Rawa, Rawa i po Rawie- relacja.

Kategoria:

blW minioną sobotę odbyła się 35. edycja Rawa Blues Festival, największej imprezy bluesowej pod dachem na świecie. Miałem możliwość uczestniczenia w tym święcie muzyki.

Do Spodka przyszedłem punktualnie o godz. 17:00, czyli de facto aż 6 godzin po rozpoczęciu się imprezy, ale przyznam szczerze, że nie jestem fanem białego bluesa (poza wyjątkami), więc bez żalu odpuściłem sobie występy mniej znanych polskich kapel. Jednak Nocną Zmianę Bluesa i jej charyzmatycznego lidera, Sławka Wierzcholskiego, obejrzałem. Muszę przyznać, że Wierzcholski z zespołem dali dobry mini-koncert. Było śpiewanie z publicznością okrzyku Johna Lee Hookera z filmu „Blues Brothers”, były popisy harmonijkowe lidera grupy, zaś na końcu występu był i evergreen „Chory na bluesa” (zamieszczam ten utwór na dole wpisu). Nie obyło się również bez bisów, ale bisy to rzecz normalna na Rawie.
Po Nocnej Zmianie Bluesa prowadzący imprezę od lat, Jan Chojnacki, zapowiedział występ dwóch debiutantów zza Atlantyku. Oczywiście debiutantów na Rawie, ale i świeżaków w świecie bluesa, czym bowiem jest przekroczona niedawno trzydziestka wobec większości sędziwych bluesmanów i bluesmenek? Zarówno Selwyn Birchwood, jak i Jarekus Singleton dali radę. Obaj nagrywają dla wytwórni Alligator, choć ich występy różniły się. Ekipa Birchwooda, który wg słów Jana Chojnackiego jest dumny z irlandzkiego imienia nadanego mu przez białego ojca, to sami Afroamerykanie. U Singletona skład muzyków był przemieszany, lecz i tak najlepsza była grająca na perkusji Afroamerykanka Maya Kyles. W bandzie Birchwooda występował saksofonista Reggie Oliver, przez co chwilami blues ocierał się mocno o jazz, bez ujmy dla całego przedsięwzięcia. Przed występem Selwyna i jego grupy Jan Chojnacki oznajmił, że właśnie w sobotę, 3 października, swoje urodziny obchodził perkusista Cortney „Big Love” Girlie, co Spodek uczcił gromkim „Sto lat!”. Jak powiedział Chojnacki, prawdziwa kopalnia ciekawostek, Jarekus Singleton był całkiem dobrze zapowiadającym się koszykarzem, w końcu to kawał chłopa. Wybrał jednak karierę bluesową i bardzo dobrze, bo jego występ również mógł się podobać. Tu już było więcej tradycyjnego bluesa.

Nie wiem, czy co roku, ale na pewno bardzo często na Rawie występuje sam pomysłodawca festiwalu – Irek Dudek. Tak było i w tym roku. Nie oznacza to, że Dudek powtarza się w nieskończoność z tym samym lub bardzo podobnym repertuarem. Nic z tych rzeczy. Tym razem zobaczyliśmy blues połączony z… big bandem. Wyszło bardzo dobrze, a dodajmy, że muzycy grali bez nut. Po tym występie na scenę wszedł Bruce Iglauer, założyciel wytwórni Alligator, dla której nagrywa i ostatnia gwiazda tegorocznej Rawy, Elvin Bishop (na jego występie nie mogłem zostać). Iglauer powiedział kilka ciepłych słów o festiwalu i zapowiedział, że Birchwood i Singleton to nie jedyne wschodzące gwiazdy bluesa, jakie posiada w swojej „stajni”. Za rok można się spodziewać kolejnych muzycznych odkryć.

Wreszcie na scenie zjawiła się prawie 70-letnia Bettye LaVette. Nie wiem, czy nie znając wieku artystki, ktokolwiek dałby jej tyle lat. LaVette znana jest z dość odważnych kreacji scenicznych. Tak było i tym razem. O ile do wyglądu piosenkarki przyczepić się nie można, to już ze śpiewaniem wg mnie aż tak dobrze nie było. Wiadomo, wiek robi swoje, nie wszystko można zaśpiewać tak jak wtedy, gdy było się dwudziestoletnią dziewczyną, a właśnie w tym wieku LaVette święciła triumfy na listach przebojów. Tak jak przewidywałem, był to najmniej bluesowy występ z tych, które widziałem w sobotę. Nie znaczy, że zły, bo np. podczas wykonywania smutnej piosenki George’a Harrisona człowieka przechodziły ciarki. Osobiście cieszę się z różnorodności, z tego, że każdy z artystów występujących na 35. Rawie jako gwiazda zaprezentował coś innego, coś swojego. To duży plus. Do tego dochodzi cała otoczka festiwalu, widok starych bluesowych wyjadaczy wśród widzów, taki specjalny rodzaj więzi z ludźmi, którzy zapłacili niemałe pieniądze, by ucztować przy bluesowym stole.

Rawa Blues jest jak narkotyk. Spróbujesz raz i wiesz, że będziesz tam powracać. Nie ma innej możliwości. Zatem… do zobaczenia za rok!

Autor: Jacek Wojciechowski

07.10.2015