Foals – “Everything Not Saved Will Be Lost: Part 1”

Kategoria:

Wszystko, co nie zostanie zachowane, przepadnie. Taką prostą mądrością dzieli się z nami w tytule swojej piątej studyjnej płyty brytyjski zespół Foals. Niemalże cztery lata tym razem kazała nam czekać kapela z egzotycznym Yannisem Philippakisem na czele na swój nowy materiał. Cierpliwość słuchaczy zostanie jednak wynagrodzona, bo na jesieni czeka nas premiera kolejnego wydawnictwa ukrytego za szyldem “Everything Not Saved Will Be Lost”. I całe szczęście, że nie poszło na marne to, nad czym zespół pracował.

Bycie gwiazdami indie rocka to dość niewdzięczna rola. Ciężko wymyślić coś nowego, a fani kręcić mogą na większe eksperymenty. Foals jednak postanowili podążać drogą własnych pragnień i pomysłów, nie bojąc się wprowadzać do swojej muzyki nowych elementów. Najpierw jednak zaszły personalne zmiany w składzie. Z grupy przed rokiem odszedł basista Walter Gerves. Jego obowiązkami podzielili się między sobą pozostali muzycy, nie upierając się jednak, by gitary, podobnie jak to było na “What Went Down”, zdominowały krążek.

Wydawnictwo rozpoczyna się niedługim, klimatycznym nagraniem “Moonlight” o przestrzennej melodii, do której po chwili dołącza akustyczna gitara, a Yannis swoim głębokim, wywołującym ciarki głosem intonuje I walked into the desert, I walked into the dawn, oddając tym samym hołd utworowi “Spanish Sahara”, który wzniósł karierę Foals na nowy poziom. Hitem powinno czym prędzej stać się (może nawet za) proste, wpadające w ucho “Exits”. Za lekko? Za rogiem już czeka “White Onions”, w którym przesterowane dźwięki gitar spotykają się z klawiszami. Ostrzejszym momentem płyty jest także psychodeliczne “Syrups”. Kompozycja jest jednym z moich faworytów. Przebijają ją jednak “Sunday” i “I’m Done with the World (& It’s Done with Me)”. Obie przyjmują postać soft rockowych, nowoczesnych ballad. W “Sunday” więcej jest patetycznych chwytów, podczas gdy “I’m Done with the World (& It’s Done with Me)” poszczycić się może mianem najpiękniejszej i najsmutniejszej, zaaranżowanej na pianino ballady, jaka w tym roku wpadła mi w ucho. Razem z “Moonlight” spinają cały krążek.

Co jeszcze zostało na “Everything Not Saved Will Be Lost” zapisane? Foals przygotowali pulsujące tanecznym bitem “In Degrees” oraz “On the Luna”. W pierwszej z piosenek lubię wokale Yannisa w refrenie. Mniej podobają mi się w zwrotkach, kiedy to artysta brzmi niezbyt przekonująco i po prostu nudno. “On the Luna” zaś zaskakuje wakacyjnym klimatem. W zupełnie innym kierunku podążają “Cafe D’Athens” i “Surf, Pt. 1”, pokazując nam jeszcze bardziej eksperymentalną stronę zespołu. Szczególnie interesująco wypada pierwszy z utworów, który zawiera inspiracje… afrobeatem.

Do zespołu Foals zapałałam sympatią po premierze “What Went Down”. Do dzisiaj bardzo chętnie wracam do takich kompozycji jak “A Knife in the Ocean” czy tytułowe “What Went Down”. I chociaż z niewielkim entuzjazmem przyjmowałam zapowiedzi, iż zespół planuje osadzić nowy album na syntezatorach, brzmienie “Everything Not Saved Will Be Lost” pozytywnie mnie zaskoczyło. To wciąż Foals, ale w podrasowanej wersji. Mniej tu gitar, ale pozostałe instrumenty stworzyły razem dobrą całość. Poprzeczka zawisła wysoko i pozostaje mi trzymać kciuki, by zapowiadana na wrzesień druga części płyty zatrzymała mnie na podobnie długi czas.

zuzanna.janicka

Autor: redakcja

11.03.2019