„Planeta singli” – reż. Mitja Okorn

Kategoria:

Kobiety z Wenus i mężczyźni z Marsa, żeby dobrać się w pary, lądują teraz na „Planecie Singli”.

 

Na „Planecie Singli” nie dokonano przełomowych odkryć, nie opracowano żadnych nowych strategii. Od planety Ziemia różni się w zasadzie tylko jednym: tutaj wszystko jest BARDZIEJ!
Płatki śniegu, gdy malowniczo spływają z nieba, są duże i piękne.
Kiedy świeci słońce, to gorąco i radośnie. Tak,  że opala widzów tak do połowy rzędów od ekranu.
Zieleń jest soczysta, czerwień jest gorąca, czerń gęsta, biel zimna.
Gesty są płynne, sukienki zwiewne. Wszytko ma klasę i wdzięk.
Tutaj każdy królewicz na białym koniu trafia na królewnę ze swojej bajki. Czasem w ferworze zabiegania o nią, walnie zakutym łbem o bruk starówki, ale za to z malowniczym hukiem. A kiedy w końcu królewna powie „tak”, to owemu „tak” towarzyszą eksplozje i chóry anielskie.
Na „Planecie Singli” emocje zahaczają o skrajności: nie zdążysz otrzeć łez wzruszenia, bo od razu popłaczesz się ze śmiechu. Przeprosiny są zawsze szczere, z głębi trzewi i od serca; jeśli wyznajesz miłość, to taką na zabój!
„Planeta Singli” nie ukrywa, że jest tworem komercyjnym, a owe wersje deluxe wszystkiego mają ściągnąć na nią tłumy. Siła „Planety Singli” polega na tym, że nie ma powodów, by się za siebie wstydzić. Zna swoją wartość i śmiało może zaproponować odbiorcy seans idealny, po którym podczas napisów końcowych publiczność zacznie bić brawo.

Przepis na sukces filmu wydaje się równie prosty, co ogólnie znany.

Po pierwsze trzeba stworzyć dobrze skonstruowany scenariusz oparty na żelaznych zasadach: każdy element ma uzasadnienie fabularne i nawet jeśli pozornie wydaje się mało istotny, będzie wykorzystany później; nastroje przeplatają się regularnie i w zrównoważonym natężeniu, a najlepiej z ekstremalnym gwizdem; bohaterowie wszystkich planów winni być wyraziści, z pakietem charakterystycznych wad i równie charakterystycznych zalet; co najważniejsze – bohaterowie w trakcie trwania opowieści muszą przejść określoną drogę, ewoluować, stać inną wersją samych siebie.
Po drugie, należy wykorzystać potencjał tkwiący w scenariuszu z genialnym doborem obsady.
Po trzecie, dorzucić kilka sympatycznych piosenek, w tym przynajmniej jeden evergreen i zadbać o całą ścieżkę muzyczną.
„Planeta Singli” może być z siebie dumna – skutecznie stosuje wszystkie te elementy.

Zastanawia mnie jednak coś innego.

Idealna opowieść to przede wszystkim opowieść z przesłaniem.
W przypadku „Planety Singli” jest to wniosek, owszem, nie jesteśmy doskonali, popełniamy błędy, czasem bardzo ciężkie w skutkach, ale jeśli je w końcu przeanalizujemy, szczerze się do nich przyznamy, wyciągniemy z całokształtu wnioski i zrobimy wszystko, aby temu zadośćuczynić, to będziemy żyć dalej w zdrowiu i ogólnym szczęściu.
Boleśnie piękna idea!
Bo to jest tak, że nigdy nie miałam problemu z rozdzieleniem prawdy od fikcji. W sensie: nie skakałam z dachu, bo wierzyłam w swoje ewentualne nadprzyrodzone moce i nie spodziewałam się, że rzucony w kąt pluszowy Kermit zamacha nagle histerycznie łapami i zaśpiewa „It’s not easy being green”. Tylko czasami żałuję, że film to nie rzeczywistość.
Dziś żałuję, że świat Anki i Tomka czy Olki i Bogdana nie jest moim światem.
Może takich „żałujących” ma być więcej i może wszyscy w założeniu mamy „coś” z tym fantem zrobić?
Oby!
Sprawdźcie sami, czy rzeczywiście wystarczy otrzeć się o „Planetę Singli” by zapragnąć być BARDZIEJ!

Planeta-singli-recenzja-filmu-plakat

Tytuł: Planeta Singli

Autor: Mitja Okorn

Kategoria: Komedia rom.

Data wydania: 5 lutego 2016 (Polska) 25 stycznia 2016 (świat)

Produkcja: Polska

Czas trwania: 2 godz. 16 min.

Autor: LadyCaro

12.03.2016