KARBALA. Wywiad z reżyserem oraz konsultantem i dowódcą obrony.

Kategoria:

WYWIAD Z REŻYSEREM – Krzysztofem Łukaszewiczem.

Czy zgadzasz się z twierdzeniem, że „Karbala” będzie współczesnym filmem wojennym, jakiego w Polsce jeszcze nie było?
rezyserPo „Demonach wojny wg Goi” Władysława Pasikowskiego to chyba pierwszy film traktujący o udziale polskich żołnierzy we współczesnym konflikcie zbrojnym.
Niezwykłe w „Karbali” jest to, że niemałą część zdjęć udało się zrealizować na Bliskim Wschodzie. I to było wyczynem produkcyjnym, zważywszy na fakt, że większość regionu objęta jest działaniami wojennymi prowadzonymi przez Państwo Islamskie.

Trudno kręci się film wojenny?

Po pierwsze, film wojenny to jeden z trudniejszych gatunków w ogóle, z uwagi na sceny batalistyczne, ich skomplikowaną inscenizację, elementy pirotechniczne, kaskaderskie, potem podkręcanie „komputerowe”.

Po drugie, trudno się kręci film dziejący się na Bliskim Wschodzie, bo trzeba na ten BliskiWschód pojechać, z ekipą, aktorami, polskim sprzętem wojskowym. A na tym Bliskim Wschodzie, gdzie się nie obejrzeć, trudno o bezpieczeństwo zwykłego przybysza z Europy, a co dopiero ekipy filmowej. Mieliśmy kręcić zdjęcia wyjazdowe w Egipcie, to wybuchła tam rewolucja i walki o władzę. Potem w Kurdystanie, który wkrótce został zaatakowany przez dżihadystów. Potem w południowej Turcji, gdzie przy granicy z Syrią także wprowadzono stan wyjątkowy.  Została w końcu Jordania, gdzie, jak przyjechaliśmy na dokumentację, konsul życzył nam powodzenia na zdjęciach, jednocześnie radząc nam robić te zdjęcia jak najszybciej, póki jest spokojnie.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem?

Największym, było uwierzyć, że w naszych warunkach budżetowych, zmuszeni do realizacji części najtrudniejszych zdjęć w kraju, w ogóle będziemy w stanie zrealizować bardzo ambitny pod względem fabuły scenariusz.

Same zdjęcia w kraju szły już sprawnie. Dopisała nam pogoda, zwłaszcza podczas zdjęć w kopalni margla na Dolnym Śląsku (zdjęcia realizowane były w kopalni Górażdże Cement S.A. – przyp. red.). Wspaniałą dekorację City Hall i placu wybudował Marek Warszewski. Zaangażowanie i tempo pracy na planie dyktowała ekipa operatorska Arka Tomiaka.

karbalaZa to w Jordanii spotkało nas już prawdziwe piekiełko filmowe. Głównie z tego powodu, że nie mieliśmy tyle środków, co producenci np. oscarowego „Hurt Lockera”, których było stać na „kupienie” sobie komfortu realizacji zdjęć na ulicach Ammanu i Madaby.
Były momenty, że z powodu, nazwijmy to „nadmiernej ciekawości” miejscowych oraz różnej narodowości uchodźców, musieliśmy przerywać właśnie rozgrzebaną scenę, ewakuować się na drugi koniec miasta i kończyć tę scenę w zupełnie innej lokalizacji.

Raz trafiliśmy z kolei genialną lokalizację, ale tego dnia właśnie było targowisko i trzeba było czekać aż skończą. Z miejscowymi statystami dochodziło do momentów, że nie było komu tłumaczyć z angielskiego na arabski i trzeba było reżyserować na migi, układając zbiorową scenę ze strzelaniem i kaskaderami na czas, bo zachodziło słońce. Wynikało to ze zbyt optymistycznych zapewnień naszych jordańskich współpracowników, że „wszystko będzie dobrze”.

Jak zainspirowałeś się historią polskich obrońców City Hall?

W 2010 roku przeczytałem zbiór reportaży z Iraku autorstwa Marcina Górki i Adama Zadwornego, pt. „Psy z Karbali”. Reportaż o obronie City Hall był na tyle sugestywny, że stanowił materiał wyjściowy pod kilka gotowych fragmentów scenariusza. Marcinowi i Adamowi trzeba oddać należną chwałę – ich praca dziennikarska stała się nie tylko inspiracją, ale wręcz aktem założycielskim realizacji tego filmu.

Które wątki w filmie oparte są na wydarzeniach autentycznych?

Scenariusz inspirowany jest dwoma bardzo różniącymi się historiami, opowiedzianymi we wspomnianych już „Psach z Karbali”. Pierwsza to obrona City Hall podczas powstania szyickiego w Karbali przez kompanię kapitana Kaliciaka, druga to epizod sanitariusza oskarżonego o tchórzostwo na polu walki i nieudzielenie pomocy rannemu podczas zasadzki, w którą wpada polski konwój. Oba wątki, sfabularyzowane na potrzeby scenariusza, splatają się w akcję filmu.

