Estetyzacja: pożądana, czy szkodliwa?

Kategoria:

porcelana_67

źródło fotografii: Accendo

 

Powszechny sens estetyzacji opiera się na paraartystycznym formowaniu zjawisk natury i życia codziennego – a zatem pierwotnych kształtów stanowiących elementy warsztatu artysty.

Ostatnimi czasy pojęcie i zjawisko estetyzacji stają się brzemienne w coraz nowsze znaczenia, z biegiem lat obejmują coraz więcej różnorodnych dziedzin – przejawia się to między innymi w sposobie pojmowania tego nurtu. W popularnym postrzeganiu estetyzacja jawi się jako nadawanie znamion piękna elementom codzienności. Przedmioty i zjawiska dotąd odżegnujące się od estetyki teraz stają się piękne – lub są za takowe uważane. W tym sensie jest estetyzacja formą operacji mającej na celu osiągnięcie dwóch cech dla powszednich przedmiotów
życia: po pierwsze, mają one być (pozostać) użytkowe; po drugie, mają stymulować estetycznie.

 

Współcześnie zjawisko estetyzacji objęło wszelkie aspekty ludzkiego życia, zaś jego postęp nieodmiennie ciągnie za sobą masową unifikację kultury – począwszy od jej popularnej strony. Fenomen globalnej wioski wiąże się z postępującą jednolitością estetycznych
wzorców i powstaniem specyficznych baz autorytetów w dziedzinach popularnych, takich jak rozrywka czy moda. Wobec napływających
zewsząd wzorców potrzeba otaczania się pięknem materialnym zostaje na nas niejako wymuszona. Zgromadzone wokół nas przedmioty
o estetycznym wyglądzie świadczą o naszej specyfice, warunkują naszą wartość i poważanie, jakim zostajemy w konsekwencji otoczeni.

 

Według Mike’a Featherstone’a istnieją między innymi dwa znaczenia estetyzacji. Pierwsze z nich wiąże się bezpośrednio z kierunkami dominującymi sztukę w latach 20. i 60. XX wieku. Mowa tu o cechującej m.in. dadaistów skłonności do odzierania sztuki ze specyficznego sacrum: zrzucenia jej z ołtarzyka, na którym spoczywała dotychczas, i uczynienia jej elementem struktury codzienności. Podobny sposób
myślenia został przejęty i jest z powodzeniem wykorzystywany na rzecz społeczeństwa konsumpcyjnego.

Inny typ estetyzacji dotyczy kreowania własnego życia tak, jakby było ono dziełem sztuki. Przykłady czynienia podobnych projektów są obecne w historii: vide postać dandysa opracowującego zarówno swój wygląd, jak i inteligencję czy sposób bycia w taki sposób,
by wspólnie tworzyły pewne totalne dzieło sztuki przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. W ten sposób zarówno człowiek, jak i jego najbliższe otoczenie stają się nierozerwalnym obiektem artystycznym, lecz zarazem pewnego rodzaju miniaturowym, hermetycznym światem noszącym znamiona wyjątkowości, jedynego w swym rodzaju.

Podobny mechanizm nietrudno zaobserwować we współczesnej popkulturze. Kolorowa prasa czy telewizja, których tematy oscylują wokół życia gwiazd, zdają się stopniowo kształtować gusta i potrzeby swego odbiorcy. Niezależnie od gustu przekształca się on w dandysa – kreuje wokół siebie totalne dzieło sztuki, którego centrum stanowi on sam.

 

Z kolei według Wolfganga Welscha istnieją dwa poziomy estetyzacji – głęboki i powierzchowny.

Ten drugi jest łatwiejszy do zaobserwowania i według Welscha podsumowuje kondycję współczesnej kultury – sprowadza się do
wzbogacania otoczenia o piękną prezencję. Wedle słów Welscha stanowi to powierzchowną formę utopii polegającej na pozbawieniu sztuki granic, uczynieniu jej zjawiska bardziej różnorodnym, przypisywalnym wielu płaszczyznom – ta forma estetyzacji sprowadza się po prostu
do nadawania elementom życia codziennego estetycznego kostiumu bez jakiejkolwiek refleksji, wzbogacania ich o elementy właściwe sztuce, lecz na sposób nieprzemyślany i pozbawiony finezji. Służy uzyskaniu przyjemności, lecz nie niesie odbiorcy niczego poza nią. Nie sposób
pominąć związek takiego pojęcia estetyki z konsumpcyjną postawą społeczeństwa, w którym reklama stanowi najchętniej podziwiane medium estetyczne.

Obok omówionej powyżej istnieje również estetyzacja głęboka, dotycząca fundamentalnych struktur rzeczywistości zarówno materialnej –
ze względu na rozwój technologii – jak i społecznej – przez wzgląd na rozwój mediów – oraz podmiotowej – biorąc pod uwagę autostylizację jako ekwiwalent dla norm moralności. W kwestii pierwszej z nich doskonałym medium kreacji jest technika komputerowa.

 

Oczywiście prywatna przestrzeń ludzka stanowi wdzięczne podłoże dla przeprowadzania obu typów estetyzacji wskazanych przez Welscha. Ich znamiona widoczne są choćby w takich działaniach jak upiększanie własnego ciała i przeprowadzanie na nim zabiegów pielęgnacyjnych czy operacji plastycznych. Również duchowy wymiar ludzkiego istnienia nie jest wolny od estetyzacji: stąd różnorodne warsztaty medytacji czy wróżenia, sekty religijne czy opracowywanie psychologicznych wzorców dostępnych między innymi w formie przystępnie skomponowanych poradników. Podobne procesy znów sprowadzają współczesnego człowieka do postaci featherstone’owskiego dandysa.

