data wydania: 3.01.2019

Autor: Pożeracz Światów

19.07.2019