Odczuwałeś pewną odpowiedzialność za historię, którą opowiadasz? Trudno robi się filmy o współczesnych zdarzeniach?

Mój debiut „Lincz” opowiadał wręcz w dokumentalny sposób historię głośnego linczu we Włodowie. Drugi film, „Żywie Biełaruś”, oparty był na autentycznych wspomnieniach młodego białoruskiego opozycjonisty. „Karbala” także inspirowana jest faktami, więc w moim przypadku można powiedzieć o pewnej konsekwencji uprawiania gatunku. To nie jest jednak dokument, ale film fabularny. I nie „na podstawie wydarzeń”, ale „inspirowany wydarzeniami”. „Karbala” nie jest relacją, tylko obrazem ukazującym w sposób syntetyczny doświadczenia polskich żołnierzy w Iraku. Ich zderzenie z obcą kulturowo rzeczywistością, gdzie zaciekawienie w jednej chwili przechodzi w agresję, fizyczne zmagania z ekstremalnym klimatem, konfrontację z fanatycznym przeciwnikiem i własne zmagania z sumą słabości i lęków, aby utrzymać pozycję, wykonać rozkaz. „Karbala” w zamierzeniu ma oddać swoisty hołd żołnierzom stacjonującym w Iraku.

Konfrontacja oczekiwań żołnierzy, tego co naprawdę widzieli podczas powstania szyickiego w Karbali, z fabularnym obrazem adresowanym jednak do masowego widza, może zawsze nieść za sobą poczucie zawodu. Ponieważ jednak podporą realizacji filmu jako konsultant był ppłk Grzegorz Kaliciak, w 2004 roku kapitan i dowódca obrony City Hall, trzeba wierzyć, że to poczucie uda się zminimalizować.

Jak wspominasz współpracę z ppłk Kaliciakiem?

Grzegorz jako konsultant wspaniale ewoluował. Przez pierwsze dni często używał słów: „Tak nie było”. Na koniec, patrząc na monitory, sam mnie uspokajał, mówiąc: „Tak mogło być”. Potem doradzał, kostiumom, scenografii, wszystkim pionom odpowiedzialnym za „kreację świata”. Kiedy operator po projekcji filmu na kolaudacji zobaczył zamieszczone bezpośrednio po ostatniej scenie autentyczne zdjęcia z misji w Iraku, zapytał: „A tych fotosów i tych miejsc nie pamiętam, gdzie myśmy to kręcili…”. Te zdjęcia wyglądały jak z naszego filmu. Odtworzenie detali rzeczywistości irackich misji, to poza mrówczą pracą pionów scenograficznego i kostiumowego, także duża zasługa Grzegorza.

Co zadecydowało o wyborze Bartłomieja Topy do roli dowódcy kompani?

W swoim wieku, na tym etapie kariery, Bartek jest idealnie predestynowany do ról zwykłych facetów, którzy dają radę, jak robi się ciężko. Krzepi tym samym widza, daje poczucie, że my „zwyczajni”, też damy radę, dlatego staje się widzowi kimś bliskim.

Jego Kalicki, inspirowany Grzegorzem Kaliciakiem, to facet z odpowiednim bagażem doświadczeń, mający coś do stracenia, który nie ma wyboru i musi zostać bohaterem.
Nie dla siebie, ale po to, żeby ludzie, za których odpowiada, „dali radę”. Bartek od początku miał motywację i wiarę w ten projekt, to cholernie pomagało przy zdjęciach, kiedy się ją na chwilę traciło.


WYWIAD Z KONSULTANTEppkM I DOWÓDCĄ OBRONY CITY HALL –
PPŁK Grzegorz Kaliciak.

 

Czy wspomnienia Karbali wróciły, kiedy po raz pierwszy wszedłeś na plan filmowy na warszawskim Żeraniu?

Pierwszy raz pojawiłem się na planie „Karbali” trzy lata temu. Tym co najbardziej wtedy zrobiło na mnie wrażenie, była idealna scenografia. To były sceny kręcone w bazie.
Osoby odpowiedzialne za scenografię wzorowały się na zdjęciach przekazanych przez polskich żołnierzy i wychodziło to niesamowicie. Jeśli na zdjęciu był jakiś plakat, na planie też się znajdował. Idealne odzwierciedlenie, tylko bez elementów życia, kubeczków, itp. Więc na pewno wróciły wspomnienia związane z samym miejscem. Tak samo zresztą było jak pracowaliśmy na planie na Żeraniu, gdzie został zbudowany City Hall i pobliskie budynki. Byłem pod wielkim wrażeniem kunsztu scenografów, tego jak w polskim krajobrazie można tak wiarygodnie odzwierciedlić Irak.

Film fabularny rządzi się swoimi prawami, ale czy mógłbyś ocenić, na ile wiernie Krzysztof Łukaszewicz odwzorowuje historię obrony City Hall?

