„Po prostu bądź” – Magdalena Witkiewicz

Kategoria:

Wymowne spojrzenie, lekko drżący głos, pot, pojawiający się na dłoniach. Nieśmiała prośba…

– Skończyły mi się podpaski. Możesz mi dać kilka złotych na nową paczkę?

Choć zna odpowiedź, po cichu karmi się złudzeniami…

– Przecież niedawno miałaś okres!

Grzecznie ripostuje.

– Zgadza się, w zeszłym miesiącu.

Zauważa coraz większą żyłkę, pojawiającą się na jego czole, która zwiastuje nagły wybuch gniewu.

– Nie możesz pożyczyć od matki, albo koleżanki?

Niemalże przepraszając go, odpowiada:

– Znowu?

Czego on nie może pozostawić bez komentarza:

– To sobie zatkaj watą! Pójdziesz do pracy, to zarobisz na własne wydatki. Zobaczysz, jak to jest utrzymywać darmozjada i cały dom.

Nie powinnaś uzależniać się od mężczyzny, na żadnym etapie dorosłego życia. Nie pozwól mu na to, by przejął kontrolę nad codziennymi sprawami i marzeniami, które zamierzasz zrealizować.

Minęły czasy, gdy pełniłyśmy wyłącznie rolę piastunki domowego ogniska, a nasza egzystencja ograniczała się do prania, gotowania, sprzątania, rodzenia kolejnych dzieci i ich wychowywania.

Nie powołuję się na zasadę RÓWNOUPRAWNIENIA, gdyż nadal zdarzają się sytuację, wymagające skorzystania z pomocnej dłoni, tudzież ramienia, przedstawiciela brzydszej płci.

Powinnyśmy decydować o swoim losie, mądrze zarządzać czasem, finansami, dbać o osobisty rozwój, popełniać błędy, wyciągać stosowne wnioski, w zależności od potrzeby skupiać się na karierze, rodzinie, bądź łączyć obie sfery.

Traktuj go jak partnera. Razem łatwiej iść przez życie. Lecz jeśli całkowicie się w nim zatracisz, postawisz go na piedestale, niemalże otoczysz czcią, pozwalając mu przysłonić cały świat, utracisz siebie.

Bohaterka najnowszej powieści Magdy Witkiewicz podpisała cyrograf, zawarła pakt z przystojnym, zaradnym, dobrze zarabiającym mężczyzną, stając się jego utrzymanką. Co prawda wybawił ją z opresji, rzucił koło ratunkowe, kiedy tonęła w oceanie życiowej tragedii.

Czy jednak finansowa stabilizacja warta była zawarcia małżeństwa z rozsądku?

Czy pomysłodawca wyjścia awaryjnego okazał się Panem Mężem Despotą, a może wręcz przeciwnie, partnerem, szanującym jej wybory, stabilną ścianą, o którą zawsze mogła się oprzeć, gdy traciła grunt pod nogami?

Po prostu bądź Magdalena Witkiewicz

Paulina (przez najbliższych zwana Polą) dorastała w przeświadczeniu, iż jako najmłodsze z dzieci odziedziczy rodzinne gospodarstwo. Skupi się na uprawie roli, hodowli zwierząt i skromnym, pozbawionym ekscesów życiu. Jednakże pozwoliła do głosu dojść marzeniom i edukacji nie zakończyła na etapie szkoły średniej. Wyjazd na studia, odrzucenie matrymonialnej propozycji, o którą zawczasu zadbali rodzice dziewczyny, wywołało skandal. Przeciwstawienie się narzuconym przez bliskie osoby racjom, nosi znamiona antycznego konfliktu. Wydaje się, że każda z decyzji, jaką może podjąć Pola, mniej lub bardziej ją unieszczęśliwi. Zostając w domu, spełni wolę rodziców, tym samym zamykając sobie drogę do osobistego rozwoju, do zmarnowania talentu, jakim obdarzyła ją natura. Jeśli jednak wybierze uczelnię, nowych znajomych, szansę na karierę, bezpowrotnie odwrócą się od niej ci, którzy powołali ją na ten świat, w oczach których na zawsze pozostanie wyrodną, niewdzięczną córką.

