„Grzesznica” – powieść kontra serial

Kategoria:

Powieść kontra serial

grzesznica-fbJakiś czas temu oglądałam serial „Grzesznica”, po który sięgnęłam, zapoznawszy się z intrygującym opisem. Serial wyreżyserował Derek Simonds. Oryginalny tytuł „The Sinners”. Pierwszy sezon liczy sobie osiem odcinków. Serial mnie nie zawiódł i po obejrzeniu miałam bardzo pozytywne zdanie o produkcji. Ciekawa, intrygująca fabuła, dobra gra aktorska i nieprzewidywalne zakończenie. Gdy zorientowałam się, że nakręcono go na podstawie powieści z chęcią po nią sięgnęłam. Początkowe wrażenia były bardzo pozytywne. Szersza perspektywa więcej mówiła o bohaterce powieści, poznawaliśmy dużo szczegółów, których film, jak wiadome, nie może dokładnie pokazać. Niestety z rozdziału na rozdział byłam coraz bardziej zawiedziona. Pierwszą kwestią jest tu fakt, że twórcy produkcji tak naprawdę sporo od siebie dołożyli, przez co fabuła dużo zyskała. Sama książka, niestety, w porównaniu z serialem, nudzi.

W obu przypadkach opowiada o młodej kobiecie Corze, która przedstawiona jest jako zahukana, stłamszona osoba, mająca za sobą jakieś, bliżej nieokreślone, traumatyczne przejścia. W książce szerzej i bardziej obrazowo opisany jest konflikt między nią, a jej teściami. W serialu jest to jedynie krótki wątek.

Tak jak w opisie, Cora wraz z rodziną, mężem i synkiem jadą nad jezioro. Zarówno serial, jak i powieść kolejne zdarzenia przedstawiają identycznie. Cora, po kąpieli w jeziorze z niewiadomych przyczyn rzuca się na młodego mężczyznę, który wraz z żoną i przyjaciółmi odpoczywa obok nich na plaży, po czym zabija go za pomocą noża, którym uprzednio obierała jabłko. Sielankowa z pozoru scena kończy się brutalnym morderstwem na oczach wielu ludzi. Powody jej zachowania pozostają nieznane. Już na tym etapie, a jest to początek, mnożą się pytania, snujemy pierwsze domysły, chociaż na tą chwilę nic nie jest wiadome. Cora trafia na posterunek. I od tej pory scenarzysta zrobił kawał dobrej roboty wprowadzając znaczące zmiany w fabule.

Zacznę jednak od powieści w której Cora Begrzesznica (2)nder przesłuchiwana jest przez Rudolfa Groviana. Przesłuchanie ciągnie się przez połowę fabuły, przeplatane jest licznymi retrospekcjami z jej dzieciństwa i młodości. Główny wątek jest taki jak w serialu, jednak w powieści jest to przedstawione bardziej „niesmacznie”. Położony jest duży nacisk na to co działo się z nią kiedyś. Mamy możliwość dowiedzenia się więcej, niż pokazał nam serial, jednak w moim mniemaniu serial nie udzielając tak wielu informacji, wypadł o wiele lepiej. Samo przesłuchanie jest nonsensem. Cora podlewa tam kwiatki, każe myć przesłuchującemu ją policjantowi ekspres do kawy. Zachowania osób występujących w tej scenie są irracjonalne, gdyż zarówno ona jak i policjanci zachowują się jakby nie była morderczynią lecz ofiarą. Bo przecież Cora nie jest nawet podejrzana o morderstwo, gdyż zabiła z zimną krwią na oczach kilkudziesięciu ludzi, więc jej wina jest ewidentna. W normalnych okolicznościach siedziałaby skuta i nikt by się z nią nie cackał. W przeciwieństwie do powieści, serial przedstawił to krótko i profesjonalnie.

Cora ma bardzo pokręconą przeszłość, chociaż momentami jest ona niejasno sprecyzowana, więc w którymś momencie nie wiadomo już nawet czy nadopiekuńczy ojciec molestował ją, czy może istotnie była to zbyt dalece wysunięta forma opieki. Jednak masturbacja przy córce nie jest czymś, co powinno zobaczyć małe dziecko. Chorująca siostra również pod tym kątem nie wypada najlepiej, ponieważ skłania Corę, aby ta zaspokajała ją erotycznie. Matka natomiast, to dla kontrastu nawiedzona chrześcijanka, która każe Corze spędzać długie godziny na modlitwie o zdrowie chorej siostry. W świetle faktów wydawać by się mogło, że główna bohaterka istotnie jest postacią, która budzi bardzo pozytywne emocje. Bo przecież komuś takiemu można jedynie współczuć. Jednak, mimo wszystko nie mogłam polubić Cory z powieści. Cały czas każdy chciał jej pomóc. Ciotka, sąsiadka, policjant, który prowadził sprawę, natomiast ona wciąż tą pomoc odrzucała. Była ironiczna, momentami chamska, czasem agresywna i wciąż notorycznie uparta. Co w połączeniu z retrospekcjami z jej młodości, w których dowiadywaliśmy się, że kradła, manipulowała ludźmi, oszukiwała i robiła to często z wyrachowaniem, nie pozwalało mi przekonać się do tej postaci. Może dlatego, że Cora z serialu budziła o wiele pozytywniejsze emocje.

