„Erin Brockovich” (2000′) – reż. Steven Soderbergh

Kategoria:

Dość znany film – w reżyserii Stevena Soderbergha ze scenariuszem Susannahy Grant – to kilkuetapowy dramat obyczajowy z piękną: Julią Roberts w roli głównej. Zachęcam bardzo do obejrzenia tej ważnej produkcji opartej na faktach – ale zachęcam z zachowaniem sporej dawki uwagi, dystansu i krytycyzmu.

*  *  *

„Erin Brockovich” to w sumie moralitet filmowy, który ukazuje słabość systemu, ale już za chwilę „ratuje sytuację”, pokazując anielskie działanie publicznie nieznanej do tej pory głównej bohaterki, która reprezentując małą kancelarię prawniczą, walczy z wielką korporacją – tu: z symbolicznym wcieleniem zła. W tym jednostronnym, źródłowym ujęciu tego filmu – takim, jakim jest, jakim się prezentuje – widzimy czarną-białą walkę dobra z bylejakością, dobra z chciwością, dobra ze złą wolą, walkę dobra z ignorancją i odczłowieczeniem.

*  *  *

Obraz: „Erin Brockovich” opowiada historię kobiety: Erin – matki trójki małych dzieci (tu problemy i troski z organizacją; z pogodzeniem życia rodzinnego i społecznego-zawodowego) – która nagle znajduje zatrudnienie w małej kancelarii adwokackiej: „Masry & Vititoe” jako niższy rangą pracownik biurowy – uprawniony do wykonywania tylko części funkcji i czynności zawodowych związanych z firmą. Właściciel firmy – dość szybko poznaje się na żarliwości i odkrytej w tej branży błyskotliwości oraz elastyczności Erin i wraz z rozwojem „śledztwa dziennikarskiego”, całego dochodzenia przeprowadzonego przez Erin – daje jej coraz bardziej wolną rękę, pomaga, zaczyna ryzykować imieniem i majątkiem swojej dość maleńkiej kancelarii – nieznanej w sumie opinii publicznej. Film jest dramatyczną obserwacją walki Erin w swojej pracy o prawdę i godny byt / o szacunek dla zdrowia innych ludzi – i jest równocześnie amerykańskim złotym snem o karierze zawodowej w USA. O wzbogaceniu się, dorobieniu poprzez ciężką pracę.

Na koniec swej zawodowej i – jak się ogólnie okazuje – życiowej misji – Erin otrzymuje gigantyczną premię: procent od zarobku firmy w wygranej moralnie sprawie. Zarówno prawo stanowione, zarówno dobre obyczaje społeczne, funkcjonowanie systemu z mniejszymi i większymi wadami i zaletami – mit o genialnej wolności i równości amerykańskiej – zostają symbolicznie udobruchane. Ale czy ostatecznie nie skłania nas to do refleksji kieślowskich, że życiem rządzi przypadek?

Albo czy na film / fabułę „Erin Brockovich” nie spojrzeć nieco zimniej, bez emocji, bez dopingowania głównej bohaterce… Czy można na to spojrzeć jak na rozegranie gry i tylko walkę zawodową lepszego ze złym – lub skuteczniejszego z mniej skutecznym. A przecież film moralizuje, ale uczciwie też pokazuje, że Erin walczy o dobrą pracę, pozycję społeczną; wraz z osią główną fabuły rozgrywa się pomniejszy dramat samotnej matki, która musi zmagać się z przeciwnościami i brać za bary z życiem. Dlatego ostatecznie uważam i postrzegam film: „Erin Brockovich” za rasowy dramat, za film dobry, pomimo nutki moralizatorskiej.

*  *  *

Głównym tematem filmu jest, jak wspomniałem, bardzo duże, ale i dobrowolne zaangażowanie Erin w sprawę iście społeczną. Pracując w „Masry & Wittoe”, Erin zagłębia się w sprawę przeciw Hinkley Compressor Station; przeciwko ‚pod-firmie’ gigantycznej firmy-matki: „Pacific Gas & Electric”… Wspomniana firma oskarżana jest o ciche i bezprawne zatruwanie otoczenia, środowiska i ludzi chromem. I spowodowanie w konsekwencji chorób i bardzo poważnych chorób u dziesiątków ludzi. Erin z wielką odwagą i determinacją tropi i zbiera dowody przeciw machinie zła; przeciw chciwości i złej woli przemysłowców. Nie liczy się z naruszeniem życia rodzinnego i z groźbami ze strony „pokrzywdzonej” finansjery. Erin reprezentując firmę i swojego szefa, któremu ostatecznie – jak i sobie – pomaga w karierze jego małej firmy – w żarliwy, czasem sprytny, czasem dobroduszny sposób radzi sobie z przecierin-brockovichwnościami, zbiera informacje, dowody, namawia ludzi; namawia grono osób do wspólnego dochodzenia roszczeń, co nieco „ułatwia” sprawę. Erin pomaga zwierzchnikowi, bardzo dobrze przechodząc do konkretów i finalizując sprawę wraz z właścicielem „Masry & Wittoe”. W imieniu klientów małej firmy prawniczej Erin znakomicie konkretyzuje żądania wobec giganta przemysłowego. Gdy sprawa nabiera tempa do pozwu chętnie przyłączają się nawet sceptycy i wahający. Ostatecznie po wielu, wielu trudnościach, nieprzespanych nocach, harówce – Erin wraz z szefem udaje się wywalczyć prawnicze zwycięstwo: koncern ma zapłacić 600 poszkodowanym rodzinom 333 miliony dolarów odszkodowania.

*  *  *

Erin w czasie intensywnej pracy wdaje się w romans z pobliskim sąsiadem; postawnym harley ‚owcem, który okazuje się dobrą nianią dla dzieci, ale do czasu. Nadmierna praca głównej bohaterki zabija żar i ciekawie rozwijający się związek.

W roli szefa Erin znajdujemy sympatycznego i utalentowanego aktora starszej jużerin_brockovich_-_h_-_2000_ daty: Alberta Finneya, w roli przystojniaka-partnera Erin: znanego Aarona Eckharta („Mroczny Rycerz” 2008′).

Rola Julii Roberts została szeroko dostrzeżona i doceniona – i to bardzo w sprawiedliwy sposób. Julia wspięła się na wyżyny zawodowe, stając się prawdziwą Erin… i tym samym ostatecznie zrywając z wizerunkiem ładnej i długonogiej gwiazdki w stylu „Pretty Woman”.

Dość wartki film, bardzo interesująca historia i niesamowity zapał; jest to doprawdy bardzo przyzwoity dramat poruszający ważne problemy społeczne jak:

– brak poszanowania innych osób i niegodziwe traktowanie

– krzywdzenie innych dla zysku lub wpływów

– nierówna walka słabszego z dużo silniejszym

– niepewność

– niesprawiedliwość

– nieufność

– brak wiary w sprawiedliwość i prawo, zwątpienie, niemoc.

Moja ocena ogólna filmu to: 7 / 8 punktów.

P.S. – Warto poznać prawdziwą historię Erin Brockovich.

___________________________________

 

 

 

Autor: Maciej Markisz

15.09.2018