Irena Dziedzic – Teraz ja…

Kategoria:

To była bardzo tajemnicza śmierć. Na tyle tajemnicza, że opinia publiczna dowiedziała się o niej dopiero 2 miesiące później. Tak samo tajemniczą osobą w życiu prywatnym była ta, która zmarła, czyli Irena Dziedzic – dziennikarka, prezenterka telewizyjna i twórczyni pierwszego polskiego programu typu talk-show.
Muszę się przyznać, że w czasach dzieciństwa, nawet tego późnego, Irena Dziedzic myliła mi się z… Ireną Santor. To samo prehistoryczne, jak wtedy sądziłem, imię (choć tak naprawdę pani Dziedzic na pierwsze miała Sylwia!), te same „dalekie światy” ode mnie, bo nie interesowałem się wówczas ani muzyką polską lat 50. i 60. (I. Santor) ani wywiadami z gwiazdami (I. Dziedzic). Co prawda, w życiu dorosłym zacząłem słuchać piosenek Santorki, ale Irena Dziedzic dalej była dla mnie równie egzotyczna, jak irlandzka muzyka folkowa albo filmy o przygodach Jamesa Bonda.

Zanim więc przystąpiłem do lektury jedynej książki autobiograficznej Ireny Dziedzic przekopałem internet w poszukiwaniu wiadomości o niej. Obejrzałem także, niestety nieliczne w Sieci, programy z cyklu „Tele-Echo” i „Wywiady Ireny Dziedzic”. Z wszystkich tych rzeczy wyłonił mi się obraz kobiety bardzo pewnej siebie, zarozumiałej, kreatorki (we własnym mniemaniu) dobrego smaku i właściwego zachowania. Zupełnie nie moja bajka. A przy tym Irena Dziedzic była niewiastą wysoką, chodzącą do tego w butach na wysokich obcasach. Nie jestem niski, lecz osoby wysokie, zwłaszcza płci żeńskiej, wprawiają mnie w pewien rodzaj zażenowania. Oczywiście wszystkie te niekorzystne wrażenia (poza wzrostem) mogła obalić lektura książki „Teraz ja… 99 pytań do mistrzyni telewizyjnego wywiadu”, w której w 1992 r. na pytania dziewięciu znanych i mniej znanych dziennikarzy odpowiedzi udzieliła właśnie Irena Dziedzic. Mogła obalić, ale nie obaliła. Po przeczytaniu wyżej wymienionej publikacji mój poziom sympatii do prowadzącej „Tele-Echo” osiągnął stan minusowy. Nie należy źle mówić o zmarłych, ale w jednym ze swych felietonów w „Angorze” Sławomir Pietras trafnie spostrzegł, że dla dobra pani Dziedzic „Teraz ja…” nie powinna się w ogóle ukazać. Jak najbardziej przychylam się do tej uwagi. Jednak publikacja ta ujrzała światło dzienne, wydałem całe 10zł na jej zakup i poświęciłem swój czas na lekturę, więc warto zamieszczonymi poniżej fragmentami przestrzec tych, którzy chcieliby pójść w moje ślady.
Osiem osób zadających w „Teraz ja…” często, przyznajmy to, bardzo głupie pytania to, w kolejności alfabetycznej: dziennikarz sportowy Janusz Atlas (1949-2010), publicysta i felietonista Zygmunt Broniarek (1925-2012), Ewa Gronowska, krytyk literacki i teatralny Teresa Krzemień (1939-2014), dziennikarz tygodnika „Wprost” Kazimierz Pytko (ur. 1957), redaktor naczelny „Twojego Stylu” Jacek Szmidt, dziennikarka „Twojego Stylu” i „Zwierciadła” Małgorzata Terlecka-Reksnis, były prezenter „Dziennika Telewizyjnego” Grzegorz Woźniak oraz wieloletni dyrektor zespołów dziennikarskich w TVP Sławomir Zieliński (ur. 1955).
Poniżej zamieszczam fragmenty książki, natomiast na dole wpisu znajduje się dźwiękowa czołówka z programu „Tele-Echo”.

„Czy uczyła się pani na pamięć scenariuszy Tele-Echa?” [pytanie Teresy Krzemień]

„Pewnie musiałabym, gdybym ich sama nie pisała. Skoro jednak pisałam, pamiętałam je. Zapisywałam czas, sytuacje, ujęcia kamer. W notesiku, albo w bloku trzymanym na kolanach”.

„Czy ktoś powiedział pani w oczy, co mówiło się po cichu, a mianowicie, że jest pani Żydówką?” [pytanie Zygmunta Broniarka]

„Nikt nigdy nie powiedział mi w oczy, że jestem Żydówką. Do 64 roku miewałam raczej przygody z tego tytułu, że nią nie jestem. (…) W jakiś czas później, kiedy pracowałam w radiu dla zagranicy, Lolek A. powiedział: „Jesteś za inteligentna jak na gojkę. Gdyby tak poskrobać…”. Zdumiałam się: „Mnie nie swędzi. Ale uważaj, w naszym kraju nie dla wszystkich to może być komplementem. Chociaż ja uważam, że mnie komplementujesz”.

„Na temat spraw damsko-męskich Ireny Dziedzic krążyło przez lata bardzo dużo plotek… Jakie były nieprawdopodobne, a które prawdziwe?” [pytanie Janusza Atlasa]

„Ośmielam się zauważyć, że gdyby były prawdziwe, nie byłyby plotkami… Czy zadowoliłyby pana tylko imiona i nazwiska, czy też zdałyby się jeszcze imiona ojców, nazwiska panieńskie matek, dokładne adresy, wiek, waga, wzrost, numer kołnierzyków i skąd mieli szmal?”.

„Czy ogólnie rzecz biorąc, życie spełniło pani oczekiwania?” [pytanie Ewy Gronowskiej]

„Ogólnie rzecz biorąc – tak. Zapomniało tylko wcześniej podać cenę”.

Irena Dziedzic
Całe nazwisko: Sylwia Irena Dziedzic
Ur. 20.06.1925 r. – Kołomyja, Polska (obecnie Ukraina).
Zm. 05.11.2018 r. – Warszawa, Polska.
Mąż: Janusz Bałaban (rozwód).
Miejsca pracy jako dziennikarka: „Echo Krakowa” (1946-1947), „Słowo Polskie” (1948), „Głos Ludu” (1948), „Express Wieczorny” (1949-1952), Polskie Radio (1952-1956).
W TV: „Tele-Echo” (1956-1981), „Goście mile widziani”, Dziennik Telewizyjny (1965-1968), prowadząca Festiwal Interwizji w Sopocie (1977-1980), „Wywiady Ireny Dziedzic” (1983-1991).
Niektóre filmy i seriale, w jakich wzięła udział: „Jutro premiera” (reż. Janusz Morgenstern, 1962), „Wojna domowa” (reż. Jerzy Gruza, 1965), „Polowanie na muchy” (reż. Andrzej Wajda, 1969), „Kłopotliwy gość” (reż. Jerzy Ziarnik, 1971), „Szczur” (reż. Jan Łomnicki, 1994).
Blog Ireny Dziedzic: TUTAJ

Autor: Jacek Wojciechowski

31.03.2019