W serialu podobało mi się również to, że rozbudowano tam rolę męża Cory. Tu warto zaznaczyć, że w produkcji filmowej zmienione zostały personalia i Cora, którą gra Jessica Biel, nosi nazwisko Tannetti, jej mąż ma na imię Mason (Christopher Abbott), nie jak w książce Gereon. Natomiast Rudolf Grovian nazywa się tu Harry Ambrose i gra go Bill Pullman, który doskonale spełnił się w swojej roli. Została ona bardzo rozbudowana, co podniosło znacząco jakość fabuły. Pokazane jest jego prywatne życie, problemy w małżeństwie i skomplikowana historia. Z tego wszystkiego jednak najbardziej spodobało mi się przedstawienie w serialu męża Cory, który przez cały czas o nią walczył, wspierał ją, choć początkowo serialowa Cora, jak ta z powieści, nie chciała pomocy. Zachowywała się tak, jakby chciała mieć już za sobą proces i odsiadywać karę. Jednak gdy z czasem docierało do niej, że naprawdę ma wsparcie, że ktoś o nią walczy, chce pomóc, wtedy również ona wychodziła temu naprzeciw.

Jessica Biel bardzo dobrze poradziła sobie w tej roli, również Bill Pullman. Jednak najbardziej urzekł mnie grający męża Cory, Christopher Abbott. Robił wszystko, aby poznać prawdę i dowieść, że to, co Cora zrobiła, miało swój powód i że jej wina nie jest taka oczywista i również ona jest poniekąd ofiarą. Morderstwo jakiego się dopuściła ma swoje przyczyny. Sięgając po powieść chyba najbardziej byłam ciekawa właśnie tej postaci, za tą jego niezłomność, z jaką walczył o ukochaną osobę. Myślę, że te zdarzenia nad jeziorem były dla niego takim sprawdzianem i wręcz umocniły jego uczucie do Cory. Ku mojemu rozczarowaniu w powieści pojawił się na początku i jego rolę autorka zakończyła na plaży, tuż po morderstwie, gdzie w sumie również zachował się skrajnie inaczej, ponieważ książkowy mąż Cory pobił ją, zanim przyjechała policja. Na tym skończył się jego wątek, na końcu Cora została poinformowana, przez osoby trzecie, że małżonek chce się z nią rozwieść.

Rozwiązanie całej tajemnicy, dlaczego właściwie zabiła tego mężczyznę z plaży, również w serialu jest bardziej przejrzyste, chociaż wydawać by się mogło, że to właśnie w powieści można poznać szerszą perspektywę.

Gdybym najpierw przeczytała książkę, z pewnością nie sięgnęłabym po serial. Chociaż być może właśnie po obejrzeniu tej produkcji, zbyt wiele spodziewałam się po powieści. Może jednym z powodów tego, że książka mnie zawiodła, był fakt, iż nie zrobiłam wystarczająco dużego odstępu między obejrzeniem a lekturą Grzesznicy, gdyż obie fabuły od pewnego momentu były znacząco różne. Niemniej, ta fabuła jest godna uwagi, jednak jeżeli będziecie po nią sięgać, to radzę najpierw zapoznać się z książką. Jest trudniejsza w odbiorze i bardziej przytłaczająca, jednak nie jest to zła lektura. Mimo wszystko w porównaniu do niej, serial jest o wiele lepszy i w tym pojedynku wysuwa się zdecydowanie na prowadzenie.

Tym razem zwycięża produkcja filmowa.

Obecnie emitowany jest kolejny sezon The Sinner, jednak opowiada on zupełnie inną historię. Jeszcze nie miałam okazji go obejrzeć, aczkolwiek po świetnym pierwszym sezonie z przyjemnością sięgnę po kolejny.

Anna Tuziak (NieGrzeczna)

Autor: redakcja

29.09.2018