Caravan Palace – recenzja nowej płyty.

Kategoria:

Szarobury świat za oknem odbiera Wam chęć do życia? Wraz z jesienią przyszła chandra i zdecydowane „nie!” dla każdego wyjścia z domu, czy pokazów energii w czterech ścianach? Zrezygnowaliście z fitnessu, wypadów do kina, potańcówek w każdą sobotę? Spokojnie, bez stresu. Jest sposób, żeby coś na to zaradzić – nowa płyta Caravan Palace!

CARAVAN-PALACE-OKŁADKABeztytułowy krążek, a przynajmniej bez tytułu w typowym tego słowa znaczeniu (<I°_°I>), to trzeci album francuskiego zespołu specjalizującego się w electro-swingu. Najnowszą płytę zrealizowano w Paryżu, w studiu, w którym w latach 30-tych nagrywał Quintette du Hot Club de France. Nie jest to ciekawostka pozbawiona znaczenia, bowiem w najnowszym krążku Caravan Palace daje się wyraźnie słyszeć podstawy ich twórczości.

Lubię swing, kocham retro. Do nowoczesnych, futurystycznych brzmień nigdy nie byłam przekonana, jednak Caravan Palace udowadnia, że wystarczy znaleźć odpowiednią recepturę, by nawet najwięksi przeciwnicy danych dźwięków zaczęli rytmicznie przytupywać nóżką. Prawda jest taka, że przy tym zestawie utworów po prostu nie sposób siedzieć spokojnie. Niech sobie nadchodzi zima, niech jesień straszy szarością dnia i tak mam ochotę tańczyć, przypominając sobie kroki ćwiczone przed laty.

Jednak <I°_°I>, to nie tylko niesamowita, zaraźliwa energia oraz wyważona dawka retro i postmoderny. To również kompozycje nieco psychodeliczne, przynajmniej w moim odczuciu. Niektóre z utworów, jak choćby numer siedem na liście – „Midnight” – nadawałyby się po części do nastrojowego kryminału. Kolejne kawałki z resztą zdają się być multinastrojowym miksem. W jednej sekundzie nieco przerażają; w drugiej sprawiaj, że serce wyrywa się z piersi. Ten surrealizm doświadczeń sprawia, że płyta Caravan Palace doskonale sprawdziłaby się na Halloweenowej imprezie. Sprzyja temu również burleskowa atmosfera. Oczami wyobraźni widzę już parkiet pełen strojnych a’la Moulin Rouge pań i panów.

Wspomniałam, że Caravan Palace słynie z electro-swingu. Na krążku słychać jednak znacznie więcej szerzej i węziej pojmowanych gatunków. Solidna dawka jazzu, rytmiczny i nienachalny hip-hop, wyjątkowo energiczny jive, a na tym wszystkim sos z house’u i posypka z elektronicznego bitu.

Niestety <I°_°I> ma też i swoje wady. Trochę zbyt mało tu międzyutworowej różnorodności, a nieustająca energia szybko męczy. Nagromadzenie gatunków oraz nietypowych instrumentów czy dźwiękowych kolaży sprawia, że to płyta przede wszystkim do tańczenia, a nie do słuchania. Po dwukrotnym jej przesłuchaniu, każde kolejne zapętlenie zmniejsza przyjemność z nią obcowania.
Zaciera się gdzieś ten zachwyt towarzyszący pierwszemu spotkaniu. Bardzo szybko zaczyna się też wydawać, że brakuje całości nieokreślonego czegoś, jakiejś wyrazistości, która nieustająco by zaskakiwała, niezależnie od ilości powtórzeń utworu.

Tak czy siak, jeżeli kompletujecie playlistę na imprezę haloweenową w stylu Moulin Rouge, to ten krążek może okazać się przydatny. Z pewnością przy pierwszym z nim spotkaniu goście będą zachwyceni i energicznie ruszą na parkiet. A czegoż więcej można oczekiwać na przełomie jesieni i zimy?

Alicja Górska

Autor: redakcja

29.10.2015