W przypadku głównej bohaterki okazało się, że cel uświęca środki. Ryzyko, okupione cierpieniem, rodzinnym wykluczeniem z czasem zaczyna działać na korzyść dziewczyny. Symboliczne odcięcie pępowiny pomaga Poli zbliżyć się do mieszkającej za granicą siostry, zawrzeć przyjaźnie, a także poznać mężczyznę, który dosłownie zawróci jej w głowie.

Zakazana miłość Pauliny i jej wykładowcy przypomina aktywny wulkan. Posiada wszystkie cechy uczucia, obdarzającego człowieka nadludzką siłą, wystarczającą do tego, by przenosić góry, przekraczać rwące rzeki. Niczym pożar gwałtownie, obezwładniająco panoszy się w sercu dziewczyny. Niestety, zbyt intensywnie eksploatowane namiętność, podziw i przywiązanie, znajdują swój finał w kostnicy.

Wydaje się, że los (a raczej dbająca o dozowanie wrażeń autorka) przygotował dla bohaterki czarny scenariusz, w którym na porządku dziennym jest zadośćuczynienie za zachłanność, nieumiarkowane pragnienie bycia z drugą osobą.

Gdy zrozpaczona Pola pozbawiona zostaje niemalże wszystkich środków do życia, gdy musi stawić czoło prozie codzienności, olbrzymiemu kredytowi, do niedawna prężnie działającej firmie męża, rosnącemu brzuchowi, przerwanym studiom, na jej drodze pojawia się ON z propozycją nie do odrzucenia. Czy przyjęcie pomocy traktować należy w kategoriach emocjonalnej prostytucji?

Historia dziewczyny z przeszłością, nie bez żalu palącej za sobą mosty, posiada cechy romantycznej opowieści, w której to zawsze mężczyzna (bez znaczenia czy jeździ na oswojonym ogierze czy kupionym prosto z salonu autem) okazuje się ostatnią deską ratunku. Pola, jest uzależniona od płci przeciwnej. Gdyby nie niedoszły narzeczony (nomen omen gej), tkwiłaby w rodzinnej wiosce, dbając o odpowiedni przyrost naturalny zaściankowej wspólnoty. Płomienny romans z wykładowcą rozbudził jej kobiecość, dodał pewności siebie, sprawił, że życie nabrało sensu. Rozwijający się w jej łonie syn, niejednokrotnie zmusił dziewczynę do tak prozaicznych czynności, jakimi są zaczerpnięcie oddechu, zaspokojenie głodu, kojący sen. I wreszcie ostatni z mężczyzn, stabilnie kroczący po ziemi, będący na każde skinienie Pauliny.

Próbuję wczuć się w sytuację głównej bohaterki. Witkiewicz niejednokrotnie przemycała w powieści powody do tego, bym współczuła, solidaryzowała się ze wspomnianą postacią. Z jednej strony Pola jest biedną dziewczynką, która dostała szansę na stworzenie ekscytującego związku, na poprawę warunków bytowych, z drugiej zaś nawet mając na uwadze ogromną tragedię, jaka ją spotkała, zachowuje się niczym pogrążona w samoumartwieniu egoistka. Nie jest zdolna do tego, by na dłuższą metę samodzielnie decydować o swoim losie. Nawet nie podejmuje próby. Wybiera mniejsze zło, ponownie wychodząc za mąż, składając na barki nowego małżonka odpowiedzialność za wspólną przyszłość.