Wszystkie główne wątki w filmie są prawdziwe, wszystko się rzeczywiście wydarzyło.
Trzeba brać oczywiście poprawkę na to, że to jest film fabularny rządzący się swoimi prawami i ma to być dobre kino, dobry film wojenny. „Karbala” przekazuje informacje co naprawdę dzieje się na misjach. Że nie jest tak, jak to się często przedstawia, że politycy wysyłają żołnierzy na drugi koniec świata, a ci tam nic nie robią, marnują pieniądze podatników.
Film pokazuje, że celem misji jest niesienie pomocy. I ten kto tam był i to widział wie, że żołnierze tam się nie obijają tylko realizują konkretne zadania. I to też pokazuje „Karbala”. W Iraku nie ma na przykład służby medycznej, a szpitale są w fatalnym stanie.
Zadaniem żołnierzy z misji, jest pomoc lokalnej społeczności, m.in. rozdając wodę i żywność.

W filmie znajduje się kilka dynamicznych scen batalistycznych. Na ile odwzorowują one prawdziwą dramaturgię pola bitwy?

W miarę udaje się odwzorować tę dramaturgię w filmie. Ciężko jest jednak w filmie, który trwa dwie godziny oddać wszystko to, co wydarzyło się przez kilkadziesiąt godzin. Kluczowa jest dynamika, tak aby zainteresować widza. Sceny bitwy w „Karbali” odzwierciedlają epizody, które zdarzyły się w rzeczywistości. W Internecie można znaleźć filmiki pokazujące wymianę ognia podczas walki o City Hall i to co widać w „Karbali” jest bardzo bliskie tym obrazom.

Poza samą historią obrony City Hall, „Karbala” to również opowieść o polskich żołnierzach podczas misji, często nieprzygotowanych na tak duży wysiłek fizyczny i psychiczny. Czy według Ciebie reżyser w odpowiednim stopniu oddał emocje i stres towarzyszący na polu bitwy?

Krzysztofowi Łukaszewiczowi udało bardzo dobrze się odzwierciedlić te emocje. Żołnierzem zostaje się z powołania, niektórzy bardziej je czują, inni mniej, co nie znaczy, że są słabi.
Tak naprawdę szkolimy się w czasie pokoju do wykonywania zadań w czasie wojny. Nic lepiej nas jednak nie sprawdzi i nie wyszkoli niż udział w misjach. Czym zupełnie innym jest strzelanie do tarczy, na poligonie, czym innym w czasie akcji. Nagle nasz spust jest wymierzony w człowieka, co podczas walki też nie jest do końca jasne, bo strzela się po prostu do stanowisk bojowych. Ci, którzy brali udział w akcjach zastanawiają się później z pewnością, czy ktoś podczas niej mógł zginąć. Jednak podczas samej walki najważniejsza jest myśl o tym, żeby przeżyć, odpowiedzieć na ogień, który nam zagraża. To później wraca, jedni sobie radzą z takimi przeżyciami i wspomnieniami lepiej, a inni gorzej.
Koledzy żołnierze zazwyczaj bacznie się obserwują i pomagają sobie nawzajem.

Jak oceniasz przygotowanie aktorów do roli żołnierzy?

ppkPrzed pierwszym kontaktem z aktorami i ekipą troszkę się obawiałem o relacje z nimi. Środowisko wojskowe jest jednak zupełnie inne, mocno hierarchiczne. Jednak już po zapoznaniu i wspólnej pracy byłem pełen podziwu dla kunsztu całej ekipy. Każdy na planie, od pań make-upistek, wszystkich osób zajmujących się kostiumami, scenografią,
idealnie wypełniał swoje zadanie. Z aktorami było tak samo, pełen podziw dla jakości ich pracy, tego jak dobrze wcielają się w swoje role i szybko reagują na wskazówki reżysera.

Jakie pytania aktorzy najczęściej zadawali Ci podczas realizacji zdjęć?

Najczęściej były to pytania techniczne. Jak trzymać broń, jak ja bym się ukrył w danym momencie. Trochę też pomagałem przy tym jak powinni mówić. Język wojskowych jest dość specyficzny – krótkie, zwięzłe komendy – pomagałem aktorom się go nauczyć. Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z nimi.

 O filmie:

karbala-plakatTo były 4 dni piekła.

Podczas islamskiego święta Aszura w irackim mieście Karbala dochodzi do ataku na ratusz. W obronie City Hall stają polskie i bułgarskie oddziały.
Dysponując resztkami amunicji, pozbawieni łączności z bazą, muszą stanąć oko w oko z wrogiem. Rozpoczynają walkę z przeciwnikiem i własnym lękiem. Jedyną drogą ucieczki przed śmiercią jest zwycięstwo.

„Karbala” odsłania kulisy wydarzeń, które przez wiele lat opatrzone były klauzulą milczenia. Autentyczna historia jednej z najbardziej bohaterskich polskich bitew po II wojnie światowej.

Prawdziwy portret polskich żołnierzy.

W rola głównych Bartłomiej Topa, Antoni Królikowski, Leszek Lichota, Tomasz Schuchardt Christo Shopov oraz Michał i Piotr Żurawscy.

PREMIERA DVD: 29 stycznia 2016

 

 

 

 

 

 

 

 


 

 

 

 

 

 

 

Autor: redakcja

02.01.2016