watch

17. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Watch Docs za nami

Kategoria:

W czwartek późnym wieczorem emisją filmu „Praca”, w kinie Elektronik w Warszawie, zakończyła się 17. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Watch Docs.

Watch Docs to szczegóthewlny przegląd. Po pierwsze od samego początku jest imprezą, na którą wstęp jest wolny. To ważne, szczególnie biorąc pod uwagę zasobność kieszeni polskiego kinomana studyjnego (piszę „studyjnego”, gdyż fani multipleksów wydając na jeden bilet 30zł siłą rzeczy muszą dobrze zarabiać). Po drugie, na festiwalu tym prezentowane są filmy przedstawiające walkę o prawa człowieka. To taki rodzaj zaangażowanych dokumentów, choć dobrze pamiętam, jak jednego roku pokazano także irańskie filmy fabularne, z moim ulubionym „Na spalonym” Jafara Panahiego na czele. No, ale Jafar Panahi, laureat Nagrody im. Sacharowa, to ikona walki o prawa człowieka w Iranie.
Tym razem zwróciłem uwagę na pięć filmów, w tym dwa polskie.
Ale zacznijmy od dokumentu, który zrobił na mnie największe wrażenie.

„Matczyzna” to nagrodzone na Festiwalu w Sundance dzieło Ramony S. Diaz, którego producentem wykonawczym był najsłynniejszy filipiński reżyser Brillante Mendoza. Ten ponadpółtoragodzinny film przenosi nas do Szpitala im. dra José Fabelli w Manili, czyli na największą porodówkę na świecie. Placówka ta powstała w 1920 r. jako budynek sześciołóżkowy. Dziś dzienne statystyki mówią o ok. 150 matkach i ok. 120 dzieciach przebywających na jednym oddziale położniczo-noworodkowym. W zasadzie zamiast słowa oddział powinienem użyć słowa hala albo jeszcze lepiej hangar, gdyż tak to wygląda. Ramona S. Diaz towarzyszy kobietom z kamerą w czasie kilku dni spędzonych w szpitalu. Większość z tych kobiet ma za sobą 5, a nawet 6 porodów, mimo, że nie przekroczyły jeszcze trzydziestki. Choć warunki bytowe n Filipinach są bardzo ciężkie to antykoncepcja, mimo że darmowa, nie cieszy się zbytnim powodzeniem. Reżyserka nie ingeruje w treść filmu, ale dzięki dialogom kobiet z koleżankami z oddziału (a trzeba dodać, że na jednym łóżku leżą po dwie kobiety, plus ich dzieci) oraz rodzinami poznajemy życie m.in. 26-letniej bezrobotnej Lei Lumanog oraz rodzącej po raz siódmy Lermy Coronel. „Matczyzna” jest bardzo sprawnie nakręconym portretem dzisiejszych Filipin – kraju przeludnionego, biednego, gdzie słowo „antykoncepcja” przegrywa z wiarą katolicką. To jeden z lepszych dokumentów, jakie widziałem w ostatnich latach.
Matczyzna („Bayang Ina Mo”) – Filipiny/USA, 2017, 1h35, reż. R.S. Diaz; wyst. L. Lumanog, L. Coronel, A.J. Jubilo, E.T. Ilem, Jh.B. Busalpa).
OFICJALNA STRONA FILMU

Z kolei wyreżyserowana przez Jairusa McCleary’ego i Githena Aldousa wspomniana wyżej „Praca” jest zapisem czterodniowej terapii, jaką przechodzą niektórzy więźniowie kalifornijskich zakładów karnych o zaostrzonym rygorze. Terapia ta różni się od innych tego typu akcji tym, że biorą w niej udział także mężczyźni z zewnątrz, zza murów, innymi słowy chętni wolni obywatele. Widz poznaje więc barmana Charlesa Tate’a, pracownika muzeum Chrisa Rentona oraz Briana Nazarofa, ale także odbywającego karę dożywotniego więzienia, byłego członka gangu, 26-letniego Dante Granville’a, siedzącego już dwadzieścia kilka lat w pace „Vegasa” (prawdziwe nazwisko: Eldra Jackson III) czy byłego przywódcę przestępców pochodzenia azjatyckiego „Kikiego” (w dowodzie: Neseli Tagoai). Wszyscy oni spotykają się w kaplicy więzienia Folsom. Więzienna kaplica to w Stanach Zjednoczonych jedyne miejsce, gdzie osadzeni nie muszą przestrzegać narzuconych samych przez siebie podziałów rasowo-gangowych. Tu Biały może patrzyć w oczy Afroamerykaninowi, Azjacie czy osobie pochodzenia meksykańskiego (poza kaplicą kontakt wzrokowy z reguły oznacza zaczepkę i krótką drogę do bójki). Nawet na stołówce czy spacerniaku każda grupa bardzo przestrzega tego, by nie wejść na terytorium innych. W kaplicy tego nie ma. Ten fakt wykorzystano przy tworzeniu grup terapeutycznych. Właściwie ciężko opisać, co dzieje się w takiej grupie. To trzeba po prostu zobaczyć. Połączenie omdleń i drgawek z amerykańskich kościołów Południa z czymś w rodzaju ostrych sesji psychoterapii. Czy to działa? Chyba tak, skoro w ciągu kilku lat dzięki tej terapii mury więzienia opuściło ok. 70 osadzonych i żaden z nich nie powrócił tam z powrotem.
Praca („The Work”) – USA, 2017, 1h30, reż. J. McCleary i G. Aldous; wyst. E. „Vegas” Jackson III, D. Granville, A. „Dark Cloud” Molino, N. „Kiki” Tagoai, Bh. Joplin.
OFICJALNA STRONA FILMU