W całej opowieści jedynymi sensownie zachowującymi się osobami są siostra imigrantka oraz przyjaciel pierwszego męża Poli. Łukasz reprezentuje sobą mieszankę testosteronu, czułości, konsekwencji, odwagi. Jest mężczyzną z krwi i kości, który nie boi się zaspokajać pragnień, podejmować ryzyka i mimo szacunku do tego, co święte, odciąć się od przeszłości na tyle, by móc w miarę normalnie egzystować. Naprawdę nie ma nic wspólnego z samcem alfa, którego zachowanie przytoczyłam w początkowych linijkach dzisiejszej recenzji. Wiadomo nie jest do końca uczciwy, wszakże odtrącony przez drugą ,,papierową” połówkę, znajduje pocieszenie w romansie z kontrahentką. Nawet nie spróbuję go wytłumaczyć, nie ma to w tym momencie większego znaczenia. Aczkolwiek to on w związku zachowuje się jak dorosły, dojrzały obywatel. Potrafi stworzyć z Polą relację, opierającą się na stabilnych filarach. Cierpi, kiedy zostaje odtrącony, nie narzuca się za wszelką cenę, wielokrotnie stwarza możliwość ku temu, by oboje byli szczęśliwi. I ta jego konsekwencja godna jest najwyższej pochwały.

Po prostu bądź jest tekstem, który w głównej mierze dotyczy obdarowywania siebie drugą szansą. W obliczu tragedii możemy ulec rozpaczy, na zawsze zamknąć serce, odizolować się od przyjaciół, rodziny, kogoś, kto zapała do nas prawdziwą, bezinteresowną, gotową do największych poświęceń miłością. Możemy również wykorzystać fakt, iż dla drugiej osoby stanowimy coś więcej niż obiekt zainteresowań, chwilowego pożądania, skorzystać z rozwiązania, niewymagającego od nas emocjonalnego zaangażowania. Jakim trzeba być egoistą, by łaskawie pozwalać komuś dbać o nas, kochać, nie dając nic w zamian?

Magda Witkiewicz ponownie udowadnia doskonałą formę i mam tu na myśli nie tylko tężyznę fizyczną, coraz milszą dla oka aparycję, lecz przede wszystkim konsekwencję w podnoszeniu literackiej poprzeczki. Obserwuje ludzi, poznaje ich problemy, sięga do sprawdzonych źródeł, by uwiarygodnić opisane w książce wydarzenia i uwiecznia to, co jednocześnie istotne jest dla współcześnie żyjących osób i zarazem posiada ponadczasowy charakter. Ze stratą drugiej połówki mamy do czynienia od zarania dziejów, podobnie jak ze zbyt wczesnym owdowieniem, czy konfliktem z najbliższą rodziną.

Dla jednych Po prostu bądź okaże się historią, zaprzeczającą tezie, że kocha się tylko raz. Ktoś inny wyciągnie wnioski, na mocy których podejmie decyzję o realizacji planów, stojących w opozycji do oczekiwań bliskich osób. Dla mnie najnowsza powieść będzie utwierdzeniem w przekonaniu, iż nie ma takiej sytuacji z której nie potrafiłabym wyjść cało, zachowując godność, mogąc spojrzeć we własne lustrzane odbicie. Mężczyźni pojawiają się w naszym życiu, czasami zastępują ich kolejni, jednakże dla żadnego z nich nie powinnyśmy tracić głowy, ani tym bardziej pozwalać mu na przysłonięcie reszty świata, a już tym bardziej na przejęcie kontroli. Zaradność jest cnotą, przejawem mądrości. Czasami trzeba schować dumę głęboko w kieszeń, przyznać się do porażki, ale żyć na własny rachunek. Nawet w obliczu osobistego dramatu.

Półka: książka pochodzi z mojej prywatnej biblioteczki, nie została przekazana w ramach współpracy

Powyższa recenzja ukazała się również na moim blogu.

Po prostu bądź Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Po prostu bądź

Autor: Magdalena Witkiewicz

Kategoria: Literatura współczesna

Wydawnictwo: Filia

Liczba stron: 336

Autor: li_lia

23.10.2015