 

Przechodząc do kwestii zalet i wad estetyzacji, musimy wspomnieć o koncepcji Jeana Baudrillarda, który naznaczył ów nurt jako determinujący dla końca sztuki. Innego skutku postępującej estetyzacji upatruje Baudrillard w rozwoju technologii i korelacjach, w jakie ta wchodzi ze sztuką. Reprodukcja dzieł od pewnego czasu stała się o wiele łatwiejsza, co z kolei prowokuje wzrost estetyzacji.

Jako fenomen podsumowujący daną kulturę stanowi sztuka doskonałe podłoże pod rozwój estetyzacji, której związki z ekonomią i marketingiem prowadzą w prostej linii do powierzchni reklamowej jako najchętniej i najczęściej wykorzystywanego obiektu zabiegów estetyzujących. To zjawisko z kolei wywodzi się z estetyzacji towaru, poprzez którą najważniejszy przekaz estetyczny zawiera się w opakowaniu danego
produktu, zaś jego reklama zaczyna funkcjonować w znacznym stopniu dla siebie samej.

Problem reklamy polega według Baudrillarda na fakcie, że w obecnych czasach przestała ona posiadać cel, do którego została stworzona – nie ma już znaczenia cena popularyzowanego przez nią towaru, gdyż najważniejszym elementem stały się projekt i marka. Nie płacimy już za rzeczywistą, potrzebną nam usługę. Przede wszystkim finansujemy jej design.

 

Z kolei w postrzeganiu Welscha nastąpiło jedynie przemieszczenie się pewnych wartości dotyczących produktu i jego opakowania, ma miejsce zamiana hardware’u i software’u. Zakupiony towar pełni jedynie funkcję dodatku do powiązanej z nim estetyki, która zdążyła wywalczyć sobie własną autonomię.

 

Jaki będzie finał tego coraz powszechniejszego upiększania świata? Baudrillard nie stawia sprawy optymistycznie, twierdząc, że od specyficznej chirurgii objawiającej się w operacjach plastycznych czy nanoszeniu poprawek na zielone tereny przyjdzie pora na chirurgię plastyczną gatunku, bowiem jedynym akceptowalnym społecznie pięknem stanie się to wymuszone działaniem metaforycznego skalpela.

Nieuchronnym skutkiem takich działań jest anestetyzacja. Postępując zgodnie z rozwijającą się modą, doprowadzimy do zaniku wrażliwości
i specyficznej anestezji na estetykę, co z kolei wywrze wpływ na nasz odbiór sztuki, który pozbawiony zostanie refleksji i napięcia.
Staniemy się obojętni i odrealnieni.

Z drugiej strony Welsch widzi nadzieję w mnogości i różnorodności światowych systemów kulturowych, których istnienie nie dopuści do maksymalnej unifikacji.

 

Z kolei Baudrillard dowodzi, że wszelkie możliwe funkcje i formy sztuki zostały już zastosowane i opracowane wielokrotnie. Wobec całego powyższego wywodu nie przypisuje się już sztuce działalności krytycznej, uważa się ją za element przeszłości, traktuje jak sprzęt złożony na mentalnym strychu, nieużywany, zniszczony i o zdezaktualizowanej funkcji. Ostatnim aktywnym elementem historii sztuki pozostaje, według Baudrillarda, nostalgia za minionym. Sztuka straciła swą autonomię, być może jej dalekie echo odnaleźć można we wszechogarniającej estetyzacji, która nieodmiennie prowadzi do ekonomii czy seksualności. Stąd omawiane wyżej poszerzenie spektrum sztuki, pozbawienie jej granic, a co za tym idzie, brak przesłanek pomocnych w opracowaniu prawidłowego wartościowania, brak uwarunkowań dotyczących smaku.

Jest prawdą, że dzięki działalności grup artystycznych pierwszej połowy XX w. (takich jak dadaiści) sztuka zyskała estetyczną wagę, lecz zarazem utraciła pewien rytualny, ukryty charakter, dla zgłębienia którego konieczne było osiągnięcie określonego stopnia wtajemniczenia.

Zgodnie z koncepcją Baudrillarda pojęcie estetyzacji jest nieodwracalnie skojarzone z nadmiarem. Wspomnieć tu można choćby o cechującej współczesność mnogości obrazów atakujących odbiorcę ze wszystkich stron, lecz nie mających przy tym nic do zaoferowania. Z jednej strony można zatem powiedzieć, że sztuka przeżywa swoisty rozkwit: zainteresowanie nią nie słabnie, wciąż toczą się naukowe dysputy na jej temat, popularność arcydzieł rośnie. Z drugiej jednak przestano postrzegać sztukę jako inny świat, ucieczkę od rzeczywistości, przygodę czekającą na podjęcie.

W efekcie wzbogaca ona każdy aspekt naszego życia, lecz w ten sposób przestaje różnić się od otaczających nas obiektów codziennego użytku. Wśród zatrzęsienia barwnych, lśniących, natarczywych reklam staje się jej dzieło po prostu kolejnym obrazem zagubionym pośród setek innych.

 

Podsumowując, niewątpliwą zaletę estetyzacji stanowi przeniknięcie sztuki do ludzkiego życia. Jest dostępna na każdym kroku, łatwo rozpocząć jej zgłębianie. Jednak z tej pozytywnej cechy wyrasta również nieuchronne spłycanie jej wartości, sprowadzanie jej do banału, który paradoksalnie zyskuje dla niej coraz większą popularność. Ostatecznie potrzebujemy jakiegoś wyrafinowanego hobby, które uzupełni nasz
dopracowany w szczegółach wizerunek atrakcyjnego, inteligentnego kosmopolity. Byle tylko owo hobby nie absorbowało nas zanadto.

Autor: Isiliel

12.10.2014