„Biały świat według Daliborka” przenosi nas na czeską prowincję. W kilkudziesięciotysięcznym morawskim miasteczku Prościejów mieszka wraz z matką 36-letni Dalibor Krupička, zajadły rasista, fan Hitlera i domorosły reżyser koszmarnych filmików prezentowanych na YouToubie. Dalibor najbardziej nienawidzi Romów, których w Czechach nie brakuje, ale podobną niechęcią pała do Żydów czy muzułmańskich uchodźców, choć żadnego w swoim życiu nie spotkał. Matka Dalibora, Věra, typowa dzidzia-piernik, nawiązuje znajomość z poznanym w internecie Vladimirem, który okazuje się być jeszcze większym rasistą i ksenofobem niż jej pierworodny. Punktem zwrotnym w życiu tej „wyjątkowej” trójki są odwiedziny obozu koncentracyjnego Auschwitz. Nie do wszystkich jednak docierają fakty, bo Dalibor dalej neguje udział Niemców w Holokauście, nawet wtedy gdy naprzeciwko niego stoi ocalona z Zagłady Eva Lišková. W pewnym momencie filmu nie wytrzymuje sam reżyser dokumentu Vit Klusák, czemu trudno się dziwić, i zza kamery wygarnia tępemu troglodycie z Prościejowa. „Biały świat według Daliborka” pokazuje przede wszystkim dwie rzeczy: ogrom zjawiska ksenofobii, bo przecież nawet matka łysego fana nazizmu cieszy się, gdy w telewizji pokazują zatopione łodzie z uchodźcami; oraz olbrzymie ograniczenie umysłowe tych, którzy chcą dzielić ludzi wg koloru skóry, wyznania czy orientacji seksualnej.
Biały świat według Daliborka („Svět podle Daliborka”) – Czechy, 2017, 1h45, reż. V. Klusák; wyst. D. Krupička, V. Krupičková, V. Mihalik, E. Lišková.

Jedną z polskich propozycji tegorocznego Watch Docsa był film Grzegorza Szczepaniaka zatytułowany „Najbrzydszy samochód świata”. To opowieść o niemal 70-letnim Bogdanie Różyckim i jego 94-letniej matce Kazimierze, których poza miejscem zamieszkania najczęściej bierze się za małżeństwo. Bogdan wraz z mamą jeździ swoim zdezelowanym wartburgiem (jednym z kilku, które posiada) na zloty starych (zabytkowych) samochodów. Podczas takich imprez wybierane jest najładniejsze auto, ale również i najbrzydsze, i tu wartburgi Różyckich są bezkonkurencyjne. Bo pan Bogdan to specyficzny fan motoryzacji – naprawia auto jedynie w takim stopniu aby jeździło, wyglądać już nie musi. Grzegorz Szczepanik postanowił towarzyszyć Różyckim w drodze wartburgiem do Magdeburga, czyli miejsca, do którego w czasie II wojny światowej została wysłana na roboty pani Kazimiera. Zaiste, jest to ciekawa podróż, tak jak ciekawy jest cały film, który zgarnął już w tym roku Złotego Lajkonika na Krakowskim Festiwalu Filmowym.
Najbrzydszy samochód świata – Polska, 2017, 0h46, reż. G. Szczepaniak; wyst. B. Różycki, K. Różycka.
STRONA FILMU NA FB

Innym polskim dokumentem przedstawionym w tym roku była „Gruba” w reżyserii Marii Zmarz-Koczanowicz. Choć tytuł może sugerować np. tematykę walki z nadwagą, to jest to jak najbardziej mylny trop. Gruba to po śląsku kopalnia. Bohaterkami filmu Zmarz-Koczanowicz są trzy kobiety pracujące w kopalni Węgla Kamiennego Rydułtowy: Ola Czogała, Urszula Bombik oraz Krystyna Tworzewska. Wszystkie ciężko pracują fizycznie pod ziemią, w dodatku najczęściej na nocną zmianę. Żadna nie narzeka. Mało tego, najmłodsza z kobiet, Ola, twierdzi, że nie wyobraża sobie innej pracy niż ta, którą obecnie wykonuje. Oczywiście, jak to na Śląsku bywa, dialogi prowadzone są miejscową gwarą, nie brak również specyficznego śląskiego humoru. I tylko żal, że film trwa jedynie 65 minut. „Grubę” z powodzeniem można prezentować na międzynarodowych festiwalach filmów dokumentalnych. Wstydu na pewno nam nie przyniesie.
Gruba – Polska, 2017, 1h05, reż. M. Zmarz-Koczanowicz; wyst. A. Czogała, U. Bombik, K. Tworzewska.
TRZYMINUTOWY FRAGMENT FILMU

Podsumowując, to kolejna udana edycja Festiwalu Watch Docs. Wśród wielu propozycji każdy mógł znaleźć coś dla siebie, wystarczyło jedynie przestudiować wcześniej książeczkę festiwalową, jak zwykle profesjonalnie wydaną.
A za rok Watch Docs będzie już pełnoletni.

Autor: Jacek Wojciechowski

16.12.2017