11. Azjatycki Festiwal Filmowy Pięć Smaków – dzień 4.

Kategoria:

_images_zcZcZ1Czwartego dnia 11. Azjatyckiego Festiwalu Filmowego Pięć Smaków zaprezentowano aż 15 filmów, w tym polecany przeze mnie „Podróżników i magów” w reżyserii Khyentse Norbu.
Moją uwagę przykuły dwa filmy, oba wyświetlane w Kinotece. Pierwszym było debiutanckie dzieło bangladeskiego reżysera Abdullaha Mohammada Saada pt. „Dhaka na żywo” („Live From Dhaka”). To dopiero druga produkcja z Bangladeszu pokazywana w ciągu 11 edycji festiwalu. Idea tej imprezy zakładała bowiem, że będą na niej prezentowane filmy z Azji Południowo-Wschodniej, a kraj ze stolicą w Dhace do tego regionu nie należy. Zresztą sam pamiętam pierwsze edycje Pięciu Smaków. Początkowo wyświetlano jedynie filmy wietnamskie, dopiero później głównymi krajami z jakich pochodziły obrazy filmowe stały się Japonia, Hongkong czy Tajlandia.
Wracając do samego dzieła Abdullaha M. Saada, to trzeba otwarcie powiedzieć, że to najbardziej smutny w wydźwięku film prezentowany w tym roku. Efekt smutku i sytuacji praktycznie bez wyjścia pogłębiają czarno-białe zdjęcia Tuhina Tamijula, choć wg mnie lepiej, gdyby film był kolorowy. Sazzad (w tej roli uhonorowany nagrodą dla najlepszego aktora na Festiwalu w Singapurze Mostafa Monowar) zmaga się z codziennymi trudami życia w Dhace. Niby ma gdzie mieszkać, czym jeździć i do kogo się przytulić, ale gdy wejdziemy głębiej w jego życie, wszystko to okazuje się fasadami bez fundamentów. Aby zdobyć pieniądze na operację kolana mężczyzna zaciąga dług, którego nie udaje mu się spłacić. W dodatku jego dziewczyna (Tasnova Tamanna) jest w ciąży, co w kraju muzułmańskim, jakim jest Bangladesz nie jest zbyt dobrą rzeczą, a brat Michael (Tanvir Ahmed Chowdhury) nie daje rady wyjść z nałogu narkomanii. Sazzad zaczyna kombinować, a im bardziej kombinuje, tym mocniej komplikuje sobie życie. Obraz Abdullaha Mohammada Saada spodobał się na wspomnianym Festiwalu Filmowym w Singapurze, gdzie oprócz aktora nagrodę otrzymał sam reżyser. Nie przyczyniło się to jednak do zmiany stanowiska bangladeskiego ministerstwa kultury, które nie zgodziło się rozpowszechniać „Dhaki na żywo” na świecie. W sumie jakoś można to zrozumieć. Po pierwsze wielkomiejski Bangladesz przedstawiony na ekranie nie zachęca do przyjazdu do tego kraju, czy choćby do zapoznania się z miejscową kulturą. Po drugie… no cóż, „Dhaka na żywo” arcydziełem nie jest. To film co najwyżej przeciętny, choć to oczywiście jedynie moja ocena. Czy tak jest w istocie będzie można się przekonać ostatniego dnia festiwalu, w Kinotece o godz. 19:00, kiedy to jeszcze raz zaprezentuje się „Dhaka na żywo”.

Zupełnym przeciwieństwem mrocznego i co tu kryć, smutnego obrazu z Bangladeszu jest film japońskiej reżyserki Naoko Ogigami pt. „Po nitce do kłębka” (彼らが本気で編むときは / Karera Ga Honki De Amu Toki Wa). To już drugie dzieło pani Ogigami goszczące na festiwalu. Kilka lat temu na Pięciu Smakach zaprezentowano bardzo dobrze przyjętego „Kota do wynajęcia” (レンタネコ / Rentaneko), który spodobał się również widzom Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Słysząc entuzjazm, jaki wywołał w Polsce ten film reżyserka postanowiła przyjechać na tegoroczną edycję festiwalu. „Po nitce do kłębka” to historia zmagania się z transseksualizmem widziana oczami 11-letniej dziewczynki (w tej roli genialna debiutantka Rinka Kakihara). Mała Tomo nie ma łatwego dzieciństwa. Jej matka (Mimura) żyje od jednego przelotnego związku do drugiego, a bywają całe miesiące, kiedy znika udając się do kochanka i zostawiając córkę pod opieką swego brata Makio (Kenta Kiritani). Po kolejnym wyjeździe matki dziewczynka znowu zamieszkuje z wujkiem, ale tym razem Makio kogoś ma. Sęk w tym, że Rinko (Toma Ikuta), choć wygląda i ubiera się jak kobieta, to była kiedyś chłopcem. Czy fakt ten zmieni coś w relacjach Rinko z siostrzenicą jej partnera? Co będzie, gdy o wszystkim dowiedzą się koledzy z klasy Tomo i opieka społeczna? Nie będzie łatwo, ale trzeba też dodać, że dzieło japońskiej reżyserki charakteryzuje się, podobnie jak w przypadku „Kota do wynajęcia”, dużą dozą ciepła i jakiejś takiej wrażliwości, której tak brak w obecnym kinie. W każdym razie festiwalowi widzowie byli urzeczeni historią przedstawioną przez Naoko Ogigami, i jasno mówili to podczas spotkania z reżyserką po filmie. Wg mnie „Po nitce do kłębka” powinien wejść do regularnej dystrybucji w kinach studyjnych – idealnie pasowałby np. do oferty stołecznych kin Muranów czy Luna. Kto wie, może tak się stanie.

Poniżej zamieszczam japoński trailer filmu
„Po nitce do kłębka” (彼らが本気で編むときは / Karera Ga Honki De Amu Toki Wa) – trailer

Autor: Jacek Wojciechowski

19.11.2017