11. Azjatycki Festiwal Filmowy Pięć Smaków – dzień 5. i 6.

Kategoria:

maaPiątego i szóstego dnia 11. Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków zaprezentowano aż 19 filmów z dwunastu krajów.
Szczególne poruszenie, zwłaszcza wśród widzów pochodzenia wietnamskiego (a przecież Wietnamczyków w Warszawie nie brakuje) wzbudził obraz reżyserki z Hongkongu Ann Hui zatytułowany „Boat People. Uchodźcy z Wietnamu” (投奔怒海 / Tauben Nu Hai) z 1982 r., który był jednocześnie jednym z najstarszych filmów prezentowanych w tym roku na festiwalu. To trzecia część tzw. wietnamskiej trylogii, na którą składają się także dwa inne filmy reżyserki: „Below the Lion Rock” (獅子山下, 1978) oraz „The Spooky Bunch” (小姐撞到鬼 / Zong Dou Zing, 1980). „Boat People” to obraz Wietnamu po zakończonej tam wojnie. Do miasta Ho Chi Minh, czyli dawnego Sajgonu, przyjeżdża japoński fotoreporter Shiomi Akutagawa (grany przez George’a Lima). Komunistyczne władze, na czele z pierwszym sekretarzem, Lê Duẩnem, próbują przedstawić gościowi idyllę, jaka zapanowała w kraju wraz z nastaniem socjalizmu. Prawda jest jednak inna, o czym Japończyk szybko się przekonuje. Co ciekawe, film był początkowo nominowany do Złotej Palmy ’82 w Cannes, jednak m.in. dzięki naciskom Wietnamu i politycznej poprawności Francuzów, którym bardzo zależało na dobrych stosunkach z Wietnamczykami, dzieło Ann Hui przeniesiono do sekcji pokazów pozakonkursowych.
Kolejnymi filmami wyświetlanymi w ramach cyklu „Roman Porno” były dwie produkcje japońskie ze słowem „kociaki” w tytule: „Noc kociaków” (牝猫たちの夜 / Mesunekotachi-no Yoru) z 1972 r. oraz sequel „Świt kociaków” (牝猫たち / Mesunekotachi) nakręcony 45 lat później. W pierwszym filmie tytułowe kociaki pracują w pralni przerobionej na dom uciech. Można to zresztą zobaczyć na japońskim trailerze, który zamieszczam na dole dzisiejszego wpisu. Kociaki 45 lat później (oczywiście inne bohaterki) nadal zajmują się branżą erotyczną, ale przez ten czas „różowy przemysł” w Japonii rozwinął się jak nigdzie indziej na świecie. Nie jest to już więc pralnia, a i „zabawy” nie polegają na namydlaniu. Nadal jednak widzimy jedynie biusty i pośladki, tu 45 lat niczego nie zmieniło.
Indonezja nie jest częstym gościem Festiwalu Pięć Smaków. Powiedzmy sobie szczerze, że ten kraj nie ma za bardzo czym się pochwalić w dziedzinie kinematografii. Rządy dwóch tyranów, Sukarno i Suharto, nie sprzyjały rozwojowi filmów w tym kraju. Dopiero począwszy od roku 2000 widać niewielkie przebłyski na horyzoncie ekranowej miałkości, choć osobiście do dziś pamiętam jeden z największych gniotów, jakie przyszło obejrzeć mi w kinie. Była to „superprodukcja” historyczna zatytułowana… „Kurtyzana” („Ca-bau-kan”) z 2002 r., bite dwie godziny nudy, siermiężnych dialogów i drewnianej gry aktorskiej. Wyświetlany w ramach Pięciu Smaków film „Marlina. Zbrodnia w czterech aktach” nie był aż tak zły, może dlatego, że w jego powstaniu Indonezyjczykom pomagali Francuzi, Tajowie oraz sąsiedzi zza miedzy, Malezyjczycy. Na miejscu reżyserki, obecnej w Warszawie Mouly Suryi, nie obsadzałbym jednak w roli głównej Marshy Timothy, której dość ostre rysy twarzy zupełnie nie pasowały do kreowania swojej bohaterki. Sam film to połączenie westernu z komediodramatem. Jeśli ktoś od razu pomyśli, że wyszedł z tego Asian spaghetti western, to niewiele się pomyli.
Na Festiwalu Pięć Smaków nie mogło zabraknąć kina tajwańskiego. Jego przedstawicielem był m.in. film zatytułowany „Szerokiej drogi” (路順風 / Yi Lu Shun Feng) z 2016 r. w reżyserii Chung Mong-Honga. Co ciekawe, reżyser filmu był jednocześnie jego operatorem, choć jako operator wystąpił pod pseudonimem Nagao Nagashima. Trudno jest opisać dzieło Chunga. Film gangsterski z elementami czarnego humoru? A może komedia osadzona w realiach tajwańsko-tajskich triad? W każdym razie obraz „Szerokiej drogi” spodobał się zarówno tajwańskiej publiczności, jak i jurorom festiwali filmowych (nagradzany w Hongkongu, Taipei, Toronto, Udine, Seattle, Melbourne i Edynburgu). W roli głównej wystąpił bardzo popularny w latach 80. XX w. w Hongkongu komik Michael Hui, dziś już 72-latek (choć akurat wieku po nim nie widać). Film Chunga Monga-Honga z pewnością nie jest dla każdego, aczkolwiek osoba nastawiająca się na typową południowoazjatycką sieczkę karate na ekranie może się być pozytywnie zaskoczona.
A przed nami dwa ostatnie dni festiwalowe i kolejne propozycje filmowe w Kinie Muranów i Kinotece oraz wykłady w Muzeum Sztuki Nowoczesnej na ul. Pańskiej.

„Noc kociaków” (牝猫たちの夜 / Mesunekotachi-no Yoru) – japoński trailer

Autor: Jacek Wojciechowski

21.11.2017